Music

17 kwietnia, 2015

Rozdział 7 'Moja mała, Alice''

 Spojrzałam się na małe zwierzątko, które zszokowane patrzyło w moją stronę. Zayn doskonale wiedział, że to mój słaby punkt. Trzymał to jakby wiedział kiedy ma go użyć. Czułam to. Nie musiał tego robić. Dobrze wiedział co się stało i kiedy. Doskonale wiedział, że jak powie coś o nich od razu do niego przybiegnę. Chyba ma racje.
Do: Your_bad_angel_babyxx : Nie rozumiem o co ci chodzi. Najpierw daj jakiś dowód na to, że znałeś moich dziadków. Wtedy uwierzę, że masz coś wspólnego z moim życiem. Jak na razie nie mam zamiaru ci ufać.
 Po moich policzkach zaczęły lecieć słone łzy, jedna po drugiej. Nie musiałam długo czekać na odpowiedź z jego strony. Była wręcz dynamiczna. Lecz to co napisał dogłębnie mnie zszokowało i przestraszyło.
Od: Your_bad_angel_babyxx: Pamiętasz tego chłopaka ze wspomnień? to ja. Nasi rodzice i dziadkowie przyjaźnili się od pokoleń, lecz to się zmieniło, gdy przyszłaś na świat. Kiedyś byliśmy przyjaciółmi dopóki mi cię nie zabrali.
Do: Your_bad_angel_babyxx: Nie rozumiem.
Od: Your_bad_angel_babyxx: Tutaj nie ma co rozumieć, Alice. Nie chciałem na ciebie tak naskakiwać za każdym razem. Kocham cię i cały czas uważam ciebie jako moją malutką przyjaciółeczkę.
  Nie wytrzymałam już i wylogowałam się z Wattpad'a. Wstrzymałam powietrze powstrzymując łzy napływające do moich już zapuchniętych oczu. Co się ze mną dzieje? Powinnam odpowiedzieć na to pytanie, ale nie wiem nic. Czuje się taka...Pusta. Oszukiwana przez całe swoje życie. Mimo, że nie wiem co jest prawdą, a co nie.
-Alice! -Krzyknęłam zdenerwowana rzucając pierwszy lepszy przedmiot, który złapałam w ręku. Był to czarny kubek, który kiedyś dostałam od znienawidzonego wujka. Obrazował on dwie wpatrzone w siebie żyrafy na łące. On zawszę powtarzał, że to symbolizuje w  dziwną przyjaźń. Niecodzienną gdyż jeden jest wpatrzony w drugiego, kiedy tamten patrzy się za niego.

''Widzisz pierwszą i drugą. Lecz tylko jedna patrzy ufnie na swojego towarzysza. Wie kim jest i czuje coś do niego mimo, że spiera się w tym. Jest wpatrzona nie dlatego, że go kocha tylko dlatego, że od niego zależy jej życie.''

   Przez moją głowę przeleciało wspomnienie jak próbował mi to wytłumaczyć, ale nigdy mu to nie wychodziło. Miałam wtedy 6 lat! W ogóle nie wiedziałam co to znaczy miłość, a co dopiero ją zrozumieć. Nawet teraz gdy mam 17 lat jej nie rozumiem. Dla mnie nie istnieje miłość tylko zwykłe zauroczenia, które sobie wmawiamy.  Nic nieznaczące wypowiedziane słowa, które ranią. Można tak to powiedzieć. Nie szukam czegoś w co nie wierze, więc nie szukam też ukrytej miłości.
  Wstałam i odłożyłam laptopa na kanapę. Mam dość tego, że każdy może sobie mną ''pomiatać'' poszłam do łazienki, aby się trochę odświeżyć. Jeżeli nie dowiedziałam się nic sensownego od Zayn'a dowiem się od dalszej rodziny. Ktoś w końcu musi coś wiedzieć, prawda?
 ~*~
 Od paru minut stoję przed drzwiami i nikt mi nie otwiera. Postanowiłam jeszcze raz zadzwonić dzwonkiem. Może po prostu mnie nie słyszeli. Po krótkiej chwili usłyszałam jak drzwi ulegają i otwierają, a przed moimi oczami pojawiła się starsza kobieta, która od razu gdy mnie zobaczyła rzuciła się na mnie z uściskami co automatycznie oddałam.
-Alice! Moja droga Alice! Jak ja cię dawno nie widziałam!-Płakała mi w ramiona. Gdy odsunęłam się na chwilę od niej mogłam w pełni zobaczyć jak wyglądała. Starsza pani. Około 72 lat. Duże zielone oczy i lekko skrzywiony nos. Otaczające je zmarszczki postarzały ją, a długie siwe włosy zapierały dech w piersiach. Mimo tego wieku ona zawszę miała grube, gęste włosy. Wyglądała uroczo. Miała stary, przydłuży sweterek i luźnie spodnie. Widziałam, że jej się trochę przytyło przez te parę lat. 
-Babcia!-Jeszcze raz mocno ją przytuliłam. Pani Loren była najlepszą przyjaciółką mojej babci i od samego początku, gdy ją poznałam uważałam ją za babcie. Była moją drugą babcią. 
-Oj, Alice! Jak ty wyrosłaś. Wchodź!- Krzyknęła szczęśliwa przesuwając się w tył i robiąc mi miejsce. Pierwszy raz od paru lat weszłam do tego domu. Jak ja za nim tęskniłam. 
-Babcia ty znałaś moją rodzinę od bardzo, bardzo dawna, prawda? -zaczęłam niepewnie siadając na kanapie. 
-Oj skarbie. Skąd takie pytanie?-jej głos był niski, ale czuły. Zawszę mnie uspokajał.
-No bo...-Nie wiedziałam jak mam zacząć.-Parę dni temu poznałam takiego Zayn'a-Zawahałam się spoglądając na jej twarz. Miała zaskoczoną minę. 
-Zayn Malik?-kruchy głos się zaciął, a przez moje ciało przeszedł dreszcz. W końcu przypomniało mi się, że nadal nie znam jego nazwiska. 
-Ym, ja nie wiem. Chyba tak.-Zawstydziłam się tym, że nie wiem nawet jak nazywa. On wie tyle o mnie, ale ja nie wiem nic. Jak ja mogłam być głupia i mu zaufać? 
-Ah i co ci powiedział?-widocznie zaciekawił ją ten temat. 
-No, że muszę się czegoś dowiedzieć o sobie, i że wszyscy mnie okłamywali.-Spuściłam głowę.-Wiesz może coś o tym, babciu? -złapała moją dłoń w swoją.
-Moja mała Alice. Czyli nadal nic nie wiesz?
-Czego? -zszokowała mnie tym pytaniem. Czyli to prawda co mówi Zayn. Co ja zrobiłam..
-Niestety nie mogę ci tego powiedzieć, gdyż obiecałam twojej babci, że to ci Zayn powie. Zaufaj mu.-Poczułam ukucie w sercu. Żałowałam, że tak go potraktowałam. 
-Tylko jest problem...
-Jaki ?-przerwała mi szybko.
-Tak jakby się z nim pokłóciłam.-Odparłam, a ona się skrzywiła. kolejny raz nie rozumiem...
-Co zrobiłaś?!-krzyknęła zszokowana, a ja tylko się zgięłam na pół. 
-Pokłóciłam się. No bo on jest taki zmienny. Ja pierdole, aż ma się go czasami dość.-Odpowiedziałam wkurzona jego zachowaniem.
-Alice, nie przeklinaj! On był kiedyś inny. Ty go tak zmieniłaś. Kiedy twoi rodzice cię zabrali...On się stoczył i gdyby nie twoja babcia szukałby cie do końca życia. -Siedziałam wpatrując się w nią szeroko otwartymi oczami. 
-Jak to?-z trudem wydusiłam.
-Poczekaj. Zadzwonię do niego i powiem żeby przyszedł...
-Nie!-Przerwałam jej krzykiem, a ona, aż podskoczyła. Nie wiem czemu tak zareagowała. Coś we mnie krzyknęło. -Przepraszam. Może ja to załatwię? -dodałam ze sztucznym uśmiechem.
-Dobrze skarbie.-Przytuliła mnie ponownie, a ja tylko się wtuliłam w jej ciepłe ciało.
-Do zobaczenia, babciu.-Pożegnałam się z Loren i gdy już miałam wsiadać do swojego samochodu, zatrzymał mnie jej niski, kruchy głos.
-Alice, pamiętaj. Zaufaj Zayn'owi to dobry chłopak. Wpadnij do mnie niedługo!-krzyknęła i się zaśmiała.
-Dobrze przyjadę niedługo!-odkrzyknęłam. Pomachałam ręką na koniec i odpaliłam silnik. Była już dziewiętnasta, a ja coś czułam, że nie zdążę wejść do cioci. Miałam w planach odwiedzenie jeszcze trzech osób, ale waham się nad tym. Może powinnam posłuchać babci i pogodzić się z Zayn'em? 
-No tak Alice. Pogódź się z nim i znoś te jego babskie humorki.-Prychnęłam pod nosem. Zaczęłam się śmiać z własnej głupoty. 
  Może on wcale nie jest taki zły. Przecież nie zabił mnie. Dobra Alice to był zły przykład. No ale jak mam dać jakikolwiek przykład jak ja go w ogóle nie znam. -Dobra muszę się z nim pogodzić nie ma innej opcji.-Westchnęłam i patrzyłam się tępo w drogę.
- Wybaczam ci.-Usłyszałam niski głos tuż zza moimi plecami, a ja zaczęłam gwałtownie hamować. Pojazd ślizgał się i toczył się jeszcze przez parę sekund, a później stanął przed wielkim drzewem. Uderzając z hukiem o niego. Złapałam się za serce i próbowałam nerwowo złapać oddech. -Boże!.-Słyszałam, że tylne drzwi się otwierają i z trzaskiem otwierają się koło mnie. Nadal nerwowo łapałam powietrze, a przed oczami robiło mi się ciemno. Wszystko wokoło mnie było niewyraźne. Ostatnie co usłyszałam to krzyk Zayn'a ''Alice przepraszam nie umieraj!'' Zdziwiło mnie to, że się bał, ale nie miałam siły na nic. Poddałam się bez walki i popłynęłam spokojnie w czarną i przyjemną ciemność. 

