Music

05 czerwca, 2015

Rozdział 12 'Nie martw się'

      Niemiłosierne promienie słoneczne próbowały dotrzeć do moich oczu, zmuszając mnie jednocześnie do tego, abym wstała. Jęknęłam niezadowolona po czym chciałam się przewrócić na drugą stronę. Zdziwiło mnie to, że nie poczułam miękkiej poduszki pod głową, ani ciepłej kołderki na swoim ciele. Powoli otworzyłam zaspane powieki i uświadomiłam sobie, że zasnęłam czytając książkę. Nadal nie miałam siły, więc nie patrzyłam już na to, czy jestem na łóżku, ponownie próbowałam zasnąć. Po chwili udało mi się osiągnąć ciel. Niestety nie udało mi się za długo pospać, gdyż ktoś był tak kochany i zaczął pukać do drzwi mojego pokoju.
-Spadaj, Malik!-krzyknęłam i sięgnęłam bo ciepły koc, który po chwili już na mnie leżał. 
-Widać, że księżniczka się nie wyspała.-Zaśmiał się wchodząc do mojego królestwa, bez pozwolenia. 
-Chce spać!-oburzyłam się.
-Myślisz, że ci na to pozwolę?-zapytał z tym ciekawskim, powalającym uśmiechem na tych malinowych ustach.Stop!
-Tak pozwolisz, bo jestem twoją księżniczką i potrzebuje snu, jeżeli nie chcesz być ofiarom mordu-przykryłam głowę kocem, tak aby zasłoniło mi oczy i całą twarz.
-Ta, ta.-Droczył się ze mną.
-Daj mi po prostu spać!
-Nie dam ci spać, gdyż już jest śniadanie, a raczej powinien być obiad.-Powiedział śmiejąc się ze mnie.
-Która jest?-zapytałam 
-Gdzieś tak dwunasta?-zmarszczył brwi.-Dobra jest trzynasta, więc wstawaj, albo sam cie zaniosę na dół.-Groził.
-Co? -chciałam otworzyć usta z niedowierzania, ale jednak wyszło na to, że tylko ziewnęłam. Chłopaka to jeszcze bardziej rozśmieszyło.-Daj mi pięć minut.-Dodałam i próbowałam już na serio zasnąć. 
-Wstawaj!-Mulat ściągnął ze mnie koc, a później, gdy jęknęłam z powodu chłodnego powietrzna na mojej skórze, podniósł mnie i zaczął się kierować w stronę wyjścia. Schodził już po schodach.
Byłam tak zmęczona, że nie wiłam się tylko zamknęłam oczy i zasnęłam. Nie wiem dlaczego byłam tak zmęczona? Może po prostu za mało spałam? Ostatni raz jak sprawdzałam godzinę to była czwarta lub piąta nad ranem i jeszcze czytałam, czyli pewnie od tego.
-Nie wierze! hahaha-śmiał się.-Zasnęłaś bez walki? To do ciebie nie podobne! -dalej jego głośny dźwięk dochodził echem przez kafelkową kuchnie i odbijał się o jej kąty.
-Mówiłam daj mi spać-powiedziałam jąkając się.
-Nic nie jadłaś.
-I trudno.
-Musisz coś zjeść, później na spacer, do sklepu, posprzątać i dopiero możesz się zdrzemnąć.-Walnęłam go z pięści w plecy.
-Chyba cie coś boli!-protestowałam.- Ty sprzątasz i idziesz do sklepu, a ja pójdę na spacer.-Zdecydowałam.
-Hahaha to chyba ciebie coś boli. Kobiety są od tego, nie faceci.-Naprostował.
-W mojej bajce tak właśnie jest, więc biegiem przebieraj się w fartuszek  i idź sprzątać, chyba, że wolisz iść najpierw do sklepu.
   Chłopak zrezygnował i poszedł do sklepu zostawiając mnie w spokoju, dlatego też poszłam położyć się na kanapę, włączając telewizor starałam się skupić na tym, aby nie zanudzić się na śmierć. W tej chwili na łóżko wszedł Edward i od razu zrobiło mi się raźniej.
-Co tam skarbie?-zapytałam małe zwierzątko.-Ty jako jedyny mnie rozumiesz, pomimo, że mnie nie rozumiesz.-Dodałam.-I gdzie u mnie logika?-zapytałam z nie dowierzaniem waląc się w czoło otwartą dłonią. Miałam prawie cały dzień na to, aby zrobić coś pożytecznego, ale chyba jednak nie uda mi się ten cel spełnić, gdyż czułam jak zaczynałam usypiać się.
-Dobranoc, Edwardzie.-Powiedziałam już ledwo przytomna.
~*~
  Od godziny ktoś próbował się do mnie dodzwonić, ale jednak byłam zbyt leniwa, aby się podnieść. Już powoli nie wytrzymywałam tego dźwięku, więc niechętnie wstałam i podeszłam do stolika, gdzie leżał mój telefon. Otrzeźwiałam, gdy tylko spojrzałam kto do mnie dzwonił. ''Mama''. 
I po co ona dzwoni? Może i zachowuje się nieracjonalnie, ale kurczę kto tutaj mówi o zachowywaniu się? Oni byli gangsterami, złymi ludźmi. 
-Uspokój się, Alice.-Powiedziałam szeptem do siebie, a po chwili już trzymałam telefon przy uchu. Wiedziałam, że i tak kiedyś bym musiała z nią porozmawiać.
(rozmowa w cudzysłowie.)
''Co chciałaś?''powiedziałam niezbyt mile.
''Kochanie martwiłam się o ciebie''  ta na pewno.
'' Nie udawaj bo to jest żenujące.'' Odpowiedziałam oschle.
''Nie rozumiem, kochanie'' i jeszcze udaje głupią? 
''Wiem o waszej przeszłości''
''Kochanie chcieliśmy ci powiedzieć.'' czyli to naprawdę prawda.
''Dlaczego?''
''To nie nasza wina. Rodzice nas namówili.'' lepszej wymówki nie masz?
''Nikt wasz nie namawiaj. Dobrze wiem co się stało'' 
''Kochanie daj nam to wyjaśnić i przyjedź.'' i czego ona się spodziewa? Że po prostu przyjadę?
''Owszem przyjadę, ale po resztę rzeczy.'' powiedziałam po czym się rozłączyłam. Nie wiedziałam do końca, czy aby na pewno dobrze robię.
  Matka przez cały czas do mnie wydzwaniała, ale miałam tego dość, więc wyłączyłam telefon. Wkurzała już mnie. Teraz już wiem dlaczego Zayn tak mówił o rodzicach. To na serio nie było fajne. W ogóle nic nie było fajne.
Lecz ona nie mogła mi tego zrobić. To nie mogła być prawda, ale jednak się przyznała.
-Dlaczego to ja muszę mieć tak przejebane życie?