11 kwietnia, 2015

Rozdział 6 ''Edward''


 ~*~
-Alice. Proszę, zamknij oczy.-Siedzieliśmy już w moim samochodzie gdzie to on prowadził ponieważ nadal nie wiedziałam gdzie się wybieramy. Posłusznie uczyniłam to o co mnie ''poprosił'' lekko zszokowana. -Weź głęboki wdech i wydech. Powoli. -Znowu zrobiłam to co mi powiedział. Czułam się taka zrelaksowana. -Oczyść swój umysł z jakichkolwiek nurtujących cię pytań i myśli.- To było trudniejsze, ale atmosfera jaką teraz czułam pomagała. Byłam taka spokojna. Tak jakbym była w raju gdzie wszystko jest cudowne i bajkowe. -Powoli i dokładnie spróbuj skupić swoją uwagę na pierwszym twoim wspomnieniu.- Zmarszczyłam brwi i próbowałam cofnąć się do moich pierwszych wspomnień. -Co widzisz?-Zaczerpnęłam powietrze i powoli zaczęłam dyktować to co właśnie pojawiało się przed moimi oczami, a raczej w ciemnym świecie wspomnień. 
-Widzę siebie. Byłam mała. Jakbym się dopiero urodziła.-Odparłam pchając się bardziej w wspomnienia. 
-Co widzisz dalej? 
-Widzę Biały pokój i wiele łóżek. Szpital. Widzę moją mamę. Młodą i szczęśliwą.  Widzę mojego tatę, który łapie mnie za milimetrową dłoń. Jest taki czuły i zupełnie nie podobny. Za rodzicami stoi mały chłopczyk. Uśmiecha się. -Otworzyłam swoje oczy zszokowana tym, że właśnie zobaczyłam swoje pierwsze dni. Poczułam coś na swojej dłoni i szybko spojrzałam w jej kierunku, a później na uśmiechniętą twarz Zayn'a. Zmarszczyłam brwi. Nie rozumiem.
-Miałaś wtedy zaledwie tydzień. -Usłyszałam cichy szept. Tego w ogóle nie zrozumiałam.
-Skąd ty to wiesz? Skąd ja to w ogóle pamiętam? 
-Dowiesz się tego w swoim czasie. -Już później nikt z nas się nie odezwał dopóki nie poczułam, że hamujemy i właśnie teraz pierwszy raz podczas podróży wyjrzałam przesz szklaną powłokę. Dookoła był las. 
-Zayn?-Powiedziałam rozglądając się na wszystkie strony. 
-Spokojnie chce ci coś pokazać. -Wyszedł z pojazdu i okrążył go po czym otworzył mi drzwi. 
-Dzięki.-Szepnęłam wychodząc. Chłopak zamknął samochód i schował kluczyki do kieszeni swojej skórzanej kurtki. Usłyszałam szelest liści. Szybko się cofnęłam wpadając na Zayn'a na co on mnie złapał i się zaśmiał. Od razu na moje policzki przyleciały niechciani goście.
-Przepraszam.- Spuściłam głowę. Nie wiedziałam dlaczego on tak na mnie działa.
-Słodko się rumienisz. -Odpowiedział biorąc moją małą dłoń w swoją przez co od razu poczułam jakby kopnięcie prądu. Na co się zaśmiałam razem z chłopakiem. 
 Czyżby nasze relacje się poprawiły? 
Zapytałam siebie w myślach, ale od razu się skarciłam. 
Szliśmy w ciszy nadal trzymając się za ręce. Nie wiem czemu, ale nie chciałam puszczać go. Mi to nie przeszkadzało i widocznie mu również.
-Zaaaayn długo jeszcze ?- Spytałam znudzona chodzeniem w nieznanym kierunku. Chłopak jak na zawołanie zaśmiał się.
-Nie, zaraz będziemy.- Odpowiedział, a ja poślizgnęłam się na lodzie, lecz na szczęście mocne ramiona zdążyły mnie złapać na czas. 
-Dzięki. Nienawidzę zimy.-Powiedziałam lekko wkurzana, że o mały włos nie zostałam skompromitowana. 
-Wiem to od dawna -Zaśmiał mi się prosto w kark przez co po moim ciele przeszła fala nieprzyjemnych drgawek.
Dalej szliśmy w ciszy. Jakoś podczas drogi nikt nie chciał się odezwać. Ironia losu, prawda? 
~*~
  Stałam rozglądając się niedowierzająco. Dookoła mnie było biało przez lśniący śnieg, który i tak gdzieniegdzie topniał. Duże, stare drzewa bez liści wydawały się takie samotne i bezsilne. Woda zamarznięta wyglądała jak lodowisko, lecz gdyby się na niej stanęło na pewno pękłaby powłoka, która dzieliła lodowatą wodę.  To wszystko wyglądało pięknie, że aż z wrażenia nie potrafiłam się odezwać.
-Pięknie, prawda?-dopiero po kilku chwilach zachwytu udało mi się spojrzeć na mojego ''towarzysza''. Pokiwałam twierdząco głową i uśmiechnęłam się szeroko bo za chłopakiem na niewielkim drzewie siedziała wiewiórka, która wyglądała jakby chciała udawać Zayn'a. Nie patrząc na nic zaczęłam się z niej śmiać. To po prostu wyglądało komicznie. -Mam coś na twarzy czy coś? -zapytał przykładając ręce do twarzy i już nie wytrzymywałam gdy wiewiórka powtórzyła ten czyn.
-Jak ja cie kocham!-krzyknęłam do wiewiórki, a Zayn chyba pomyślał, że to do niego bo szeroko się uśmiechnął podnosząc jedną brew. -Nie ciebie debilu.-Powiedziałam i podeszłam do małego zwierzątka, które na chwile się cofnęło.-Chodź, nic ci nie zrobię. -Mówiłam szeptem i po chwili mała istota powędrowała na moją dłoń, a z niej na lewe ramie.
-Myślałem, że to do mnie! FOCH- Udawał obrażonego. Co?!
-Nie wiedziałam, że jesteś gejem-Uśmiechnęłam się do niego zadziornie, a on zmarszczył brwi. Westchnęłam ciężko. -F.O.C.H -Fachowe obciąganie chuja. -Pogłaskałam moje małe zwierzątko, a chłopak wyszczerzył oczy. -No co? Mogę chyba głaskać Edwarda.-Dodałam na co parsknął śmiechem. -Pff, faceci i to tego geje. Z kim ja tutaj się znalazłam.-Udałam załamaną siadając na wielkim kamieniu.
-Nie jestem gejem. -Odburknął. Zaczął się kierować w stronę zejścia do wody.
-Zaayn?-zapytałam zszokowana jego (Miejmy nadzieje, że nie ) ''głupotą''
-No co? -powiedział obojętnie.
-Zayn! -krzyknęłam podnosząc się, gdy chłopak zrobił pierwsze kroki na śliskiej powierzchni.
-Spokojnie, spokojnie królewno.-Podbiegłam do niego i zatrzymałam się przed kruchą powłoką. Wystraszona wciąż patrzyłam na niego. Wkurzało mnie to w sobie, że za każdym razem gdy zdarza się jakaś sytuacja. która jest podobna to tej zaczynam dostawać jakiejś histerii.
-Zayn wracaj.-Powiedziałam stanowczo biorąc Edward'a na drugie ramie i przytulając go do swoich włosów, oraz głowy.
-Oj, nie bój się. Wejdź.
-Zayn!-Krzyknęłam, na co on jak zwykle się zaśmiał. O nie! Wściekła odwróciłam się i zaczęłam kierować się w stronę pojazdu, aby jak najszybciej się z tego miejsca wydostać. Niech sobie robi to co chce, ale mnie w to nie miesza. Nie wierze, że ktoś w ogóle może być tak lekkomyślny jak on. Przecież w każdej chwili może się lód załamać i co? Utonie i zginie, a później będą mnie o to osądzać bo tutaj byłam. Nie dziękuje.
 Alice przyznaj. Polubiłaś go i tutaj nie chodzi o nic innego. 
 Ten głos zaczyna mnie wkurzać. Nie znam go i mam niby go lubić? Okej, może chodzi tutaj o to, że chce już wyjaśnień? To wszystko mnie męczy, a on ciągle to przedłuża. To właśnie mnie denerwuje bo nie wiem już co się dzieje koło mnie.
 -Alice skarbie.- Usłyszałam zdyszany głos obok mnie, ale i tak nie miałam zamiaru z nim gadać. Nie będę gadać z kimś kto chce popełnić samobójstwo. Nie rozumiem go! A może nawet nie chce zrozumieć.- Skarbie stój! -Podniósł lekko ton głosu łapiąc mnie za nadgarstki w ten sposób teraz stałam naprzeciwko niego patrząc dokładnie w jego nieziemskie brązowe oczy. Nawet to nie pomagało wybić ze mnie wściekłości. Co dziwne ponieważ praktycznie nigdy nie byłam zła. Jedynie wtedy, gdy dowiedziałam się, że dziadkowie nie żyją. To mnie kompletnie zdołowało, wściekło i załamało. Obiecali, że zawsze będą przy mnie. Nie ma ich. W szczególności teraz, gdy ich najbardziej potrzebowałam.
 Próbowałam zatrzymać łzy, które jak na zawołanie przez wspomnienie o dziadkach zaczęły się zbierać w kącikach oczu. Nienawidziłam tego piekącego uczucia, a w szczególności gdy nie jestem sama. To po prostu mnie przerasta. Wszystko mnie przerasta. Moje możliwości i psychiczne, i fizyczne. Tak bardzo bym chciała, aby teraz byli tutaj ze mną, ale prawda jest taka, że już nigdy ich nie spotkam, że już nigdy nie usłyszę tego cudownego dźwięku głosu dziadka, gdy cieszy się kiedy przyjechałam. Nie spróbuje najlepszej babeczki babci, którą zawsze robiła specjalnie dla mnie. Jednak nie! Nie mogłam wypuścić, ani jednej łzy. Nie chce. Obiecałam sobie, że nie będę już więcej z tego powodu. Obiecałam sobie i im.
  Nadal czekałam, aż on zacznie coś mówić gapiąc się w te cudowne oczy. Nie wiem czemu, ale nagle się uspokoiłam tak jakby czytał mi w myślach i umiał je przestawiać. Alice... Tak głosie wiem, mam tak nie myśleć. Czekaj co? Albo to świat wariuje, albo to ja dostaje jakiś psychicznych rzeczy, że za chwile zawiozą mnie do psychiatryka.
-Skarbie.
-Nie, nie nazywaj mnie skarbem, królewną czy kim tam chcesz. Dobra ignorowałam te przezwiska czy jak to się do chuja nazywa. Próbowałam być miła ale jak widać to i tak nic nie daje. -Przerwałam mu i wzięłam wdech.- Więc kurwa powiedz w końcu o co chodzi!-Krzyknęłam już bezsilnie zaciskając dłonie w pięść kontrolując łzy w oczach.
Muszę być silna.
 Chłopak przez jakiś czas stał z grymasem na twarzy i pewnie zastanawiał się co odpowiedzieć, ale mnie nie interesuje co odpowie. Chce znać tą pieprzoną prawdę. Cokolwiek bo wszystko zaczyna mnie wkurwiać jeszcze bardziej. Ojciec wyjechał i jeszcze nie wrócił, a matka? w takim stanie nawet nie odpowie mi konkretnie na jedno pytanie. Nie chce jej dołować jeszcze bardziej. Nadal przeżywa śmierć Pani Scott.
-Alice. Uspokój się. Nie chce cię skrzywdzić. Uwierz mi. To też nie jest łatwe trzymać wszystko w sobie i ci o tym powiedzieć. Nie chce widzieć cię załamaną. -Dążył swoją wypowiedź łapiąc mnie za rękę co zignorowałam. Patrzyłam mu prosto w oczy. Widać było, że mu to utrudniało. -Dlatego też pogadałem z dyrektorem szkoły i już ją  skończyłaś, więc mamy więcej czasu. Powiedziałem też twojej mamie podając się za Shan'a, że będziesz tutaj dłużej niż przypuszczałaś.-Powiedział na jednym wdechu, a ja gapiłam się na niego. Nie rozumiałam. Jak to skończyłam szkołę? to w ogóle sprawiedliwe?
-Nie rozumiem.-Powiedziałam obojętnie.
-Skończyłaś szkołę i mamy więcej czasu dla siebie i na to żebym w końcu mógł powiedzieć ci wszystko.-Powtórzył niepewnie, ale od razu widziałam jak jego oczy robią się poważne.
-To akurat zrozumiałam. A.l.e D.l.a.c.z.e.g.o? -Przeliterowałam mu żeby lepiej zrozumiał.
-Bo widziałam jak to działa na ciebie. To przez szkołę zaczęłaś mieć te napady. Pogadałem z dyrektorem i skończyłaś szkołę ze wzorową oceną.-Jaki z niego dekl.
-Kiedy miałam się o tym dowiedzieć?-wkurzył mnie.
-Nie wiem.
-Co?! -już wybuchłam swoją złością..-Parę dni temu pierwszy raz w życiu cię na oczy widziałam. Przez ciebie miałam problemy. Myślałam, że chcesz mnie zabić czy coś, a teraz mówisz mi, że zakończyłeś moją szkołę bez mojego pozwolenia i na dodatek tłumaczysz się tym, że niby nie potrafisz mi wytłumaczyć o co chodzi w tej pieprzonej sytuacji ?! Zrobiłam błąd przyjeżdżając tutaj. W ogóle słuchając cię.-Mieszałam się już we własnych słowach kierując się stanowczym krokiem w stronę auta.
- Alice tak, i tak stąd nie odjedziesz bo ja mam kluczyki, a nawet jakbyś ty je miała to tak, i tak byś nie trafiła do domu ponieważ nie znasz drogi.-Kurwa, on ma racje. Nie znam w ogóle drogi, a co dopiero gdybym sama jechała. Z wielkim niechceniem stanęłam czekając na niego czując zirytowanie, że to on wygrał. Nie patrzyłam się na niego, mimo to wiedziałam, że na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech ukazujący jego lśniące, białe zęby. Poczułam, że Edward się trzęsie, więc odpięłam trochę kurtki i pozwoliłam mu pod nią wejść. Śmiesznie to wyglądało ponieważ od razu wszedł do mojej kieszeni w bluzce, a jego główka wychodziła na zewnątrz oglądając wszystko dookoła. Dopiero kiedy chłopak mnie minął ruszyłam z miejsca. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać, więc w środku skakałam ze szczęścia, że nie rzucił jakiejś irytującej docinki. Jest strasznie bipolarny. Raz można z nim gadać, a później, aż nie ma się ochoty na niego patrzeć. Po prostu jest skomplikowany i ma wiele twarzy.
-Ale nie martw się. Ja zdołam go rozszyfrować. -Szepnęłam bardzo cicho w stronę mojego nowego przyjaciela, który słodko się do mnie uśmiechnął. On jest uroczy. -Wrócisz ze mną do domu. Prawda mały? -zapytałam już trochę głośniej, a zwierzątko pokiwało głową? Co? Spojrzałam w stronę gdzie powinien iść Zayn, ale on stał przyglądając się nam z podniesionymi brwiami. Przewróciłam oczami.
-Czyli jesteś obrażona?-usłyszałam pytanie, które od razu zignorowałam.-Oj skarbie.-Widziałam, że zaczął iść w moją stronę, ale na to także nie zwracałam uwagi. -W życiu nie spotkałem bardziej zmiennej osoby od ciebie.-Usłyszałam i już nie wytrzymałam.
-Ha!- Westchnęłam udając śmianie się.-Ja jestem zmienna? Nie wierze. Po prostu nie wierze. Ja zmienna. Nie no jak tam chcesz, ale ja nie wale humorkami tak jak ty.- Powiedziałam to co mi na język naszło. Zabrakło mi słów na niego. Ja zmienna? Niech on na siebie spojrzy! Raz jest miły, a  później mam wrażenie, że chce mnie zabić i to ja tutaj jestem bipolarna?
-O co ci chodzi?-widziałam jak jego oczy stają się koloru czerni. I to ja jestem zmienna? Chyba sobie jaja robi.
-O co mi chodzi?! Spójrz na siebie. Raz jesteś miły, że aż zaczynam cię lubić, a raz wyglądasz jakbyś miał mnie ochotę  zabić. Wiesz co? Zabierz mnie w końcu do tego domu i zniknij z mojego życia raz na zawszę. Bo na serio mam cię i tych twoich humorków dość.-Powiedziałam podnosząc ton głosu i zaczęłam teraz wściekle iść do pojazdu.
-Dobrze, jak chcesz.-Równie wściekły krzyknął, ale mnie to już nie obchodzi niech znika.
  Gdy byliśmy już przy samochodzie on wszedł pierwszy, ja czekałam aż łaskawie mi otworzy. Kiedy wykonał ową czynność weszłam do środka zamykając drzwi i zapinając pasy bezpieczeństwa.
 ~*~
-Byłem głupi, że chciałem ci pomóc. Cholernie się zmieniłaś.-Usłyszałam, gdy oddawał mi kluczyki. 
-Byłam głupia, że ci zaufałam.- Widziałam jego zszokowaną, a za razem równie złą minę, lecz nie zdążył już nic powiedzieć, ponieważ zamknęłam mu drzwi przed nosem i przekręciłam je kluczem, który tylko ja posiadam. Wyjęłam małą istotkę przepraszając ją za te krzyki i posadziłam na podłodze. Rozebrałam buty i ściągnęłam kurtkę. 
-Szczerze. Inaczej wyobrażałam sobie ten wypad, Edward.-Westchnęłam, a on popatrzył na mnie jakby współczuł mi. To słodkie, chociaż on mnie rozumie i mimo, że mam go od jakiejś godziny. Wiem, że mnie w jakiś malutki sposób kochał, prawda? -No chodź. Zobaczę czy mam jakieś orzechy. -Dodałam, a on automatycznie podniósł głowę. Zaśmiałam się pod nosem i zaczęłam szukać po szafkach. Pamiętam, że zawszę gdy tutaj przychodziliśmy dziadek uczył mnie żebym zbierała orzechy dla wiewiórek i wiem, że w którejś na pewno są. Ostatnia szafka i zauważyłam mały koszyczek. 
-Tak!-Krzyknęłam a Edward wspiął się po mojej nodze i wskoczył na blat kuchenny. Dałam mu dwie przekąski i ponownie wsadziłam drewnianą rzecz na swoje miejsce. -Smacznego mój malutki.-Pogłaskałam go po główce i poszłam usiąść na kanapie w salonie. Gdy już zajęłam swoje miejsce  położyłam laptopa na kolana i go włączyłam. Pierwsze co zrobiłam do zalogowałam się na wattpad'a. Nie byłam na nim od dwóch tygodni. Weszłam w powiadomienia i nic ciekawego nie znalazłam. Kiedy wyszłam zauważyłam, że na kopercie widnieje 5 kółek. Od razu ciekawa kliknęłam w ikonkę. Pierwsza wiadomość była od Shan'a, ale cztery następny było od nieznajomego, który się krył za nazwą ''your_bad_angel_babyxx''. Zaczęłam czytać. 
Od Your_Bad_Angel_babyxx: Musisz poznać prawdę Alice xx
Od Your_Bad_Angel_babyxx:  Musimy pogadać.
Od Your_Bad_Angel_babyxx: Mogłabyś w końcu odpisać...
I ostatnia wiadomość była z teraz. Przez chwilę myślałam, że serce wypadnie mi z klatki piersiowej. Wzięłam głęboko powietrze i wypuściłam.
Od Your_Bad_Angel_babyxx: Chciałem Ci pomóc poznać prawdę. Jeżeli to złe to przepraszam. Po prostu ja już taki jestem. Nie powinienem tak zareagować i żałuje, że czasem nie ugryzę się w język, ale Alice bądź rozsądna. Dobrze wiesz kim jestem. A jak nie to trudno. To już nie ważne. Ja pierdole, nie chciałem nigdy Cię skrzywdzić! Zrozum to kobieto, jesteś już dorosła. Ty jesteś mi najbliższą osobą i kurwa przepraszam, że jestem chujem, ale kurwa taki jest mój zjebany charakter. Ciągle próbuje go zmienić i myślałem, że przy Tobie mi się to uda, ale nie. Widać moja rola to bycie jebanym chujem. Ale nie po to, to piszę, aby się użalać nad sobą. Przed śmiercią Twoi dziadkowie poprosili mnie, abym wyjawił ci całą prawdę o twoim istnieniu i zaopiekował się tobą. Obiecałem im to, ale to cholernie trudno powiedzieć osobie, której nie chce się zranić, niż takiej osobie, której się nie zna.
 -Edward..Chyba popełniłam błąd..-Szepnęłam do zwierzątka..