     Przez całą podróż nie potrafiłam się skupić na drodze. Rozpraszały mnie nawet najmniejsze dźwięki. Wiedziałam, że będę musiała z nimi pogadać, ale tego nie chce!
  Zostawiłam Zayn'owi karteczkę, w której napisałam, że jadę po swoje rzeczy i nie wiem kiedy wrócę. Dodałam, że muszę to załatwić i tak dalej, ale to już nie ma wielkiego sensu. Czasami żałuje, że potrafię rozumieć świat.
 ~*~
 -Nie! Nie chce mieć z wami nic wspólnego!-krzyczałam na nich. 
-Jak ty się odzywasz do swojej matki!-wkurzył się ojciec.
-Jak ja się odzywam ? ha!-drwiłam z nich.-A kto przez całe życie mnie okłamywał ?-dodałam pakując kolejne rzeczy. Nie wiedziałam, że to będzie mój ostatni pobyt w tym pokoju.
-To nie ma nic wspólnego z tym, jak masz się do niej odzywać.-Powiedział wkurzony jeszcze bardziej. W tej chwili nie panowałam już nad emocjami.
-Tak? A kto przez całe życie był przestępcą? Nawet Własnej córce o tym nie mówić?-zadrwiłam po raz kolejny.
-Daj nam to wytłumaczyć!-powiedziała płaczliwym głosem.
-Mogliście się cały czas tłumaczyć. Ja przez was myślałam, że mam normalne życie!-wykrzyczałam pakując kolejne drobnostki.
-Bo je masz! Myślisz, że dlaczego jesteś teraz bezpieczna? Masz wszystko czego chcesz!-trzymała swego, a ojciec się jak na razie nie wtrącał.
-Nie, nie mam wszystkiego. Nie mam do was zaufania, a to przeważa ponad wszystko.-Spojrzałam w końcu w jej stronię. Cały czas płakała, ale musiałam się powstrzymać, aby jej nie przytulić. Nie chce ich znać.
-Jak możemy to naprawić?-zapytała się łamiącym głosem.
-Tego nie da się naprawić.-Wyszeptałam.

   Wzięłam torbę pełną moich rzeczy i ostatni raz spojrzałam na mój pokój. Powoli schodziłam po schodach, a oni nawet mnie nie zatrzymywali. Z jednej strony szybciej bym dojechała do 'mojego'
domu, ale z drugiej poczułam się tak, jakbym ich w ogóle nie obchodziła.
   Słyszałam tylko płacz matki i złość ojca. To nie spowodowało moje wzburzenia, lecz to, że nawet nie potrafią się obronić. Spojrzałam się w stronę schodów. Otworzyłam drzwi i wyszłam na chłodne powietrze, które było przesiąknięte kropelkami wody. Od razu poczułam się lepiej i przez chwilę pozwoliłam, aby zimny deszcz dodał mi ukojenia.
    Schowałam bagaż do bagażnika, po czym siedziałam już na swoim miejscu. Odetchnęłam kilka razy głęboko i odpaliłam silnik. Chciałam jak najszybciej opuścić to miasto i położyć się wygodnie na kanapie z daleka od tego wszystkiego.

   Po parunastu minutach wróciłam do domu. Na moje szczęście Malik był już w domu.-Nie chciałam teraz być sama. Weszłam drewnianymi drzwiami i od razu ujrzałam opartego Mulata dosłownie kawałek ode mnie. Wyglądał uroczo.
-I jak ?-powiedział jakby to była najbardziej oczywista rzecz pod słońcem.
-Nie chce mieć z nimi nic wspólnego.-Wyszeptałam zmęczona patrząc mu w oczy.
-Pokłóciłaś się z nimi?-otworzył szeroko oczy.
-Mhm.-Przytaknęłam zniechęcona.
-Nie martw się.-Szepnął, a po chwili mnie przytulił. Potrzebowałam tego teraz, więc tylko się mocniej  wtuliłam. 

01 czerwca, 2015

Chapter 11 ''ale wtedy byli dziećmi! ''