21 marca, 2015

Chapter 5 ''Na zawszę będziesz moją księżniczką''

     Zmęczona opadłam na  czerwoną, skórzaną kanapę w salonie. Można by powiedzieć, że lśni w czystości i mimo, że dochodziła godzina druga nad ranem nie byłam za bardzo senna, a wręcz budziłam się do życia, dlatego też wstałam z aktualnego miejsca i podeszłam do drzwi, żeby popatrzeć na piękne złote gwiazdy na ciemnym niebie. Gdy już otworzyłam drewnianą powłokę dzielącą mnie od wykonania celu, który miałam w zamarzę, ujrzałam coś co zatrzymało na chwilę bicie mojego serca, żeby później przyspieszyć dwukrotnie jego prace.
-Hej skarbie. Jednak mnie posłuchałaś.-Mówiąc to uśmiechał się szeroko, a mi nogi w sekundę zrobiły się jak z waty. Stałam tam jak słup patrząc się na jego czekoladowe tęczówki jak zahipnotyzowana. Nie mogłam się ruszyć byłam zszokowana. Zaśmiał się, a później dodał. -Mam tak stać całą noc, czy wpuścisz mnie w końcu, księżniczko?
   Przesunęłam się kawałek do tyłu żeby ułatwić mu wejście nadal nie kontaktowałam, a w mojej głowie wszędzie latało jedno słowo. Księżniczko.
    Czy on właśnie nazwał mnie księżniczką? Nie to żeby robiło mi to jakąś różnice, ale czy to nie dziwne? Skarbie, księżniczko... Nie za dużo tych zdrobnień ? Kiedyś w ogóle się tym nie przejmowałam, ale teraz tak jakby to wszystko uderzyło do mnie, chociaż tak naprawdę nie wiem czemu tak się czuje. A już w szczególności takie małe, sugestywne uwagi Zayn'a powinnam bez żadnych problemów ignorować, ale teraz nie mogłam. Tak jakbym nie potrafiła. Absurd.
-Coś się stało, księżniczko?- albo ja za dużo myślę i mam jakieś fantazje, albo czułam troskę w jego głosie.
-Dobra koniec! Alice nie myśl o tym, a tym bardziej o NIM! -usłyszałam głos w mojej świadomości, którego chciałam się posłuchać, lecz trochę trudno było. W końcu nie każdy może panować nad swoimi myślami. W szczególnie kiedy rodzina ma problemy psychiczne. Jednak chyba jeszcze jedną rzecz odziedziczyłam.
-Alice.-Już był zaniepokojony. Co tutaj się dzieje. Nie mogę się ruszyć tak jakbym była przytłoczona toną myśli. Może mam jakiś stan depresyjny niewyjaśniony jeszcze na świecie?
Boże Alice weź się w końcu porusz!
   Miałam ochotę się popłakać, ale nawet tego nie mogłam zrobić. Stałam jak głupia patrząc się na Zayn'a. O co w tym wszystkim chodzi? Czemu się to wszystko dzieje?
-Wszystko jest dobrze.- W Końcu udało mi się coś wydusić. Nie brzmiało to zbyt przekonująco nie miało tak być. Nie miałam siły na nic. -Jak ty się tutaj znalazłeś? -ostatnio w ogóle nie myślę. Dlaczego? Przecież nie mam żadnych problemów. Może to wszystko się dzieje przez Zayn'a, przecież wcześniej nic mi się nie działo tylko, gdy on zawitał w moim życiu.
-Ty nadal nic nie wiesz?-usłyszałam zmieszany głos. Czekaj co?
-Nie. Nie rozumiem niczego. Już nie rozumiem. Kim ty w ogóle jesteś?-zapytałam się go bez żadnego owiania w bawełnę. Po co mam to robić, jak nawet nie czuje się na siłach? Poszłam usiąść na moje poprzednie miejsce, czyli skórzana kanapa.
-Zanim zacznę chce żebyś wiedziała, że na zawszę będziesz moją księżniczką.-Zmarszczyłam brwi, ale pozwoliłam mu kontynuować.- Pamiętasz jeszcze czasy z Bradford? -pokiwałam przecząco głową.-Czyli zapowiada się długa noc, czy może chcesz się przespać? -wyszczerzyłam swoje oczy. Od kiedy to Zayn Malik  jest troskliwy i czuły? Ale jednak na prawdę potrzebuje snu i jak sobie o tym przypomniałam ziewnęłam, a on pokręcił z rozbawieniem głową na co ja odpowiedziałam śmiechem. O wiele, wiele bardziej wole takiego Zayn'a
  Resztkami sił pokazałam chłopakowi gdzie może spać, a sama powlokłam się do swojego pokoju. Gdy już znajdowałam się w środku pomieszczenia dziękowałam Bogu, że pomyślałam wcześniej o myciu, gdyż mogłam się teraz rzucić na łóżko. Co też uczyniłam. Od razu zasnęłam.
   Obudziłam się o dziwo wyspana czując jakiś wspaniały zapach z dołu.  Zmarszczyłam brwi próbując sobie przypomnieć ostatnie zdarzenia. Zaśmiałam się na sam widok Zayn'a w kuchni. To po prostu wydawało mi się dziwne. Wstałam i podeszłam do szafy wyjmując zwykłe czarne leginsy i biały T-Shirt z napisem '' Don't look back''. Lubiłam go. Właściwie sama nie wiem za co i szczerze nigdy nie zastanawiałam się nad jego głębokim sensem  bycia. Gdy byłam już całkowicie gotowa wyszłam z pokoju i pokierowałam się w stronę kuchni. Stanęłam w progu nie mogąc uwierzyć, że jednak to Zayn pałęta się po kuchni.
-O już wstałaś. Zrobiłem śniadanie.-Powiedział to uśmiechając się szeroko, a ja aż z wrażenia otworzyłam swoją buzię. -Wiem może jestem skurwielem, ale też mam uczucia i zobowiązania.-Zaśmiał się na swoje słowa, a ja jeszcze bardziej otworzyłam oczy.-Dobra może już w końcu zjedz.-Dodał nakładając jajecznice na talerz, a ja nadal osłupiała  gapiłam się w ten cud.
 Zayn ma dobrą stronę. Co się stało? -Wyrecytowałam słowa, które w tej chwili łażą w mojej głowie zostawiając, aż za duże ślady.
-Bardzo śmieszne.- Udał oburzonego. -Jestem tutaj byś w końcu zrozumiała, że jesteś oszukiwana. -Dodał to już z zabójczą powagą w głosie, a mi od razu pogorszył się humor.
-Nie za bardzo rozumiem. -Odparłam wściekła, że ciągle powtarza, że niby z jakiegoś patologicznego towarzystwa pochodzę. Jezu to jego wszyscy się boją.
-Skarbie obiecuje, że wszystko ci wyjaśnię ale najpierw zjedź. -Powiedział podchodząc do mnie i po chwili poczułam jego silne ramiona oplatające moją postać. Nie wiem czemu, ale nie odepchnęłam go. Wręcz przeciwnie wtuliłam się w doskonale wyrzeźbioną klatę i wybuchnęłam głośnym szlochem. W tle usłyszałam tylko ciche ''Cii, już  dobrze. Proszę nie płacz. Wszystko się ułoży.'' Nie wiedziałam o co mu chodzi, ale nie miałam siły, aby cokolwiek odpowiedzieć.
  Po zjedzonym jedzeniu, które było niezwykle dobre  Zayn kazał założyć mi coś cieplejszego ponieważ idziemy w jakieś miejsce gdzie może być zimno. Nie wiedziałam o co mu chodzi, ale nie miałam ochoty się z nim kłócić, więc obiecałam, że będę robić to co mi powie. Nie za bardzo mi to odpowiadało, ale coś w środku każe mi mu zaufać.