  -Nie za bardzo zrozumiałam.-Spojrzałam w jego brązowe tęczówki i dopiero teraz zorientowałam się jakie one były śliczne.
 -Alice!-krzyknęła moja podświadomość. Patrzył się przed siebie-w piękny krajobraz tego miejsca.
-Tutaj wszystko się zaczęło i dlatego ciebie tutaj zabrałem. Miałem nadzieje, że nie dojdzie do tego, ale niestety musisz poznać prawdę.-Odpowiedział i westchnął, spoglądając w moją stronę.
-To może w końcu ją powiedz.-Powiedziałam spoglądając na jego postać.
-Pamiętasz jak mówiłem ci, że wszyscy cię oszukują?-zapytał, potwierdziłam skinieniem głowy.- Twoi dziadkowie uważali ciebie za największe szczęście jakie można było dostać. Kiedyś wkurzyli się, że musieli i ciebie oszukiwać. Chcieli jak najszybciej powiedzieć ci wszystko, ale nie zdążyli.-Zatrzymał się nie wiedząc co dalej powiedzieć, ja jedynie patrzyłam się na niego w skupieniu.
-I nie zareagowali wcześniej? To niemożliwe, że i oni mnie oszukiwali. Nie wierze w to.-Zadawałam pytania, pomimo tego, że byłam spokojna, ciężko było mi myśleć racjonalnie.
-Chcieli.
-Dobra, mów dalej.
-Pomiędzy wszystkimi wybuchła wielka kłótnia. Twoi dziadkowie i moi rodzice próbowali jakoś uchronić cię przed złem, ale miałaś, a raczej masz upartą rodzinkę.-Zaśmiał się.
-Czyli, jak dobrze rozumiem to pokłócili się przeze mnie?
-Jednakże nie wiem dokładnie, jak to się stało. Zanim to się zaczęło, no, wszystko było w porządku.
-Tak z dnia, na dzień?
-Yhym.-Przytaknął.
-Ale przed czym chcieli mnie ochronić?
-A no tak.-Otrząsnął się.-Twoi rodzice kiedyś byli w jednym z najmocniejszych i najbardziej poszukiwanym gangiem, który chodził po ten planecie.
-C-co?-wydukałam.
-Tak jak powiedziałem byli poszukiwani, ale nie tylko przez policje. Szukali ich mieszkańcy wielu miast. Wiele rodzin zamordowanych dzieci, bądź bliskich ich osób. Inni z takich grup w jakich byli. Zaleźli wszystkim za skórę i to poważnie. Lecz oni nie chcieli przestawać, zaczęli jeszcze bardziej w to brnąć.
-M-moi rodzice byli przestępcami ?- wyjąkała nie mogąc uwierzyć w słowa Zayn'a. Przecież mama jest ciągle w stanie depresyjnym! nawet muchy nie tknie!
-Niestety tak.
-Ale jak to możliwe? -zadałam kolejne pytanie.
-Myślisz, że to wiem? Nie było mnie wtedy na świecie nawet. Zaczęli to około 40 lat temu.
-Ale wtedy byli dziećmi!-pisnęłam zagrywając usta dłonią.
-Owszem.
-I twoi rodzice nic nie zareagowali? A dziadkowie?
-Wszyscy byli w to wtajemniczeni. Twoi dziadkowie może nie tak bardzo, gdyż kiedyś zaangażowano ich na przewożenie różnej broni pomiędzy członkami zespołu. Moi rodzice jedynie pilnowali porządku w grupie.
-A-a moi?
-Działali w misiach. Na początku zaczęło się od zwykłych kradzieży, ale później przyspieszyło i dochodziło nawet do gwałtów, oraz mordowania.
-O cholera.
-Potwierdzam. Nie wiem za bardzo co się tam działo, wszystko opowiadali mi rodzice.
-Mów dalej.-Ledwie usłyszanym tonem wypowiedziałam słowa, próbując nie płakać.
-Kiedy ty się urodziłaś, bardziej zaczęli interesować się właśnie tobą, ale i tak nie zrezygnowali z tego. Dopiero później, około dziesięć lat po twoich narodzinach zorientowali się, że jesteś w niebezpieczeństwie. Dosłownie po tym jak.-Zatrzymał się nagle.
-Po tym jak?-spojrzałam w jego tęczówki, swoimi załzawionymi oczami.
-Jak zabili twoich dziadków.-Powiedział szybko, a ja wpadłam jak w trans. Nie wiedziałam co się dookoła mnie zaczęło dziać.
-C-co?-jąkałam się. Wstałam z mojego miejsca i targając moje włosy złapałam się za głowę. Obróciłam się w stronę wielkiego jeziora, a łzy zaczęły lecieć po mojej poczerwieniałej od zimna twarzy.
-Oni zabili twoich dziadków.-Powtórzył.
-Oni zginęli w wypadku.
-Upozorowali to wszystko.
-Dlaczego policja ich nie znalazła?-zadałam kolejne pytanie.
-Nikt tego nie wie. 
-Jak to nie wie!
-Uspokój się, Alice.-Przypomniał mi. Zapewnię teraz wyglądałam jak mały pulpet przypieczony na policzkach.
  Nie wiedziała dlaczego, ale miałam ochotę spotkać się z rodzicami i spytać dlaczego oni to robili. Po części mu wierze, pomimo, że to nie jest podobne to ich zachowania. Lecz nie chciałam w ogóle ich widzieć, to dla mnie za wiele.
-Opowiadaj dalej.-Westchnęłam.
-Kiedy zaczęło się robić niebezpiecznie, uciekliście i się ukrywaliście. Wtedy właśnie straciliśmy kontakt.-Trochę się zawahał.
-Ale nie rozumiem, dlaczego w ogóle ciebie nie pamiętam!-wkurzyłam się.
-Nie wiem, ale pewnie coś ci namieszali, nie wiem!
-To jest chore!-zbuntowałam się.
-Też tak uważam.
-Co robimy?-zapytałam próbując się uspokoić.
-Chyba będziesz musiała z nimi pogadać.
-Nie mam na to ochoty.
-Niestety, ale będziesz musiała. Nie możesz odwrócić się od nich.-Nalegał.
-Powiedział to ten, który właśnie to zrobić.-Wkurzyłam się lekko.
-Alice, ja to, ja, ty to, ty.
-Ty już się nie tłumacz sobą.
-Nie wkurzaj mnie, Alice.
-A co? Zgwałcisz mnie? A później zabijesz?-Troczyłam się z nim.
-Kuszące.-Odpowiedział. Pisnęłam zabawnie i zaczęłam biec dookoła drzew. Chłopak doganiał mnie, więc z przyzwyczajenia przyspieszyłam. Cały czas się śmiałam i próbowałam w jakikolwiek sposób się z nim droczyć. To wszystko wyglądało jak z jakiejś staroświeckiej komedii, która według mnie nie powinna być puszczana małym dzieciom, gdyż psuje ona psychikę ludzką doszczętnie.
-Oj, no nie każ mi biegać.-Zaśmiał się złowieszczo i prawie mnie dogonił, ale zwinnym ruchem ominęłam drzewo i przeskoczyłam  przez niewielkie ogrodzenie-nie wielkie dla mnie.
-Przynajmniej schudniesz.-Wytknęłam mu język.
-Ja? haha, śmieszna jesteś- widocznie bardziej go rozbawiłam. Ja nie byłam mu dłużna bo prawie zginałam się w pół ze śmiechu. Jednak lepiej to znoszę, a nie tak jak myślałam. Dziwne, ale przy nim nie potrafię się załamywać-przynajmniej teraz.
Nadal nie mogłam pojąć tego co powiedział mi Zayn. To wszystko wyglądało tak jakbym czytała jakąś paranormalną książkę. To na serio było dziwne... Dopiero minął połowa dnia, a ja na prawdę nie wiedziałam co mam zrobić. Najracjonalniejszą rzeczą jaką mogę zrobić to z nimi porozmawiać, ale nie chce być wtedy sama. Chyba będę musiała poprosić Zayn'a, aby ze mną poszedł.A może po prostu tak jak on odwrócę się od nich?
   Siedziałam w kącie swojego pokoju. Z racji tego, że już pogodziłam się z Zayn'em, ustaliśmy, że on tak jakby się do mnie wprowadzi. Miałam nadzieje, że nie odbije mi nic i nie wkurzę się na niego, a potem każe mu się wynieść.
-Dobra przesadzasz, Alice.-Powiedziałam w myślach po czym zapaliłam lampkę, którą miałam obok łóżka i zaczęłam czytać książkę-Blask.
~*~

01 maja, 2015

Chapter 10 'czy ty właśnie powiedziałaś, że nie chcesz mnie stracić?''

      Obudził mnie ciekawy zapach dochodzący z dołu domu. Przetarłam zaspane oczy i rozciągnęłam swoje długie ciało. Ostatni raz rzuciłam się na wygodny materac, a już po chwili schodziłam po starych, drewnianych schodach na dół, do kuchni. Nie potrafiłam rozpoznać tego aromatu. Był taki delikatny i znakomity, a za razem taki ostry. Przeszłam przez próg drzwi i stanęłam w miejscu, gdy zauważyłam Mulata doprawiającego coś w patelce, a obok niego cały stół jedzenia, które SAM ugotował. Odwrócił się w moją stronę z wielkim sympatycznym, a za razem uroczym uśmiechem na twarzy. Zaśmiał się (pewnie zobaczył mój wyraz twarzy).
-Część kochanie.-Powiedział wyłączając gaz. Zwinnym ruchem przerzucił zawartość naczynia na talerz.- Jak się spało?-zapytał po chwili ciszy. Nadal byłam osłupiała. Jak on ugotował tyle jedzenia i to sam?!
-Em.-Otrząsnęłam się.
   Weszłam w głąb pomieszczenia nie wiedząc co powiedzieć. Widziałam kątem oka, jak chłopak z roześmianiem patrzył na mnie. Czułam się dziwnie. Tak na prawdę to pierwszy raz w życiu nie wiedziałam co mam robić. Ciągle analizowałam słowa, które chciałam powiedzieć, ale żadne nie wydostało się z moich ust. W tej chwili miałam na serio ochotę ukryć się pod ziemią i przechować się tam do następnego wieku. Nienawidziłam tego stanu. Bałam się, że zrobię z siebie idiotkę.
-D-Dobrze, a tobie jak?-jąkałam się.
    Zayn jeszcze bardziej się uśmiechnął, a ja w końcu wróciłam do żywych. Zastanawia mnie ciągle czemu on się tak szczerzy? Bawi go to?
-Znakomicie.-Poczułam silne ramiona oplatające moją posturę.
  Przez chwilę zawahałam się, lecz zaraz wtuliłam się w niego. Nie wiem dlaczego, ale nagle poczułam się bezpiecznie. Co jest pokręcone. Może i chłopak był silny i odstraszający to i tak nie czułam się przy nim chroniona. Ciągle powtarza, że nie pozwoli nikomu mnie zranić. Coraz bardziej się przekonuje, że on mówi prawdę. Zrezygnował ze wszystkiego. Nie rozumiałam czemu. Ja bym nie potrafiła czegoś takiego dokonać nawet jeżeli szczerze mi na tym zależało. Ja bym nie potrafiła się pozbierać przy takim czymś. W ogóle teraz nie umie się poukładać pomimo, że nic się nie dzieje w moim życiu. Poprawka. Dopiero teraz zaczęło się dziać kiedy spotkałam Zayn'a. Nigdy nie sądziłam, że w jakikolwiek sposób się z nim zakoleguje. Bałam się go, a teraz czuje, że nic mi nie zrobi. Głupio to brzmi. Strasznie ciekawiło mnie to, co chłopak ukrywał. Z jednej strony nie chciałam nic wiedzieć, ale jednak ciekawość zawsze jest. Dzisiaj, a raczej w tej chwili jest za pięknie, aby to wszystko zepsuć, więc ugryzłam się w język o mały włos nie zadając pytania.
~*~
 Od razu po udanym, pysznym śniadaniu postanowiliśmy jechać dalej. Od dłuższej chwili zastanawiałam się jak chłopak mógł tak dobrze gotować? Nie no okay faceci potrafią coś upichcić, ale żeby tak wspaniale? W szczególności, że on miał mało czasu na to, a jeszcze do sklepu musiał jechać. To było  nie do pojęcia przeze mnie. 
-Skarbie nad czym się tak zastanawiasz?-zaśmiał się, a na moje policzki nie wiadomo dlaczego zagościły się czerwone plamy. Czułam się dziwie. Tak jakbym właśnie została przyłapana na myśleniu o nim.
-Y, o niczym ważnym-wypaliłam i poczułam większe palenie na policzkach. 
-Haha, no powiedz.-Nagania z uśmiechem. 
-O tym kiedy w końcu mi coś powiesz-żałowałam, że mam niewyparzony język. Spojrzałam w jego stronę i widziałam ze zrzedła mu mina. Poczułam się winna, ale czemu?
-Alice, zrozum nie chce cię stracić-powiedział z powagą  skupiając się na drodze. 
-Nie stracisz mnie.-Sama nie wiem kiedy słowa same popłynęły z moich ust. Nadal skoncentrowany był na jezdni. 
-Skąd mogę mieć pewność. Przecież możesz mnie znienawidzić.-Odparł nie zwracając już uwagi na mnie. 
 Zastanawiałam się nad tym co mam mu odpowiedzieć. W końcu nie mam pewności co on ukrywa i czy na serio się na niego nie wkurzę. Lecz to nie jego wina. Chyba. Babcia kazała mu zaufać, więc to chyba nie odpowiednio gdybym się od niego odwróciła.
-Nie odwracam się od ludzi, którzy są spokrewnieni w jakikolwiek sposób z dziadkami.-Odpowiedziałam już odwracając od niego wzrok. 
-Co?-widocznie się zdziwił, ale i tak nie miałam ochoty mu już nic tłumaczyć, więc zaczęłam oglądać widoki za szybą. Piosenka, która właśnie leciała zdołowała mnie. Deszcz za oknem wcale nie pomagał. Nie powinnam tego mówić, ale taka prawda. Nie jestem osobą, która kłamie. W szczególności, że muszę mu zaufać bo tak mówiła babcia, a po za tym znał się z moją rodziną. Lecz do jasnej cholery czemu nie powie mi wprost tego co chce?! -Przepraszam.
-Co?-powtórzyłam pytanie, które niedawno sam wypowiedział. 
-Nie powinienem tak zwlekać, ale też musisz mi dać czas. Dopiero nie dawno po wielu latach cię spotkałem i boje się. Cholernie boje się, że cie stracę. Ponownie. Najgorsze jest to, że ty nic nie pamiętasz i myślisz, że świat jest cudowny, ale prawda jest inna. Wyglądam na osobę, która nic nie czuje, ale to jest nie prawda. T-to po prostu jest chore. Cały ten świat jest chory i powalony, a my wszyscy tworzymy pozory. Nic nie trwa wiecznie niestety, a ja nie mogę tak dalej odciągać się od wyjaśnień, ale to trudniejsze, niż wygląda. Wiesz co jest gorsze od tego, że ty nic nie pamiętasz?-zaprzeczyłam głową nadal patrząc na jego idealne rysy twarzy. -Najgorsze jest to, że nikt nigdy nie wie kiedy jest nasz koniec, a gdy mój nastąpi wcześniej nim ci powiem, nie poznasz prawdy. No chyba, że znowu będziesz leciała od babć do ciotek.-Dokończył, a po jego policzkach popłynęły duszone łzy. Chłopak dawno stanął na poboczu, więc bez żadnych problemów mogłam złapać jego policzek i wytrzeć gości, którzy niszczyli piękną doskonałość.
-Nie mów tak Zayn. Nie pozwolę nikomu mi cię zabrać.-Mrugnęłam pocieszająco. 
-Czy ty właśnie powiedziałaś, że nie chcesz mnie stracić?
-Ymhm.-Przytaknęłam.-Nie przyzwyczajaj się.-Dodałam na co chłopak się zaśmiał i odpalił ponownie samochód. Znowu przez drogę nie odzywaliśmy się, a mnie to zaczynało wkurzać. Nie lubiłam ciszy, a już wtedy gdy ktoś jest przy mnie.
-Zayn.-Jęknęłam niechętnie odwracając się w jego stronę. Zaśmiał się.-Bardzo śmieszne, ja tutaj się zanudzę na śmierć!-Krzyknęłam śmiejąc się, a za razem ziewając.
-Jesteś niemożliwa.-Poruszał zabawnie brwiami, a ja przewróciłam oczami. -Ty chyba nie myślisz, że stanę tylko dlatego, że ty chcesz się pobawić.-Dodał. Moje oczy automatycznie się powiększyły, a gdy on zrozumiał sens wypowiedzianych słów parsknął głośnym śmiechem parę sekund po mnie.
-Co ty sugerujesz?-zaśmiałam się z jego głupoty po raz setny dzisiaj.
-Nic.-Próbował się opanować, lecz mu to nie wychodziło.
     Przez całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie. Na początku nie potrafiłam się z tym pogodzić, ale jednak przywykłam do tego. Cisza, która ogarniała samochód nie była taka wkurzająca, a cichy rytm wolnej piosenki mieszał się z odgłosami mijających nas  pojazdów. Nie chciałam zaczynać niepotrzebnego tematu, gdyż nie jestem osobą, która lubi niszczyć takie chwile. Niestety gdyby mój rozum rozłączył się na chwilę i zatopił się w oddali, tak jak muzyka, która uderzała o kąciki moich uszu, docierając do ich środka, rozkoszując i uspokajając moje wnętrze.
-Lubisz rysować?-spokój, przerwał głos Malik'a.
-C-co?-wypaliłam głupio, nie wiedząc o co chodzi.
-Czy lubisz malować, szkicować?-Powtórzył pytanie.
-Lubię? ale to nie jest jakaś pasja. Prędzej zabicie czasu.-Odpowiedziałam.
-Miałaś jakiś rysunek, który ci się spodobał?-ponownie zapytał. Zdekoncentrowałam się i spojrzałam na niego głupio, próbując przypomnieć sobie wszystko, co narysowałam.
-Em, chyba rysunek chłopaka, który zrobiłam kiedy było mi nudno na lekcji historii-przez głowę przeleciał mi obrazek mojego szkicu. Te idealne rysy i błękitne oczy. Wszystko było szare, tylko tęczówki się wyróżniały i to dawało piękny dla mnie efekt. W prawdzie nie był on profesjonalny, tylko amatorski, ale jednak coś mnie tchnęło na niego. W skrócie-chłopak ideał. ''Szkoda, że tylko na kartce''-pomyślałam.
-Masz może go?
-W domu, a co?
-Nic, ciekawi mnie, jak wygląda twój chłopak marzenie.-Odpowiedział, a ja pokiwałam głową, próbując wyrzucić z siebie myśl, że czytał mi w myślach. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc milczałam.
~*~
 Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam. Obudził mnie cichy głos Mulata, który uświadomił mi, że w końcu dojechaliśmy do domu. Niechętnie wyprostowałam swoje ciało i zaczęłam otwierać drzwi. Od razu uderzył we mnie powiem wiatru, który sprawił na mojej skórze, drgawki. Szybko przebiegłam do małej chatki drewnianej i próbowałam jak najszybciej przekręcić zamarznięty zamek. Gdy mi się to udało, jak poparzona wleciałam do mieszkania i pobiegłam do kuchni. Słyszałam jedynie głośny śmiech chłopaka, który przyglądał mi się od samego początku. Zignorowałam go, po czym wstawiłam wody w czajniku i przygotowałam dwie herbaty. Wprawdzie nie mówił, że chce cokolwiek do picia, ale kierowałam się przeczuciami. Tak prawie w każdej sprawie. Jak ja się ciesze, że nie mogę głosować. Przewróciłam oczami na swoje myśli. 
-Przez chwilę myślałem, że wojsko zdemolowało dom.-Po raz kolejny parsknął śmiechem, żartując sobie z przed momentowej sytuacji. 
-Bardzo śmieszne. Zobaczymy jak ty kiedyś zareagujesz podobnie na tą głupią zimę.-Wytknęłam mu język i wyłączyłam gotującą się wodę, zalałam przygotowane przeze mnie kubki i podałam jeden Mulatowi. 
-Dziękuje.-Opowiedział.