 I jak podoba wam się taki Zayn? piszcie czy chcecie żeby wrócić czy chcecie takiego :) ciekawi o co mu chodzi? :D

12 marca, 2015

Chapter 4 ''Nad przepaścią życia'' +ważna notka.

   Nie za bardzo mogłam skupić się  na słowach otaczającej mnie konwersacji. Ciągle zastanawiałam się co Zayn mógłby tutaj robić? Śledził mnie? Tylko po co? Przecież ja go nie znam! Mimo to  powoli stwierdzałam, że coraz to częściej mylę się w swoich przekonaniach, a moja głowa potrzebuje długiego odpoczynku, jednakże nie mogłam zrobić sobie przerwy z powodu szkoły.
-Alice, dobrze się czujesz ? -usłyszałam ochrypły głos nauczycielki. Przymknęłam zmęczone oczy, aby po chwili znowu je otworzyć. Nie za bardzo wiedziałam co się ze mną dzieje od wczorajszego feralnego spotkania z nim. Spojrzałam na krajobraz za oknem i zdziwiłam się jak jakiś chłopak przyglądał się z zaciekawieniem co tutaj się dzieje. Był niskiego wzrostu. Nie mogłam do końca zobaczyć jak wyglądał, gdyż miał na sobie zwykłe niebieskie rurki i płaszcz zakrywający wszystko od szyi w dół, a na głowie zarzucony kaptur przez co widziałam niewielką odsłoniętą cześć twarzy.
  Również zastanawiałam się nad tym co się tutaj wyprawia. To wszystko wygląda jak jakaś telenowela życia lub śmierci, w której każdy walczy o szczęście i wygodne stanowisko.
-To życie kochanie.-Usłyszałam ponownie moją podświadomość po czym  zrezygnowanie opadłam na czerwony, skórzany fotel czekając jaką kare mi wymierzą.
-Alice.. Patrząc na..Hm. Tą sytuacje, która miała miejsce kilka minut temu.. No ten raz ci podaruje, ale musisz iść do psychologa. Teraz możecie już iść. Miłej niedzieli.-Odpowiedział, a mi, aż z wrażenia buzia otworzyła się o parę milimetrów.
-D.dziękuje i wzajemnie.-Ledno wydukałam i wstałam resztką sił jaką miałam w bolącej kostce.
   Niepewność z jaką wymawiał każde słowo dała mi do myślenia czy, aby na pewno chodziło mu tylko o tą niesforną sytuacje, która miała zajście jakiś czas temu.
-Ty to chyba masz urodzonego farta.-Usłyszałam żartobliwe brzmienie mojego przyjaciela po czym tylko puknęłam go lekko w lewe ramię.-Ty czekaj tutaj ja znajdę auto i podjadę. Nie ruszaj się.-Dodał, a ja miałam ochotę zapaść się pod ziemie.
-Ciekawe jak ci się ruszę ze skręconą kostką? Może od razu wystartuje w maratonie.- Powiedziałam zirytowana jego zasobem myślowym. Odwróciłam się powoli w stronę szkoły skanując każdy kawałek tego budynku.
- Co tutaj się dzieje?! -Wykrzyczałam na głos chowając twarz w dłonie puszczając przy okazji kule.
- Uspokój się kochanie.-Usłyszałam ten melodyjny głos, a serce od nowa zaczęło pochłaniać wszystkie wspomnienia. Powoli próbując połknąć uciążliwą kule w gardle, która nagle utknęła mi w przełyku odwróciłam się wolno. Nie myliłam się. Ten sam blask w tęczówkach. Chłopak zdjął szary kaptur, a ja ujrzałam te blond farbowane włosy. -Dawno się nie widzieliśmy cukiereczku.-Dodał po chwili, a ja nie mogłam uwierzyć, że to on.
~Gorzej chyba nie może już być?! -krzyknęłam w myślach mając nadzieje, że to zaraz się skończy. Że on sobie pójdzie i zostawi  mnie w spokoju.
- Co ty tutaj robisz?!-powiedziałam zdesperowana i zszokowana lekko podnosząc ton głosu. Po jego pustym wyrazie twarzy łatwo było zgadnąć, że nie za bardzo zainteresował się właśnie zadanym pytaniem.
Oby Shan zaraz tutaj przyjechał
Modliłam się w głębi duszy, lecz to nie pomagało bo nadal nie widziałam jego pojazdu.
- Kochanie uspokój się. Złość piękności szkodzi.-Odpowiedział podchodząc bliżej do mnie, a ja nie mogłam się ruszyć z powodu głupiej kontuzji kostki. Próbowałam opanować swoje nerwy przez, które zaczęło mi się robić ciemno przed oczami.
   Wdech i wydech.
- Ty niczego nie wiesz. Prawda?-usłyszałam trochę niższy ton głosu tuż za moimi plecami na co gwałtownie się odwróciłam zapominając o kostce. Cichy jęk wydostał się z moich ust nie udając mi się go powstrzymać nim upadłam na zimny chodnik. Poczułam jak ktoś bierze mnie na ręce i po chwili siedzę na drewnianej ławce. Przełknęłam z trudem ślinę, która stanęła mi w gardle kiedy tylko skapnęła się co, a raczej kto przeniósł mnie. Te brązowe źrenice sprawiały, że moje serce coraz szybciej biło, a ciarki przenosiły się po całym moim ciele.
 Zayn.
- Czego nie wiem?-próbowałam w jakiś sposób ogarnąć swoje dłonie, które bez opanowania próbowały znaleźć jakiś punkt zainteresowania, aby tylko się nie trzęsły.
- Kim jesteś.-Odpowiedział farbowany blondyn, a ja przewróciłam oczami pokazując irytację spowodowaną jego wypowiedzią.
- Bardzo dobrze wiem kim jestem. To raczej wy macie coś z głową i jakbyście mogli. Zostawcie mnie w spokoju! -Krzyknęłam całkowicie oburzona tą sytuacją. Wiedziałam, że to ich na pewno nie powstrzyma, ale zawsze warto próbować.
-Jak chcesz, ale to nie koniec.-Powiedział spokojnie brunet pochylając się  nade mną tak, że po chwili czułam jego oddech koło ucha. W jednej chwili moje serce przestało bić.-''Zapamiętaj. Tutaj nic sama się nie dowiesz. Jedź w dobrze znane ci miejsce. Będę tam czekał. To nam ułatwi.''-Dodał, po czym poczułam jego usta na już czerwonym poliku. Wstał i odszedł tak zwyczajnie zostawiając mnie z burzą myśli ogarniającą każdą komórkę mózgową.
  Czterdzieści minut później samochód staną już pod moim domem. Panująca przez całą drogę cisza pomogła mi w skupieniu się. W ogóle nie wiedziałam o co może mu chodzić. Przyjaciel pomógł mi wstać i dotrzeć przez schody. Nie miałam siły na żadne rozmowy, więc tylko przytuliłam go i weszłam do domu od razu kierując się w stronę mojego pokoju, który znajdował się piętro wyżej.
Szybko dotarłam do królestwa i ułożyłam się zmęczona na łóżko.
''Zapamiętaj. Tutaj nic sama się nie dowiesz. Jedź w dobrze znane ci miejsce. Będę tam czekał. To nam ułatwi.''
Ostatni raz w mojej głowie usłyszałam delikatny głos Zayn'a nim zasnęłam.