-Proszę.


     Słabe promienie słońca odbijały się o błękitną taflę wody. Chłód zaczął ginąć i powoli robiło się cieplej. Pomimo tego, nadal nie uważałam zimy za swojego przyjaciela. Usiadłam na wielkim kamyku, a raczej dużej skale. Zayn ponownie zabrał mnie do tego samego miejsca, co wcześniej. Jezioro zmieniło się tylko pod względem ilości, a raczej braku lodu na sobie, a brzegi, oraz inne rejony tego pięknego miejsca, takie jak las, zaczął zmniejszać swoją pokrywę śniegową.
-Ostatnio jak tutaj byliśmy, pokłóciliśmy się.-Przypomniałam niechętnie, gdy usłyszałam ciche kroki za sobą.
-Racja. Zakończyło się kłótnią.-Poparł.-Ale to właśnie tutaj zaczęło się wszystko. 


24 kwietnia, 2015

chapter 9 ''A tak serio?''

Tak jak mówił Zayn wyszłam po paru dniach. Poznałam go troszeczkę lepiej i uważam, że nawet fajny jest bez tych wybuchów złości. Teraz aktualnie jedziemy do mojego domu w jego aucie, gdyż moje jest w naprawię.
-Ej, a w ogóle jak ja tam leżałam? Przecież jestem nieletnia i nie mogę bez powiadomienia rodziców siedzieć sama w szpitalu.-Zapytałam pytanie, które od dawna krążyło w mojej głowie. Widziałam jak dziwnie się na mnie patrzył, a później fuknął pod nosem teatralnie.
-Powiedziałem im, że jestem twoim chłopakiem i twoi rodzice są w innym państwie.-Mówił uważnie przyglądając się drodze, a ja otworzyłam szeroko usta, a później zaczęłam się śmiać.
-Ale tępaki.-Odparłam opierając swoją głowę o szybę. Za oknem padał śnieg z deszczem. Jak ja nienawidzę zimy! Miałam jeszcze coś powiedzieć, ale jednak zrezygnowałam. Panująca cisza nieźle mnie wkurzała, dlatego chciałam, aby jak najszybciej zaczął jakiś temat. Niemal modliłam się o to. Gdy nic się nie odzywał postanowiłam sama powiedzieć pierwsza.-Długo jeszcze?-gardziłam się w myślach, ale to była jedyna wymówka na rozmowę.
 -Nie skarbię. Jakieś dwie godziny.-Odpowiedział, a ja jęknęłam niezadowolona.
-Nie ma jakiś skrótów?-zapytałam wzdychając.
-Niestety misiek nie ma.-Również westchnął.-Śpiąca jesteś?-pokiwałam twierdząco głową. Skręcił w Ścieszkę prowadzącą w sam środek lasu.
-Zayn?-skołowana nie wiedziałam co robi.
 -Spokojnie zaufaj mi.-Jeszcze raz skręcił, a przed moimi oczami zauważyłam wielki drewniany domek. Podobny do mojego, ale ten miał inny kolor i konstrukcję.
-Gdzie my jesteśmy?-zapytałam jeszcze bardziej zdezorientowana, ale jednak pewniejsza niż wcześniej.
-To mój stary domek. Mieszkałem tutaj od razu po tym jak urwał się mój kontakt z rodzicami.-Wzruszył ramionami.
-Nie rozumiem czemu mówisz o tym jak o niczym. To twoi rodzice.
-Alice, zrozum w końcu. Oni nic dla mnie nie znaczą. Dla mnie ważna jesteś ty i nie mam zamiaru kolejny raz cię stracić.-Powiedział równie delikatnie tak jakby to w jaki sposób mówi miałoby mnie zniszczyć.
-Ja nigdy tego nie zrozumie. Jak w ogóle można uważać swoich rodziców za nikogo takiego?- Spojrzałam prosto w jego oczy i widziałam w nich ból i złość, które wzajemnie walczą ze sobą.
-Bo ty uważasz swoich rodziców za idealnych, a wcale tak nie jest.-Teraz wiedziałam, że się wkurzył, ale jednak coś we mnie nie chciało skończyć tego tematu.
-No to może w końcu powiesz o co do cholery chodzi!-Oburzyłam sie tak samo jak on.
-Co? Tchórzysz jak widać. Wiesz czemu? Bo ty udajesz, że coś wiesz! To całe mówienie na okrągło zaczyna wkurzać!-Krzyczałam  bardziej wkurzona, a w moich płucach poczułam ból co zignorowałam.
-Nie tchórzę tylko nie potrafię cię zranić do cholery! -Też krzyknął, a przez moje ciało przeszedł dreszcz. Wyszedł z auta trzaskając drzwiami i pokierował się w stronę domu. Również wyszłam, ale nie ruszyłam się z miejsca. Nie miałam zamiaru tak po prostu odpuścić. Nie teraz. Chłopak nie zareagował, więc i ja nie chciałam się ruszyć. -Idziesz?!
-Nie!-Zaczęłam kierować w stronę szumów drzew. Widziałam jak niedaleko jest jakieś jezioro, więc miałam ochotę tam posiedzieć.
-Co ty odpierdalasz?!-ponownie usłyszałam krzyk Mulata, który od razu zignorowałam. -Nie wkurwiaj mnie bardziej!-On jest wkurzony? No nie!
-Dobranoc! -Wrzasnęłam odchodząc dalej. Wiedziałam, że w lesie nie powinno się krzyczeć, ale miałam w tej chwili taki mały kryzys. Odeszłam jeszcze kawałek, tak, że nie widziałam już chłopaka. Usiadłam na wielkim kamieniu oglądając wielkie jezioro.
-Ty chyba pojebana jesteś, że będziesz siedzieć sama w LESIE.-Stawił nacisk na ostatnie słowo. Zmarszczyłam brwi.
-Widzę, że ci przeszło.-Jęknęłam gdy zawiał zimny wiatr w stronę mojej twarzy. Mulat się zaśmiał.
Ale po chwili patrzył się na mnie poważnym wzrokiem. Tak, że aż przeszły mnie ciarki.
-Przepraszam.-Powiedział już normalnie. A ja w jednej chwili poczułam się winna, bo to ja go sprowokowałam.
-Nie to ja przepraszam.-Już nie patrzyłam na jego idealną twarz, tylko na cichą wodę.
-Nie masz za co. Ja.. Po prostu dziwnie się czuje bo nie potrafię się kontrolować nawet przy tobie.-Kątem oka zauważyłam, że tak samo jak ja patrzy się przed siebie w ciemne niebo i gładką wodę.
-Potrafisz. Tylko, że ja cię sprowokowałam to tego. Przecież musisz w końcu przyznać sam przed sobą, że jesteś kimś innym, niż złym chłopcem. -Ponownie spojrzałam w jego ciemno brązowe oczy, które w świetle jasnego księżyca lśniły. -A ja postaram się ci pomóc.-Lekko się uśmiechnęłam i przytuliłam się do chłopaka wtulając się tak, jakby jutro miał być koniec świata.
-Wystarczy, że jesteś obok, a mam ochotę skakać z radości.- Zaśmiałam się na ten komentarz.
-Em, Zayn.-Zawahałam się.
-Tak skarbie?-powiedział słodko, a ja aż pożałowałam tego, że chciałam się go o to zapytać, ale jednak słowa same wypadły z moich ust.
-Dlaczego ty tak słodzisz?-zaczęłam się śmiać razem z chłopakiem.
-Bo jesteś dla mnie wyjątkowa i chce ci to okazać-Dalej się śmiał.-Nigdy w życiu nie słodziłem dziewczyną, więc jesteś pierwsza i jedyna.-Dodał.
-A tak serio?-nadal nie potrafiłam przestać się śmiać z własnej głupoty.
-Tak naprawdę to jesteś dla mnie jedyna i czuje, że muszę..-Zawahał się.-Czuję, że muszę wymyślić jakąś sensowniejszą wymówkę bo robię z siebie idiotę.-Kolejny raz parsknęłam głośnym śmiechem.
-Po prostu powiedz prawdę, a nie zrobisz z siebie idioty.-Uśmiechnęłam się cwaniaczko ruszając zabawnie brwiami.
-Mówię ją.-Odparł.-A teraz chodź do domu bo zamarzniesz mi, albo wiatr mi cię porwie. -Oburzyłam się i walnęłam go z pięści w ramię. Zeszłam z wielkiego kamienia, a raczej miałam ochotę zejść. Potknęłam się i prawię zleciałam z niego, ale Zayn zdążył mnie złapać. Zaczął mnie nieść na ramionach w stronę domu, a ja nawet nie miałam zamiaru protestować

Chapter 8 'Szpital'

      Wielka fala bólu przeszyła każdy milimetr mojego ciała, abym po chwili wygięła się w ług ponownie opadając na coś zimnego. Nerwowo próbowałam ruszyć czymkolwiek, ale niestety nie powiodły się moje starania. Chciałam otworzyć chociaż oczy, lecz nie potrafiłam nawet tego. To tak jakby ciało umarło, a pozostał tylko zdenerwowany i skołowany rozum, który nie wie co ma zrobić. Kolejny niekomfortowy ból przeszywający mnie od środka. Dookoła powoli zaczęłam słyszeć hałas. Następny napad bólu w okolicach klatki piersiowej. Miałam ochotę pisnąć, lub chociaż krzyknąć. Nie potrafiłam. Po chwili w końcu udało mi się usłyszeć i zrozumieć krzyk oznaczający ''Jeszcze raz" i tym razem ból był większy, a ja miałam wrażenie, że wszystkie moje narządy wewnętrzne zaraz eksplodują pod nadmiarem tego uczucia. Jakaś maszyna obok mnie z wkurzającego pisku zaczęła równomiernie pikać, a hałas zaczął ucichać.
   Zimny obiekt na mojej twarzy wybudził mnie ze snu. Przerażający paraliż w klatce piersiowej nasilił się, gdy samodzielnie wzięłam większy wdech. Otworzyłam swoje oczy mrugając parę razy, aby przyzwyczaić je do panującej tutaj jasności. Przymknęłam powieki, aby po chwili je otworzyć. Pierwsze ci ujrzałam to uderzająca ostrą biel. Dopiero po paru sekundach skapnęłam się, że przestrzeń, na którą się patrze to wielki szarawy sufit, a ten chłodny obiekt do dłoń Mulata.
-Dzięki Bogu, że nic ci nie jest.-Usłyszałam delikatną barwę głosu. Otworzyłam usta, aby coś powiedzieć, ale chłopak mnie uprzedził.-Nie, nie mów nic. Chciałbym cię przeprosić bo nie powinienem wtedy tam być i gdyby nie ja.-Zawahał się na chwilę.-Gdyby nie ja na pewno byś nie stała oko w oko ze śmiercią.-Jego głos się łamał, ale nie miałam siły, aby coś powiedzieć. Złapałam lekko jego dłoń i odeszłam w krainę Morfeusza. 

  ~*~
Powoli otworzyłam swoje powieki, aby ponownie przywitać się z denerwującym światłem. Chłopak siedział w tym samym miejscu co wcześniej tylko miał położoną głowę na łóżku i najwidoczniej słodko spał. Nadal nie wiadomo czemu trzymałam jego dłoń, ale też nie miałam zamiaru jej puszczać. Dziwnie się czułam, lecz jednak w pewnym sensie dobrze mi było. Z jednej strony w małym sensie lubiłam Zayn'a, a z innej go nienawidziłam, ależ to skomplikowane! Sama nie wiem co czuć. To jest takie... Inne. No bo w końcu ile osób ma takie życie, jak ja? Na pewno nie wiele, a może w ogóle. Głównie zastanawiało mnie to czego nie wiem. Może to i dobrze, albo i nie. Nie wiem. Chociaż szczerze boje się tego co mogę od niego usłyszeć.
-Jak się czujesz?-usłyszałam zaspany głos Mulata. Automatycznie spojrzałam się w jego stronę i zauważyłam ślady po pościeli na jego prawym policzku i zaspane, oraz czerwone oczy. 
-Ym, dobrze, a ty?-zapytałam.
-Świetnie.-Lekko się uśmiechnął i poprawił na (na pewno nie wygodnym) krześle. -Jesteś głodna ? Przynieść ci coś? -zadawał pytania, a ja tylko zwinnie zaprzeczałam.
-Zayn?-starałam się, aby mój głos nie przypominał w żadnym wypadu obitego szczeniaka. Patrzył się na mnie pytająco.  Westchnęłam.
-O co chodzi z moimi dziadkami?-w końcu udało mi się wydobyć z siebie jakieś bezsensowne pytanie. 
-Ah. Wiedziałem, że się o to zapytasz. Opowiem ci na spokojnie, jak już wyjdziesz ze szpitala. Nie chce ryzykować bo nie powinnaś się denerwować.-Pokiwałam twierdząco głową.-Prawdopodobnie jutro, ale możesz jeszcze z dwa dni poleżeć. -Uprzedził moje pytanie, a ja ponownie uczyniłam ten sam gest co przed chwilą. 
-Opowiedz mi coś o sobie.-Spojrzał na mnie, ale jednak zaczął mówić.
-Więc jak już zdążyłaś się dowiedzieć to jestem Zayn. Zayn Malik. Hm. Właściwie to nie mam nikogo z rodziny. Rodzeństwa nie miałem, a rodzice się mnie wyparli, gdy dowiedzieli się, że cię szukam. Uczyłem się i pracowałem na siebie, aż nie postanowiłem cię odnaleźć.Tak naprawdę nie za bardzo jest co o mnie opowiadać. A i mam 20 lat. -Odparł, a ja, aż z wrażenia otworzyłam usta. Automatycznie się zaśmiał. -Moje życie jest nieważne liczysz się tylko ty. -Jego uśmiech się powiększył tak, że można porównać go z wielkim żółtym bananem. 
-Nie rozumiem.-Odparłam.
-Nie ważne.-Zaśmiał się ponownie, a ja już nie wytrzymałam i zaczęłam razem z nim się śmiać. 