***

  -''Wszystkie lekcje zostają odwołane,, ponieważ w niedziele o 18:36 w szkole licealnej zostały znalezione szczątki nauczycielki od historii. Policja już zaczęła badać tą sprawę, ale jak dotąd nie znaleziono żadnych konkretnych informacji. Wszyscy uczniowie mają wolne.''
 Otworzyłam bardziej zaspane oczy w chodząc w głąb kuchni. Nie do końca wiedziałam co tutaj się dzieje.
-Kochanie słyszałaś? -zapytała się mama patrząc na mnie przerażonym wzrokiem. Kiwnęłam głową, że nie wiem o co chodzi.-Pani Scott zmarła.-Dodała już ze łzami w oczach.
 Juliette Scott była naszej rodzinie bliska od wielu lat. Mama od zawsze ją lubiła i ucieszyła się, że teraz będzie pracować w mojej szkole. Nie do końca mogę uwierzyć, że ona nie żyje. W gruncie rzeczy była dla mnie jak babcia, którą straciłam. Taka jakby przyjaciółka, którą zawsze ma się pod ręką. Wszyscy ją lubili dlatego zastanawiało mnie kto ją mógł zabić. W całym swoim sześćdziesięcioletnim życiu nie narobiła sobie wrogów. Ona jako jedyna zna nas od samego początku. To wszystko się nie układa.
 Siedząc na wygodnym łóżku zastanawiałam się nad sensem tego wszystkiego.
Brooklyn. 
 Miasto, w którym zmarli moi dziadkowie. Kochali tam jeździć i co wakacje zabierali mnie do domku letniskowego, który kupili. To miejsce wiąże dużo wspomnień. Tych dobrych i tych złych.
 Pewnie o to miejsce chodziło Zayn'owi. Zeszłam na dół gdzie napotkałam swoją mamę płaczącą w koncie sofy.
-Mama.-Powiedziałam delikatnie siadając obok niej odkładając kule. Kostka już mniej boli co mnie dziwiło.
-Tak słońce. - Usłyszałam jej załamany głos.
 Mama od zawsze bardzo przezywała takie rzeczy. Nieraz musiała chodzić do psychologa. Zawsze się o nią martwiliśmy. Z natury zawsze była łagodna i delikatna. Cierpiała nawet wtedy gdy nic się nie działo. Miała skrajną depresje, którą dopiero około pięć lat temu udało jej się pokonać. Tata był inny. Twardy, stanowczy i nawet trochę nerwowy, ale nigdy by nie poniósł ręki na mnie lub na mamę. Często robił nam niespodzianki takie jak wypad na plaże, czy nawet do parku rozrywki.  Różnimy się bardzo. Tata- Ostry i zdecydowany, nie boi się prawie niczego i nie raz widziałam jak trenuje walki. Mama-Wspaniale gotuje i jest słaba emocjonalnie, ja natomiast odziedziczyłam po niej tylko oczy i perfekcyjność. Potrafię być leniem, ale jak tylko zacznę coś robić nie łatwo mnie  odciągnąć. Pomijając wszystkie moje zalety i wady nie jestem tak bardzo podobna do rodziców, lecz nie za bardzo się tym przejmowałam i cieszyłam  się tym, że są.
-Mogę pojechać do Brooklyn'u na tydzień? -zapytałam już trochę spokojna łapiąc ją lekko za dłoń, aby dać jej trochę otuchy.
-Co?! Sama?! -zadała pytania podnosząc trochę ton głosu. Widać, że była zszokowana. Tak szczerze. Kto by nie był? Własna jedyna córka, która ma skręconą kostkę pyta się czy może wyjechać tak daleko to raczej jakaś nowość.
-Mamo. Nic mi nie będzie to tylko tydzień..

  Samotna łza spłynęła po moim już zimnym poliku. Wszystkie te wspomnienia z babcią i dziadkiem wróciły. Bezsensowne kłótnie, która piosenka ma lecieć w radiu, o której mam się położyć spać itd. Tak bardzo chciałabym do tego wrócić, ale dobrze wiem,  że to już zamknięty dział w moim życiu pozostawiony na pastwę niekończących się wspomnień. Tych dobrych i tych mniej miłych. Na szczęście z moją kostką już wszystko dobrze i mogę sama poruszać się bez niczyjej pomocy dlatego też ruszyłam w dobrze znanym mi kierunku naszego domku letniskowego. Mama pozwoliła mi wziąć samochód, więc bez żadnych przeszkód mogę się poruszać po tym mieście.

  Przeszłam przez drewniane drzwi. Zaniosłam mój bagaż składający się z średniej wielkości torby z ciuchami, kosmetykami, laptopem i innymi potrzebnymi mi rzeczami i z małej, czarnej torebki, w której miałam tylko telefon, piórnik i duży notatnik gdzie będę wszystko zapisywać co się dowiem. To wszystko wygląda na jakiś wypad detektywistyczny, a nie na zwykłe krótkie ''wakacje''. W szczególności, że na sto procent wiem, że o tym miejscu mówił Zayn. Nie będę ukrywać, że się trochę boje. W sumie kto by się nie bał? Parę dni temu ''Poznałam'' Zayn'a. Chyba mogę tak to ująć, a on wie o mnie (jak sugerował) wszystko, a na dodatek powiedział coś co to tej pory zawraca moje szare komórki mózgowe.
''Zapamiętaj. Tutaj nic sama się nie dowiesz. Jedź w dobrze znane ci miejsce. Będę tam czekał. To nam ułatwi.''
 To jest jedyne miejsce, o które musiało mu chodzić. Tutaj dorastałam i tutaj zginęli moi najbliżsi. Z tym miejscem wiąże najwięcej wspomnień. Nie zatrącając się bardziej w niekończące się myśli postanowiłam pojechać na małe zakupy. Tydzień bez jedzenia tutaj raczej nie wytrzymam, więc dlatego wzięłam kluczyki od samochodu i zamknęłam drewniany dom, który tak właściwie należy do mnie, ponieważ przed śmiercią, dziadkowie zapisali mi go. Tak jakby wiedzieli... Alice myśli racjonalnie.
Wsiadłam do dość starego, ale dobrego auta i po chwili już jechałam przez ciemny las i skłamałabym gdybym powiedziała, że nie mam żadnych fantazji, które zaczynają oplatać moją głowę uderzając silnie każdy zakamarek mojego ciała. Przyspieszyłam trochę i już po paru sekundach wyjechałam ze strasznego lasu.
-Mama chyba miała racje, żebym sama tutaj nie przyjeżdżała, ale i tak moja duma nie pozwalała mi na poddanie się.-Mówiłam do siebie i zapewne wyglądam jak idiotka, ale w sumie nie tylko ja gadam sama do siebie za kierownicą. Znając życie wiele osób tak robi.
~Alice nie tłumacz się tak tylko skup uwagę na drodze. - Usłyszałam moją podświadomość, która miała racje i po paru minutach w końcu dojechałam do tego sklepu. Wyszłam z pojazdu upewniając się, czy aby na pewno go zamknęłam. Jak już byłam pewna ruszyłam w stronę budynku. Przeszłam przez obrotowe drzwi i od razu uderzyła we mnie fala ciepła, że aż miałam ochotę już nigdy nie wychodzić na zewnątrz. Wzięłam duży wózek i zaczęłam wszystko oglądać.
-Dużo się tutaj zmieniło przez ten czas-Pomyślałam wkładając mleko i dwa jogurty naturalne do wózka. Przeszłam jeszcze pół sklepu i zanim podeszłam do kasy upewniłam się, czy wszystko co jest najważniejsze, czy aby na pewno znajdowało się w metalowym wozie na kółkach. Gdy byłam pewna stanęłam w kolejce i chwilę później siedziałam już za kierownicą mojego czarnego pojazdu.

                                                                                                     Więc... Do następnego misie ♥ 

03 lutego, 2015

Chapter 3 ''Nowa Tajemnica''

  Zdziwiłam się tym, że pierwsze co ujrzałam to lekko błękitne ściany, jednak po chwili przypomniałam sobie wczorajszy wieczór. Po jakimś czasie zaczęłam lekko się podnosić uważając na nadal bolący nacisk w kostce. Usłyszałam skrzypienie schodów i niegłośny dźwięk pukania do drzwi, a następnie ujrzałam przyjaciela u mego boku z tacą pełną pachnących naleśników, sokiem pomarańczowym i miseczką czerwonych truskawek w czekoladzie.
-Proszę, musisz odzyskać siły.-Powiedział kładąc mi na kolana śniadanie. Lekko się uśmiechnęłam i zaczęłam konsumować posiłek zaczynając od soczystych truskawek. 
-Dziękuje. Jesteś na prawdę kochany.-Lekko pocałowałam go w prawy polik. 
-Bo jeszcze się zarumienię.-Zaśmiał się udając, że się rumieni podkradając mi jednocześnie jedną z truskawek.- Umówiłem cię na kontrolną wizytę u lekarza przed spotkaniem z dyrektorem. -Dodał, a ja spojrzałam na niego przerażona. 
-Mnie? Po co ? Przecież nic mi nie jest.-Wzięłam łyk napoju.
-Alice..Nie darowałbym sobie jeżeli coś by ci się stało. Martwię się o ciebie.-Przemówił, po czym podniósł się ze swojego miejsca i pokierował się w stronę drzwi, skąd niedawno przyszedł.
-Shan, to słodkie i miłe z twojej strony ale nie musisz się martwić, przecież nic mi nie jest i nie będzie. To tylko kostka, chwile poboli a później przestanie.- Zapewniałam go, ale jednak czułam, że on mi nie podaruje. Uśmiechnęłam się do niego nadgryzając kawałek truskawki, po czym odłożyłam ją i podniosłam się zaciskając lekko dłonie w pięść gdyż ból był niewiarygodnie silny.-Widzisz nic mi nie jest, a teraz jakbyś mógł. Chce się naszykować. -Dodałam po czym pokazałam na drzwi, a on tylko przewrócił swoimi błękitnymi oczami i wyszedł.
   Niepewnie skierowałam się w stronę szafy z zamiarem naszykowania ubrania na dzisiaj. Wzięłam do ręki zwykłe czarne jeansy, biały top i wełniany, beżowy sweterek, który kiedyś tutaj zostawiłam przez przypadek. Gdy już miałam naszykowane wszystkie swoje rzeczy zaczęłam kierować się w stronę łazienki, aby wziąć prysznic i szykować się na niemiłe spotkanie z dyrektorem naszej szkoły. Osobiście uważam, że przychodzenie w weekend na mury szkoły i ten strach przed egzaminami jest już wystarczającą karą, ależ jednak nasza szkoła ma za wysoki poziom i nawet najmniejszy wybryk jest u nas karany. Dlatego też chce jak najszybciej skończyć technikum i albo dalej kontynuować naukę na studiach, albo pójść już do jakieś pracy. Szczerze nikt nie zdaje sobie sprawy jak mnie to wszystko męczy. To tej pory w głowie przelatują mi słowa, które Zayn powiedział mi wczoraj po tym niefortunnym wydarzeniu u Dyrektora. Nie potrafię sobie wyobrazić, a nawet pomyśleć o tym, że mój ojciec mnie okłamuje. Czemu niby miałby to robić? Nie wierze Zayn'owi, ale jednak jakaś część mnie nie podziela tego samego zdania. To tak jakby mózg wiedział jaka jest prawda, a jednak mówił co innego.