17 kwietnia, 2015

Rozdział 7 'Moja mała, Alice''

 Spojrzałam się na małe zwierzątko, które zszokowane patrzyło w moją stronę. Zayn doskonale wiedział, że to mój słaby punkt. Trzymał to jakby wiedział kiedy ma go użyć. Czułam to. Nie musiał tego robić. Dobrze wiedział co się stało i kiedy. Doskonale wiedział, że jak powie coś o nich od razu do niego przybiegnę. Chyba ma racje.
Do: Your_bad_angel_babyxx : Nie rozumiem o co ci chodzi. Najpierw daj jakiś dowód na to, że znałeś moich dziadków. Wtedy uwierzę, że masz coś wspólnego z moim życiem. Jak na razie nie mam zamiaru ci ufać.
 Po moich policzkach zaczęły lecieć słone łzy, jedna po drugiej. Nie musiałam długo czekać na odpowiedź z jego strony. Była wręcz dynamiczna. Lecz to co napisał dogłębnie mnie zszokowało i przestraszyło.
Od: Your_bad_angel_babyxx: Pamiętasz tego chłopaka ze wspomnień? to ja. Nasi rodzice i dziadkowie przyjaźnili się od pokoleń, lecz to się zmieniło, gdy przyszłaś na świat. Kiedyś byliśmy przyjaciółmi dopóki mi cię nie zabrali.
Do: Your_bad_angel_babyxx: Nie rozumiem.
Od: Your_bad_angel_babyxx: Tutaj nie ma co rozumieć, Alice. Nie chciałem na ciebie tak naskakiwać za każdym razem. Kocham cię i cały czas uważam ciebie jako moją malutką przyjaciółeczkę.
  Nie wytrzymałam już i wylogowałam się z Wattpad'a. Wstrzymałam powietrze powstrzymując łzy napływające do moich już zapuchniętych oczu. Co się ze mną dzieje? Powinnam odpowiedzieć na to pytanie, ale nie wiem nic. Czuje się taka...Pusta. Oszukiwana przez całe swoje życie. Mimo, że nie wiem co jest prawdą, a co nie.
-Alice! -Krzyknęłam zdenerwowana rzucając pierwszy lepszy przedmiot, który złapałam w ręku. Był to czarny kubek, który kiedyś dostałam od znienawidzonego wujka. Obrazował on dwie wpatrzone w siebie żyrafy na łące. On zawszę powtarzał, że to symbolizuje w  dziwną przyjaźń. Niecodzienną gdyż jeden jest wpatrzony w drugiego, kiedy tamten patrzy się za niego.

''Widzisz pierwszą i drugą. Lecz tylko jedna patrzy ufnie na swojego towarzysza. Wie kim jest i czuje coś do niego mimo, że spiera się w tym. Jest wpatrzona nie dlatego, że go kocha tylko dlatego, że od niego zależy jej życie.''