 ***

-Mówiłam, że nic mi nie jest! Wiedziałam, że mam racje.-Powiedziałam dumnie prowokując chłopaka, w tym samym czasie wychodząc z gabinetu doktora. 
-Ale nie zapominaj, że masz skręconą kostkę. -Jak w zegarku wywróciłam oczami na jego ''do kryzkę''. Zaśmiałam się lekko następnie dałam mu kuksa w prawy łokieć i spojrzałam się na niego marszcząc brwi, na wyraz jaki krył się na jego twarzy. Wyglądało to tak jakby coś kombinował.-Masz skręconą kostkę.-Powtórzył dziwnym niedookreślenia głosem, a przez moje, jak dotąd rozluźnione ciało przeszedł chłodny dreszcz. Nie wiedziałam o czym w tej chwili myśli, a znam go przez całe życie i podejrzewam, że to co prawdopodobnie zaraz powie nie będzie mi się podobało.  Rozszerzyłam swoje oczy kiedy powielał się jego prowokujący uśmieszek i już miałam coś powiedzieć kiedy zbił mnie z tropu jeszcze bardziej i szybko staną naprzeciw mnie tak, że dzieliły nas tylko milimetry.- Mam plan. - Oświadczył, a ja nawet nie zdążyłam otworzyć ust, aby podzielić się swoim zdaniem na ten temat- W samochodzie opowiem ci, a teraz chodź.-Pociągnął mnie w swoją stronę. Jęknęłam z bólu, a zanim się spostrzegłam byłam już na rękach przyjaciela prowadzącego w stronę parkingu, na którym obecnie stał jego pojazd.
-Ja już nie wiem o co ci chodzi! -krzyknęłam rozbawiona całą tą sytuacją i wiedziałam, że na jego twarz skradł się półuśmiech.
  Nie wiem kiedy poczułam zimny materiał, z którego zostały zrobione skórzane fotele samochodu i zatrzaskujące się koło mnie drzwi. Na samo wspomnienie z wczorajszego wieczoru robiło mi się niedobrze i miałam ochotę zniknąć z powierzchni ziemi, chociaż na parę tysięcy lat i wrócić jak już świat całkowicie zapomni o moim istnieniu.
-''Tak i tak po paru tygodniach by zapomnieli'' Przemknęło mi przez głowę, na co zatrzepotałam swoimi rzezami oszołomiona tym, co przed chwilą usłyszałam w swoim umyśle. Dopiero po paru chwilach otrząsnęłam się gdy poczułam jak pojazd zaczął zmieniać swoje miejsce. Zwróciłam wzrok w stronę przyjaciela, który jak zwykle był skupiony na drodze.
-To jaki masz ten pomysł? hmm? -udało mi się przerwać ciszę, która zaczęła ciążyć w powietrzu przez co czułam się dziwnie i nie wiedziałam co się dzieje.
-Masz skręconą kostkę-Powtórzył, a ja już powoli stawałam się zirytowana jego obecnością.
-Możesz przejść do rzeczy? -podniosłam trochę ton wkurzona tym, że ciągle powtarza to samo. To tak,jakby chciał specjalnie mnie rozzłościć jak to czasami robi, aby tylko zrobić jakąś niespodziankę. Teraz nie miałam ochoty się z nim droczyć. W szczególności, że za parę minut dojedziemy do piekła.
  Jak na zawołanie przez moje ciało przeszła fala niekontrolowanych dreszczy, a przed oczami pojawił się obraz dyrektora, który patrzył się w moją stronę ze  złością wymalowaną na twarzy i rozczarowaniem w oczach. Czułam, że najchętniej chciałby mnie zabić.
-''Ale dlaczego? Chciałam zrobić tylko jeden niewinny żart, który i tak nie wypalił, więc o co tyle zachodu?!''-Mój umysł zaczął oddalać się, aby moja podświadomość ogarnęła mój tok myślenia. Próbowałam się jakoś rozluźnić, ale nie udało mi się tego w tej chwili zrobić.
-''Jeszcze tego brakowało''-Odpowiedziałam sobie przy czym fucknęłam cicho. Chwilę później poczułam opiekuńczą dłoń Shan'a na moim ramieniu.
-Alice? Dobrze się czujesz? Słuchałaś mnie w ogóle?-dopytywał się, a ja zdałam sobie sprawę z tego, że odpłynęłam do innego świata i niepotrzebnie się tak wkurzałam.
-''Co się ze mną dzieje? ''-Zapytałam siebie po cichu i skupiłam uwagę na przyjacielu. Posłałam mu przepraszające spojrzenie, a on tylko przewrócił oczami i zjechał na pobocze.

***

-Wiesz już co masz mówić? -usłyszałam ponownie pytanie kiedy przekraczaliśmy wielkie mury naszej szkoły. Jeszcze raz przetworzyłam w głowie plan, który przez całą drogę wspominał mi Shan. Kiwnęłam niepewnie głową. Nie jestem pewna, czy to zadziała, ale teraz nie miałam innego wyjścia. Może uda mi się wymigać od kary, albo chociaż ją złagodzić. Na szczęście Shan będzie przy mnie i pomoże mi w realizacji swojego pomysłu.- Gotowa? -zapytał niski, ochrypły głos przyjaciela,  na co po raz kolejny przytaknęłam usiłując uspokoić zszargane nerwy. Szliśmy w stronę już dobrze znaną i kiedy chciałam się wycofać zauważyliśmy coś podejrzanego.
-Ej, Shan widzisz to?-zapytałam przyglądając się całującej parze przed stołówką. Szybko popchnęłam przyjaciela tak żeby nie mogli nas widzieć. -Cii.-Szepnęłam i próbowałam podsłuchać o czym gadają.

(Ich rozmowy będą przechwytywane w cudzysłowie. Uważam, że tak będzie po prostu lepiej)

''Nie rozumiem, jak ona mogła chcieć ci zrobić krzywdę.'' Usłyszeliśmy poddenerwowany, ale też podejrzliwy głos mężczyzny, gdy tylko się od siebie oderwali. ''Może na serio nie chciała, przecież takie rzeczy się zdarzają.'' Stwierdziła kobieta, po czym złapała swojego towarzysza za lewą dłoń i splotła je ze sobą. ''A jak coś by ci się stało? Skarbie nie pozwolę żeby jakaś niedowartościowana gówniara coś ci zrobiła'' Mężczyzna ponownie wziął głos, a ja zszokowana jego słowami momentalnie spojrzałam się na Shan'a rozszerzając powieki, co on zresztą odwzajemnił. Widziałam, że jego szczęka w jednej chwili ukształtowała się w prostą kreskę, a jego oczy w stały się chłodne i pełne złości. ''Oj na pewno nie chciała.'' Po chwili ciszy odezwała się ponownie kobieta. ''A co jeżeli chciała i teraz gra niewinną by tylko ominęła ją kara? A co jeżeli planuje już następne tego typu żarty? To za porządna szkoła by uczyły się tutaj jakieś smarkule. Jeszcze chwile, a tutaj zrobi jakiś burdel i co wtedy będę miał za opinie?! ''Podniósł lekko głos.''Nie mów tak! Nie ocenia się ludzi po jednym wybryku!'' Kobieta widoczne chciała mnie obronić. Poczułam jak ręka przyjaciela zaciska się w pięść, na co jak szybko się na niego spojrzałam. ''Uspokój się'' Szepnęłam w jego stronę. ''Nie pozwolę by jakiś burak ciebie wyzywał'' Powiedział półgłosem i chciał wyjść z kryjówki, ale szybko złapałam go za rękę i przyciągnęłam w stronę ściany.'' Uspokój się. Jest zdenerwowany i dlatego tak mówi'' Odszepnęłam i nie puszczając jego dłoni wychyliłam się, gdyż szafki uniemożliwiły mi widok. ''Ona jest taka sama jak jej ojciec. Skąd mam mieć pewność, że jest dobra?'' Zapytał łagodniejszym tonem, a ja mocniej złapałam dłoń Shana. ''A jej matka wcale nie lepsza'' Rozszerzyłam oczy. O co do jasnej cholery im chodzi?! ''O co ci teraz chodzi?'' Zapytała kobieta tak jakby wiedziała, że tutaj jestem co nie jest możliwe. ''Mówiłem ci już o nich'' Zniecierpliwił się. ''To są jej rodzice ?!'' Krzyknęła zaskoczona tą informacją, a on tylko kiwną głową. ''O mój boże'' Kobieta zakryła usta jakby dowiedziała się właśnie, że jest ciężko chora i zostało jej kilka miesięcy życia. Skołowana rzuciłam pytające spojrzenie na towarzysza. Wydał się równie zszokowany całą tą sytuacją. ''Chodź już.Zaraz powinna przyjść.'' Odezwał się mężczyzna  i zaczęli się kierować w stronę gabinetu trzymając się oboje za ręce.
 Zszokowana wyszłam z ukrycia i spojrzałam się na przyjaciela.
-O co do jasnej cholery im wszystkim chodzi? Wczoraj Zayn dzisiaj dyrektor z nauczycielką, Wiesz coś może o tym? -podniosłam lekko ton głosy puszczając w tym czasie jego dłoń.
-Skąd mam to wiedzieć? Przecież jestem twoim przyjacielem, a nie ich. Widać było, że tak samo jak ja był zdziwiony całą tą sytuacją.
-Przepraszam. Jestem zmęczona całym tym zamieszaniem. Wszystko tak szybko się dzieje, a ja nie nadążam za faktami.-Powiedziałam spuszczając wzrok, lecz po chwili poczułam wielkie dłonie na moim podbródku, a po chwili miękkie usta na dotykających lekko moich . Byłam tak oszołomiona, że nie mogłam się ruszyć. Nawet lekko drgnąć.
-Em.Przepraszam. Chodźmy już.-Powiedział widocznie speszony i zaczął się kierować w tą samą stronę co przed chwilą dyrektor z nauczycielką. Potrząsnęłam niedowierzająco głową i ruszyłam w jego stronę.
-Co się dzieje?-zapytałam siebie niesłyszalnie mając nadzieje, że szybko wszystko się wyjaśni bo mam już dość tego wszystkiego.

***
-Proszę.-Usłyszałam gniewny głos dyrektora na co miałam ochotę jak najszybciej uciec i już nie wracać, ale kiedy tylko się odwróciłam i miałam zacząć biec potknęłam się o swoje kule, i runęłam z hukiem na ziemie. Gdy tylko poczułam zimną powłokę jęknęłam z bólu oraz niezadowolenia.
-O boże Alice! Nic ci nie jest?-odniosłam wrażenie, że cały świat w jednej chwili się zatrzymał, a niewyobrażalny ból w jednej chwili nasilił się. Skuliłam się pod ciśnieniem ucisku wyczekując, aż w końcu ukończą się moje męki. -Alice! Spójrz na mnie!-usłyszałam opiekuńczy, ale też spanikowany głos przyjaciela, lecz  nie mogłam nic odpowiedzieć. Siedziałam, a raczej leżałam tak oszołomiona i sparaliżowana. Wiedziałam co się koło mnie dzieje, słyszałam wszystko, ale jednak nie mogłam się ruszyć, ani nic powiedzieć. Pochwyciłam ciche uchylanie drzwi i przygrubą posturę dyrektora.
-O boże co jej się stało?!-piskliwy, wysoki głos nauczycielki obił mi się o uszy i wirował wypalając mi dziurę w czaszce. Nadal nie mogłam nic zrobić. Jedyne co to tylko skulić się jeszcze bardziej czekając jak mi przejdzie.
''Co mi właściwie się dzieje ?!'' Próbowałam przekrzyczeć kołyszące się w głowie słowa nauczycieli. Złapałam się lekko za głowę próbując wyrzucić te wszystkie otaczające mnie krzyki.
 Leżałam tak chwile, a zanim się spostrzegłam ból zniknął pozwalając mi normalnie funkcjonować.
-Em..Dzień dobry? -słowa same zaczęły płynąć z moich ust, a na policzki skradły się nieproszeni goście.
-Alice! Nic ci nie jest!-usłyszałam głos nauczycielki, który wyraźnie dał do zrozumienia, iż ulżyło jej, że nic mi nie jest. Inaczej sądziłam, ale wolałam sobie odpuścić, gdyż nie chce mieć większych kłopotów. Poczułam opiekuńcze ramiona Shan'a i po chwili stałam już na nogach. Nie puszczając jego opięć. Trochę niezręcznie się czułam przypominając sobie to co niedawno się stało przed stołówką.
-Nie, nic mi nie jest.-Zapobiegłam uciążliwym pytaniom i wymusiłam lekki uśmiech. Byłam cała osłabiona. W ogóle nie wiedziałam co się ze mną dzieje, również na to nie miałam siły odpowiedzi. Dziwnie się czułam, tak jakby ktoś właśnie mnie obserwował. Rozejrzałam się i osłupiałam. Zayn stał opierając się o szafki przyglądając się całej tej sytuacji.

05 stycznia, 2015

Chapter 2 ''Za szybko zmieniam zdanie?''


''Czasami słowa potrafią bardziej ranić, niż uderzenie z pięści w twarz''


    Próbowałam się jakoś ogarnąć i dotrzeć jak najszybciej się da do mojego domu. Samotność otulająca mnie stawała się najgorszą rzeczą jaką kiedykolwiek mogłam dostać od losu, a przecież to śmierć moich dziadków była tą najgorszą. Czułam wtedy, że moje ciało staje się puste. W sercu odczuwałam niewyobrażalny ból kiedy słyszałam ich głosy w mojej głowie, które nie pozwalały mi się poddać. Dobrze wiedziałam, że to tylko moja wyobraźnia. Zawsze udawałam, że są obok mnie i przytulają do swojego już dawno obolałego ciała pokrytego dużą ilością zmarszczek dodających im za razem uroku jak i paru lat w górę. 
 Byli dla mnie najważniejszymi osobami w moim jakże zwyczajnym życiu, które miało wiele osób w moim wieku. Nie mogłam się skarżyć wiedząc, że inni mają o wiele gorzej ode mnie, lecz tak czy tak w sercu miałam smutek po utracie dwóch najbliższych mi osób.
 Wstałam z zimnego chodnika otrzepując się z brudnej ziemi i mokrego śniegu czując jak w kącikach oczu zaczyna mi się robić ciemno, a w głowie tliła się nieokreślona forma mgły, która w jednej chwili otuliła całe moje ciało. Czułam jak coraz to szybciej robi mi się słabo, a mózg nie odbierał żadnych obiektów dzięki, którym mogłabym w jakiś sposób zmniejszyć nacisk zmęczenia na moje ciało.      
   Spadłam ponownie na swoje już obite kolana podtrzymując się tylko i wyłącznie moimi ramionami. Próbowałam głęboko oddychać, gdy przez moje ciało przechodziła kolejny raz  panika kiedy widziałam wszystko jak przez mgłę. Myślałam, że właśnie umieram, lecz po krótkiej chwili walczenia z okropnym uczuciem ponownie widziałam wszystko w takiej samej grafice jak przed jej zmienieniem.
  Usiadłam skulona próbując opanować swoje nerwy i przechodzące przez ciało dreszcze. Było minus pięć stopni Celsjusza, a ja siedziałam skulona w odgrodzonej zaśpię śniegu zapłakana i cała mokra. Ledwie podniosłam swoją komórkę, która naglę spadła mi z kieszeni i wpisałam numer Shan'a. Dzwoniąc upewniłam się jeszcze, czy dobrze wpisałam wybrany numer.
''Tak?'' Usłyszałam zaspany głos przyjaciela, którego zapewne obudziłam.
'' Shan potrzebuje pomocy'' Powiedziałam nie zważając na jego zaspanie łamiącym się ciężkim głosem przez cichy szloch wychodzący z moich ust.
''Boże Al, co się stało?!'' Słyszałam jak jego łóżko zaczęło skrzypiec pod jego  ciężarem.
''Proszę, przyjedź po mnie.'' Odpowiedziałam czując silny ból w kostce, gdy tylko próbowałam się podnieść z lodowatej ziemi. Pisnęłam z bólu i ponownie upadłam na chodnik.
 '' O boże!  Gdzie ty jesteś? '' Usłyszałam panikę w jego głosie, na co jeszcze głośniej zaczęłam łkać.
''Nie wiem'' Nie owijałam w bawełnę. Na serio nie wiedziałam gdzie się aktualnie znajduję, a koło mnie nie ma żadnej tabliczki z nazwą ulicy, czy nawet jednej osoby, aby mogła mi pomóc.
'' Jak to nie wiesz?!'' Krzyknął jeszcze bardziej rozzłoszczony tą sytuacją. ''Widzisz coś co mogłoby mi pomóc cię znaleźć?'' Zapytał na co ja zaczęłam się rozglądać. Nic szczególnego nie widziałam co mogłoby się wyróżniać. Drzewa, które stoją co kilkanaście metrów, wiewiórki skaczące po ich koronach, Kilka opuszczonych domów.
    Boże gdzie ja się znalazłam?-pomyślałam upuszczając kolejne łzy. Spojrzałam jeszcze raz na otaczającą mnie naturę i prawię pisnęłam, gdy tylko zauważyłam ciemny las, do którego dzieliły mnie tylko jakieś 4 kilometry prostej drogi. Przełknęłam ciężko ślinę, siląc się na jakiekolwiek zdanie.
''Same opuszczone, stare domy i za jakieś kilka kilometrów  jakiś ciemny las'' Odpowiedziałam zapinając ostatni guzik w kurtce i poprawiłam ciemnoniebieski szalik, który chciał uciec mi z szyi.
 ''O Boże!'' Pisnął, a mnie przeszły ponownie dreszcze, gdy tylko zobaczyłam jak tamten chłopak kieruje się w moją stronę, ale nie był sam. Był jeszcze jeden idący za nim. ''Musisz się schować! W Holmes Chapel są tylko dwa lasy, a ty jesteś na terenie gangów. Zaraz po ciebie przyjadę!'' Mówił zdenerwowany, a ja miałam nadzieje, że na prawdę zaraz się tutaj znajdzie i mnie weźmie jak najdalej stąd.
   Jak ja się tutaj znalazłam?-pomyślałam rozłączając słuchawkę i próbowałam wstać co stało się niekorzystne ponieważ ból się nasilił.
  Powietrze utknęło mi w płucach, gdy tajemniczy chłopak znalazł się przy mnie. Spojrzałam na niego niepewnie, a on się uśmiechnął podając mi dłoń zapewne żeby pomóc mi wstać, lecz ja odmówiłam kiwnięciem głowy.
-Jak nie to nie.- Powiedział i tym razem przykucnął, a ja czułam, że zaraz zawali się cały mój świat.-Nie bój się mnie, nic ci nie zrobię.- Dodał na co jego przyjaciel zaczął się śmiać. Nie zważając na ból oddaliła się kawałek do tyłu, by zmniejszyć odległość pomiędzy mną, a nimi. -Alice to jest Joe. Zaśmiał się.
-Czego chcecie?- wysiliłam się na wymuszony uśmiech.
-Oj kochanie, bez nerwów, to chyba nie przypadek, że znalazłaś się na naszym terytorium.-Podszedł bliżej, a jego towarzysz z zaciekawieniem oglądał całe "show" jakie odstawiał ciemnooki chłopak.
-Nie wiem co ja tu robię, zostawcie mnie, zaraz będzie tu mój przyjaciel.-  Warknęłam w jego stronę, na co on posłał mi tylko rozbawione spojrzenie.
-Chętnie się z nim zapoznam.- Powiedział z przerażająco seksowną chrypką w głosie. O czym ja myślę?!
-Gdybym była częściowo sprawna...- Pokazałam na moją kostkę.- To dawno leżałbyś pode mną na ziemi!-krzyknęłam w jego stronę, odpychając go rękami, jednak złapał moje nadgarstki, tak że już wcale nie mogłam się ruszyć i przybliżył swoją twarz, patrząc się w moje oczy, a później na usta.
- Cóż kochanie, to całkiem kusząca propozycja.- Oblizał wargę i już miał mnie pocałować, jednak jego kolega w końcu przemówił:
-Um.. Zayn...-Powiedział niepewnie.
- Czego kurwa?-zapytał zirytowany i odwrócił się w jego stronę, a ja powtórzyłam tą samą czynność i ujrzałam Shan'a, biegnącego w naszą stronę.
Zayn - tak zwany ciemnooki chłopak, wstał i podszedł do stojącego tuż przed nim Shan'a.
-Odpierdol się od niej.-Warknął mój przyjaciel, a ja w tej chwili modliłam się tylko o to by przeżył. Poprawka. Byśmy MY przeżyli.
-Tak? Bo co?- Zayn napiął swoje ciało i popchnął mojego przyjaciela. Musiałam coś zrobić, nie mogłam patrzeć na to bezczynnie. Rozejrzałam się wokół siebie, czy znajdę coś co zwróciłoby ich uwagę na mnie.
Obok mnie leżała szyszka, więc nie czekając dłużej chwyciłam ją i rzuciłam w plecy Zayn'a, który jak na zawołanie odwrócił się w moją stronę, czego bardzo pożałowałam.
Spojrzał na mnie. Jego oczy były ciemne, mogłam w nich dostrzec zirytowanie, oraz złość. Co to może oznaczać?
- Okej.-Odparł. - Zabierz ją stąd.
Byłam w szoku. To wszystko z jego strony? Cóż, bynajmniej gładko poszło i nikt nie ucierpiał.
Shan nie czekając dłużej podszedł do mnie i wziął mnie na ręce, a ja objęłam jego szyję.
-Niedługo się widzimy, moja piękna Alice.- Powiedział z szyderczym uśmiechem na ustach, zapalając papierosa i znikając wraz z jego przyjacielem w lesie.
   Chłopak posadził mnie delikatnie na przednie siedzenie zamykając za mną drzwi swojego źrebnego  kabriolet'a po czym pogrążywszy  go usiadł przed kierownicą i odpalił silnik. Wiedziałam, że zaraz zaczną się pytania, na które nie chce dawać odpowiedzi. Przetarłam zaspane i zmęczone oczy po tym ułożyłam się wygodniej na miękkim fotelu.
-Co ty tutaj do licha robiłaś?- przyjaciel widocznie wkurzony wyjeżdżał właśnie z ulicy. Nawet na mnie nie spojrzał. był skupiony na drodze. Może to i lepiej?
-Zgubiłam się. Było ciemno, a ja to tej pory nie znam drogi powrotnej, a w szczególności o tej porze. -Odparłam bez zastanowienia i zauważyłam, że przyjaciel spogląda w moją stronę kątem oka. Uśmiechnęłam się sama do siebie nie wiedząc czemu.
-No dobrze, jutro mi powiesz, a teraz powiedz mi jak się czujesz? -troska w jego głosie sprawiła, że poczułam się lepiej. Przez cały dzień każdy był dla mnie niemiły i w podobnie, więc troszczący przyjaciel jest jak lekarstwo na ból w sercu.
-Jestem zmęczona i kostka mnie boli. Dzisiaj był najgorszy dzień odkąd dziadkowie zmarli. Ej, wiesz, że ten  chyba Zayn  mnie zna?-odparłam, ale po chwili pożałowałam ponieważ Shan zdezorientował się i wpadł w poślizg. Kilka sekund wirowaliśmy tak po drodze, a kiedy w końcu udało mu się zapanować nad kierownicą zjechał na bok.
-Jak to on cie zna?-zapytał widocznie poddenerwowany. Szczerze zdziwiło mnie to, że tak zareagował.
''Widocznie się wystraszył'' Pomyślałam i zmusiłam się na lekki uśmiech w kierunku przyjaciela.
-Właśnie nie wiem. Ja go w ogóle nie znam. Shan..Boje się-Odpowiedziałam i od razu poczułam mocne ramiona chłopaka na co tylko wtuliłam się bardziej.
-Może lepiej będzie, gdy zostaniesz u mnie na noc. Nie zostawię cię samej w domu. Nie mogę.-Przytaknęłam mu, a on uwolnił mnie ze swojego uścisku i odpalił ponownie akumulator. Gdy w końcu udało się i samochód ruszył kierowaliśmy się w stronę jego mieszkania.


   Hejka wiem, że długo czekaliście aż dodam w końcu... No i udało mi się coś tam wyskubać x)
Co myślicie o tym?  Kawałek rozdziału pomogła mi napisać Zouwix3 z bloga [klik] za co bardzo dziękuje x3 Przepraszam za jakiekolwiek błędy.. Ahh. XD Wiem trochę krótki ale.. Do następnego! ;))) 

01 stycznia, 2015

Chapter 1 ''Przerażenie miałam wypisane na Twarzy''

''Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy.''

-Alice Hope. W końcu raczyłaś przyjść-usłyszałam rozchodzący się po holu głos nauczycielki. Jej struny głosowe wydawały chłodny odgłos, a lekka chrypka, która zawsze była, znikła dając przerażający efekt. 
-Przepraszam. To nigdy się nie powtórzy-odparłam i zaczęłam kierować się w ślad za panią Nightlie. W jednej chwili przerażenie ogarnęło moim ciałem, a oddech uwiązł w moim gardle. W głowie szalała mi wielka fala myśli, gdy w końcu dodarłam pod wielkie drzwi dyrektora naszej szkoły. 
-Idź sama-powiedziała ostrym tonem i odeszła. Złapałam ciężko powietrze w płucach, aby po chwili wolno je wypuścić łapiąc się na odwagę, by zapukać w jasno-brązowe drzwi zrobione z stuletniego dębu. Lekko opuszkami palców dotknęłam powłoki, która dzieliła mnie od piekła, żeby dźwięk odpił się echem przez cały hol. Jak usłyszałam cichym ostrym głosem słowo ''proszę'', czułam jak na moim ciele pojawia się gęsia skórka. Pchnęłam ciężkie drzwi połykając gorzką gorycz, która w jednej chwili zaczęła mnie palić w ustach. Twarz pana Brokeneye prawie w ogóle nie wyrażała żadnych emocji, oprócz gniewu. Rozkazał mi gestem głowy żebym usiadła w fotelu na przeciwko. Zrobiłam posłusznie to co mi rozkazał. Skuliłam się na miękkim posłaniu, które otulało w jednej chwili moją półnagą skórę. Długo nie trwała ta przyjemność. W jednej sekundzie wstał i oparł dłonie o blat swojego wielkiego biurka, a ja czułam, jak serce podchodzi mi do przełyku. 
-Dobra. Nie rozumie dlaczego to zrobiłaś? Zawiodłem się na Tobie panno Hope-Zszargany głos dotarł do moich uszu i okrążał w kółko moją czaszkę. Próbowałam wyrzucić go z moich myśli, ale nawet to w tej chwili nie udało mi się zrobić. Ból głowy spowodowany przez nacisk związany z presją i strachem nasilał się stokrotnie, gdy tylko spoglądałam w chłodne źrenice dyrektora.
-Przepraszam-próbowałam zmniejszyć nacisk na moje struny głosowe, aby nie załamały się w środku zdania. Wiedziałam, że każde nieprzemyślane słowo może skomplikować moją opinie w szkole.-Dobrą, a nawet wzorową. 
''W co się wpakowałam'' Pomyślałam bawiąc się swoimi dłońmi, które w jednej chwili ogarnęła fala zimnych i nieprzyjemnych dreszczy.
-Na prawdę tego nie chciałam. Sama nie wiem jak...Dlaczego to zrobiłam-upuściłam jedną samotną łzę, ale po chwili szybko ją starłam. 
'' Nie powinnaś kłamać ''  tajemniczy głos w mojej głowie, który zamiast mnie uspokoić jeszcze bardziej mnie zestresować, a przecież nie mogłam teraz wydać Shan'a. On i tak już ma duże kłopoty. 
-Wiesz dobrze, że ten twój niewinny żart mógł kogoś zabić?-jego głos stał się ostry i obojętny mojej osobie.-Powinienem Cię zawiesić, ale zaraz zaczynają się egzaminy semestralne i nie mam prawa tego zrobić. Nie bierz tego za ulgę. Jeszcze jutro przyjdziesz do mnie w samo południe i powiem, jak się odpracujesz. Przełknęłam ciężko ślinę kiwając powoli głową na znak, że rozumiem. Otworzyłam usta, by coś powiedzieć, ale jednak on mnie uprzedził i gestem ręki pokazał mi żeby wyszła. Tak też uczyniłam rzucając szybkie bezgłośne ''do widzenia''.
  Wyszłam z wielkiego budynku i dałam upust swoim łzom. Sama w nicości. Było strasznie ciemno jak na tą godzinę, a na drodze nie było, ani jednej latarni, która mogłaby rozświetlić mi drogę do domu. Z każdą kolejną sekundą było coraz gorzej. Nie miałam siły dalej iść, a robiło się coraz ciemniej.
 Dźwięki nocy, które jak echem rozmnażały się w mojej głowie w jednej sekundzie znikły, aby nasilić się jeszcze bardziej.

 ''Czy jestem przerażona?'' Spytałam siebie. ''A może to tylko zły sen?'' Odparłam, ale po chwili zapytałam ponownie. ''A może to tylko moja głupia wyobraźnia, a to wszystko co widzę to tylko iluzja?''
-To nie jest iluzja-usłyszałam nieznany mi dotąd chłodny, męski głos. Odwróciłam się powoli próbując przełknąć wielką kule, która w jednej chwili utknęła mi w gardle blokując dostęp powietrza do płuc.

 Przede mną pojawił się wysoki szatyn z włosami postawionymi na żel, a w jego wręcz czekoladowych tęczówkach jaśniały się chłodne iskry nienawiści i złości.

-Hm. Coś się stało? -zapytałam, siląc się na normalny ton głosu  z nadzieją, że nie usłyszy w nim przerażenia, które owładnęło moim ciałem. Miałam wrażenie, że moje serce za moment wyleci z klatki piersiowej, a mózg mnie zawiedzie i po raz pierwszy w życiu przestanie działać.
-Czy zawsze musi się coś stać?-jego głos nadal był chłodny, jak i ostry, ale można było usłyszeć w nim też nutkę rozbawienia przez co na mojej twarzy pojawiły się nieśmiałe rumieńce, które zawsze bezkarnie wkradały się na moją buzie kiedy rozmawiałam z prawie każdym chłopakiem. Zmusiłam się na jeden wymuszony uśmiech chcąc zakryć moją małą wpadkę.

   Chciałam najszybciej stamtąd uciec,  najdalej jak się da, ale mimo wielkich chęci nie mogłam tego zrobić. To tak jakby ciało zawładnęło moim mózgiem i odmówiło posłuszeństwa.
   Czułam się jakby jakaś magia znalazła mój czuły punkt i wykorzystywała przeciwko mnie. Chociaż to niedorzeczne. Była jeszcze jedna opcja. Strach sparaliżował mój tok myślenia i nie pozwolił mi na choćby jeden malutki  ruch.
 ''Chyba to jest najbardziej realne.'' Pomyślałam, siląc się żeby zrobić jeden malutki krok, albo ruszyć się stąd i uciec jak najdalej mnie nogi poniosą.
-Czyli jak nic się nie stało, to ja już pójdę-odwróciłam się co było trudne patrząc na blokadę. która przed chwilą owładnęła mnie i nie pozwalała mi się ruszyć. Chciałam jak najszybciej stamtąd zniknąć  i znaleźć w ciepłym domku przytulona do miękkiego kocyka, czy otulona gorącą falą pomiędzy przyjemnymi prawie, że przezroczystymi, białymi kawałkami piany, a później położyć się zrelaksowana do mojego wygodnego, choć za dużego jak dla mnie łóżka z laptopem lub z jakąś ciekawą książką. Jednak jego oschły śmiech zmusił mnie żebym na niego spojrzała i wróciła z krainy marzeń do reali.
-Nigdzie nie pójdziesz Alice Hope. Wiem o tobie, więcej niż sądzisz-stał nadal oparty o korę drzewa patrząc się na mnie z rozbawieniem widocznym na twarzy.
-Skąd wiesz jak mam na imię i nazwisko?-zapytałam próbując powstrzymać łzy, które w jednej chwili zgromadziły się w kącikach moich oczu, po chwili zapewne zaczęły błyszczeć jak zimny wiatr wtargnął prosto na moją twarz dając wrażenie jakbym własnie go obraziła, a on próbowałby mi oddać.
-Mówiłem, że wiem o tobie wszystko-jego twarz po raz pierwszy odkąd go 'poznałam' ozdobił szeroki śnieżno-biały uśmieszek, który przyprawił mi dzisiaj kolejną fale dreszczy. Dopiero teraz przy świetle księżyca padającego na jego sylwetkę w pełni mogłam zobaczyć, jak wygląda.

 Ciemno-niebieskie, a wręcz czarne jeansy z pół centymetrową dziurą na lewej nodze, które idealnie ukształcały jego chude nogi. Stopy ozdobiły białe Vansy. Raczej już szare. Miał na sobie biały T-Shirt, który idealnie grał z jego umięśnioną klatą. Na to założył czarną skórzaną kurtkę. Z pod ubrań częściowo wychodziły ciemne tatuaże, które zapewne miał na całym umięśnionym ciele.

-Kim ty jesteś?- zapytałam spokojna co mnie zdziwiło ponieważ moje ciało nie pracowało prawidłowo. Myślałam, że mój głos załamie się prędzej, czy później.
-Dowiesz się w swoim czasie-skrzywiłam się gdy tylko usłyszałam jego ton głosu. Od razu tego pożałowałam bo po raz drugi przy nim pojawiły się dwie wielkie plamy na moich policzkach.
-To, że wiesz jak mam na imię nie znaczy, że wiesz o mnie wszystko-wygarnęłam chłopakowi i miałam zamiar ruszyć w stronę swojego domu myśląc jedynie o ciepłej kąpieli, lecz jego śmiech zmusił mnie po raz kolejny żebym na niego spojrzała.

-Alice Hope. Masz 17 lat. Urodziłaś się w Bradford w Anglii, ale twoi rodzice zabrali cię tutaj, gdy miałaś zaledwie 12 lat. Twoja mam pracuje jako sekretarka w biurze wielkiej firmy, a tata wczoraj wyjechał w delegacje do Francji. Pracuje jako Agent dla tajnej korporacji, ale tobie mówi, że pracuje jako architekt.
-Babcia z dziadkiem nie żyją od ponad roku, ale tak na prawdę zostali zabici przez twojego ojca bo miał różne długi. Nie masz rodzeństwa. Nie jesteś również prymuską, ale dobrze się uczysz. Coś jeszcze chcesz wiedzieć?-skończył opowiadać , a ja nie mogłam uwierzyć w żadne jego słowo.
Kim on jest?! Krzyknęłam w myślach przerażona co może stać się później. Moje ciało zaczęły oplatać zimne drgawki, a po policzkach zaczęły kolejno lecieć  gorzkie łzy.
-Czego chcesz?!-krzyknęłam jak najgłośniej udało mi się uzyskać górny dźwięk. Kolejne łzy spływające po już czerwonych, podrażnionych policzkach zaczęły się nasilać dając upust moim wszystkim emocją. Czułam suchość w ustach tak jakbym przez tydzień szła bez przerw przez niekończącą się pustynie. Wiedziałam, że w tej sytuacji ucieczka już nic nie da. Jeżeli wie o mnie tyle rzeczy na pewno wie gdzie mnie znaleźć, lecz ja nadal nie wiedziałam kim on jest.
-Nie denerwuj się kotku. Dowiesz się tego w swoim czasie-powiedział z nutką rozbawienia i zostawił mnie samą z burzą myśli, nad którymi nie potrafię zapanować w tej ciemności.


    Hej kochani! Dziękuje wam za te 10 komentarzy! Dla mnie to..Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę miała tyle komentarzy przy prologu! ^^ 
Ten rozdział pragnęłabym zadedykować Gabrysi Dobranowskiej ♥ i oczywiście 
Wioli(Ty wiesz o tym skarbie♥) bez której nie dałabym rady i która pomagała mi w pisaniu;)))
Jeżeli możecie i macie chęć wejdźcie też na jej bloga Link
To chyba wszystko z mojej strony :)))

Obserwatorzy