   Przez moją głowę przeleciało wspomnienie jak próbował mi to wytłumaczyć, ale nigdy mu to nie wychodziło. Miałam wtedy 6 lat! W ogóle nie wiedziałam co to znaczy miłość, a co dopiero ją zrozumieć. Nawet teraz gdy mam 17 lat jej nie rozumiem. Dla mnie nie istnieje miłość tylko zwykłe zauroczenia, które sobie wmawiamy.  Nic nieznaczące wypowiedziane słowa, które ranią. Można tak to powiedzieć. Nie szukam czegoś w co nie wierze, więc nie szukam też ukrytej miłości.
  Wstałam i odłożyłam laptopa na kanapę. Mam dość tego, że każdy może sobie mną ''pomiatać'' poszłam do łazienki, aby się trochę odświeżyć. Jeżeli nie dowiedziałam się nic sensownego od Zayn'a dowiem się od dalszej rodziny. Ktoś w końcu musi coś wiedzieć, prawda?
 ~*~
 Od paru minut stoję przed drzwiami i nikt mi nie otwiera. Postanowiłam jeszcze raz zadzwonić dzwonkiem. Może po prostu mnie nie słyszeli. Po krótkiej chwili usłyszałam jak drzwi ulegają i otwierają, a przed moimi oczami pojawiła się starsza kobieta, która od razu gdy mnie zobaczyła rzuciła się na mnie z uściskami co automatycznie oddałam.
-Alice! Moja droga Alice! Jak ja cię dawno nie widziałam!-Płakała mi w ramiona. Gdy odsunęłam się na chwilę od niej mogłam w pełni zobaczyć jak wyglądała. Starsza pani. Około 72 lat. Duże zielone oczy i lekko skrzywiony nos. Otaczające je zmarszczki postarzały ją, a długie siwe włosy zapierały dech w piersiach. Mimo tego wieku ona zawszę miała grube, gęste włosy. Wyglądała uroczo. Miała stary, przydłuży sweterek i luźnie spodnie. Widziałam, że jej się trochę przytyło przez te parę lat. 
-Babcia!-Jeszcze raz mocno ją przytuliłam. Pani Loren była najlepszą przyjaciółką mojej babci i od samego początku, gdy ją poznałam uważałam ją za babcie. Była moją drugą babcią. 
-Oj, Alice! Jak ty wyrosłaś. Wchodź!- Krzyknęła szczęśliwa przesuwając się w tył i robiąc mi miejsce. Pierwszy raz od paru lat weszłam do tego domu. Jak ja za nim tęskniłam. 
-Babcia ty znałaś moją rodzinę od bardzo, bardzo dawna, prawda? -zaczęłam niepewnie siadając na kanapie. 
-Oj skarbie. Skąd takie pytanie?-jej głos był niski, ale czuły. Zawszę mnie uspokajał.
-No bo...-Nie wiedziałam jak mam zacząć.-Parę dni temu poznałam takiego Zayn'a-Zawahałam się spoglądając na jej twarz. Miała zaskoczoną minę. 
-Zayn Malik?-kruchy głos się zaciął, a przez moje ciało przeszedł dreszcz. W końcu przypomniało mi się, że nadal nie znam jego nazwiska. 
-Ym, ja nie wiem. Chyba tak.-Zawstydziłam się tym, że nie wiem nawet jak nazywa. On wie tyle o mnie, ale ja nie wiem nic. Jak ja mogłam być głupia i mu zaufać? 
-Ah i co ci powiedział?-widocznie zaciekawił ją ten temat. 
-No, że muszę się czegoś dowiedzieć o sobie, i że wszyscy mnie okłamywali.-Spuściłam głowę.-Wiesz może coś o tym, babciu? -złapała moją dłoń w swoją.
-Moja mała Alice. Czyli nadal nic nie wiesz?
-Czego? -zszokowała mnie tym pytaniem. Czyli to prawda co mówi Zayn. Co ja zrobiłam..
-Niestety nie mogę ci tego powiedzieć, gdyż obiecałam twojej babci, że to ci Zayn powie. Zaufaj mu.-Poczułam ukucie w sercu. Żałowałam, że tak go potraktowałam. 
-Tylko jest problem...
-Jaki ?-przerwała mi szybko.
-Tak jakby się z nim pokłóciłam.-Odparłam, a ona się skrzywiła. kolejny raz nie rozumiem...
-Co zrobiłaś?!-krzyknęła zszokowana, a ja tylko się zgięłam na pół. 
-Pokłóciłam się. No bo on jest taki zmienny. Ja pierdole, aż ma się go czasami dość.-Odpowiedziałam wkurzona jego zachowaniem.
-Alice, nie przeklinaj! On był kiedyś inny. Ty go tak zmieniłaś. Kiedy twoi rodzice cię zabrali...On się stoczył i gdyby nie twoja babcia szukałby cie do końca życia. -Siedziałam wpatrując się w nią szeroko otwartymi oczami. 
-Jak to?-z trudem wydusiłam.
-Poczekaj. Zadzwonię do niego i powiem żeby przyszedł...
-Nie!-Przerwałam jej krzykiem, a ona, aż podskoczyła. Nie wiem czemu tak zareagowała. Coś we mnie krzyknęło. -Przepraszam. Może ja to załatwię? -dodałam ze sztucznym uśmiechem.
-Dobrze skarbie.-Przytuliła mnie ponownie, a ja tylko się wtuliłam w jej ciepłe ciało.
-Do zobaczenia, babciu.-Pożegnałam się z Loren i gdy już miałam wsiadać do swojego samochodu, zatrzymał mnie jej niski, kruchy głos.
-Alice, pamiętaj. Zaufaj Zayn'owi to dobry chłopak. Wpadnij do mnie niedługo!-krzyknęła i się zaśmiała.
-Dobrze przyjadę niedługo!-odkrzyknęłam. Pomachałam ręką na koniec i odpaliłam silnik. Była już dziewiętnasta, a ja coś czułam, że nie zdążę wejść do cioci. Miałam w planach odwiedzenie jeszcze trzech osób, ale waham się nad tym. Może powinnam posłuchać babci i pogodzić się z Zayn'em? 
-No tak Alice. Pogódź się z nim i znoś te jego babskie humorki.-Prychnęłam pod nosem. Zaczęłam się śmiać z własnej głupoty. 
  Może on wcale nie jest taki zły. Przecież nie zabił mnie. Dobra Alice to był zły przykład. No ale jak mam dać jakikolwiek przykład jak ja go w ogóle nie znam. -Dobra muszę się z nim pogodzić nie ma innej opcji.-Westchnęłam i patrzyłam się tępo w drogę.
- Wybaczam ci.-Usłyszałam niski głos tuż zza moimi plecami, a ja zaczęłam gwałtownie hamować. Pojazd ślizgał się i toczył się jeszcze przez parę sekund, a później stanął przed wielkim drzewem. Uderzając z hukiem o niego. Złapałam się za serce i próbowałam nerwowo złapać oddech. -Boże!.-Słyszałam, że tylne drzwi się otwierają i z trzaskiem otwierają się koło mnie. Nadal nerwowo łapałam powietrze, a przed oczami robiło mi się ciemno. Wszystko wokoło mnie było niewyraźne. Ostatnie co usłyszałam to krzyk Zayn'a ''Alice przepraszam nie umieraj!'' Zdziwiło mnie to, że się bał, ale nie miałam siły na nic. Poddałam się bez walki i popłynęłam spokojnie w czarną i przyjemną ciemność. 

11 kwietnia, 2015

Rozdział 6 ''Edward''


 ~*~
-Alice. Proszę, zamknij oczy.-Siedzieliśmy już w moim samochodzie gdzie to on prowadził ponieważ nadal nie wiedziałam gdzie się wybieramy. Posłusznie uczyniłam to o co mnie ''poprosił'' lekko zszokowana. -Weź głęboki wdech i wydech. Powoli. -Znowu zrobiłam to co mi powiedział. Czułam się taka zrelaksowana. -Oczyść swój umysł z jakichkolwiek nurtujących cię pytań i myśli.- To było trudniejsze, ale atmosfera jaką teraz czułam pomagała. Byłam taka spokojna. Tak jakbym była w raju gdzie wszystko jest cudowne i bajkowe. -Powoli i dokładnie spróbuj skupić swoją uwagę na pierwszym twoim wspomnieniu.- Zmarszczyłam brwi i próbowałam cofnąć się do moich pierwszych wspomnień. -Co widzisz?-Zaczerpnęłam powietrze i powoli zaczęłam dyktować to co właśnie pojawiało się przed moimi oczami, a raczej w ciemnym świecie wspomnień. 
-Widzę siebie. Byłam mała. Jakbym się dopiero urodziła.-Odparłam pchając się bardziej w wspomnienia. 
-Co widzisz dalej? 
-Widzę Biały pokój i wiele łóżek. Szpital. Widzę moją mamę. Młodą i szczęśliwą.  Widzę mojego tatę, który łapie mnie za milimetrową dłoń. Jest taki czuły i zupełnie nie podobny. Za rodzicami stoi mały chłopczyk. Uśmiecha się. -Otworzyłam swoje oczy zszokowana tym, że właśnie zobaczyłam swoje pierwsze dni. Poczułam coś na swojej dłoni i szybko spojrzałam w jej kierunku, a później na uśmiechniętą twarz Zayn'a. Zmarszczyłam brwi. Nie rozumiem.
-Miałaś wtedy zaledwie tydzień. -Usłyszałam cichy szept. Tego w ogóle nie zrozumiałam.
-Skąd ty to wiesz? Skąd ja to w ogóle pamiętam? 
-Dowiesz się tego w swoim czasie. -Już później nikt z nas się nie odezwał dopóki nie poczułam, że hamujemy i właśnie teraz pierwszy raz podczas podróży wyjrzałam przesz szklaną powłokę. Dookoła był las. 
-Zayn?-Powiedziałam rozglądając się na wszystkie strony. 
-Spokojnie chce ci coś pokazać. -Wyszedł z pojazdu i okrążył go po czym otworzył mi drzwi. 
-Dzięki.-Szepnęłam wychodząc. Chłopak zamknął samochód i schował kluczyki do kieszeni swojej skórzanej kurtki. Usłyszałam szelest liści. Szybko się cofnęłam wpadając na Zayn'a na co on mnie złapał i się zaśmiał. Od razu na moje policzki przyleciały niechciani goście.
-Przepraszam.- Spuściłam głowę. Nie wiedziałam dlaczego on tak na mnie działa.
-Słodko się rumienisz. -Odpowiedział biorąc moją małą dłoń w swoją przez co od razu poczułam jakby kopnięcie prądu. Na co się zaśmiałam razem z chłopakiem. 
 Czyżby nasze relacje się poprawiły? 
Zapytałam siebie w myślach, ale od razu się skarciłam. 
Szliśmy w ciszy nadal trzymając się za ręce. Nie wiem czemu, ale nie chciałam puszczać go. Mi to nie przeszkadzało i widocznie mu również.
-Zaaaayn długo jeszcze ?- Spytałam znudzona chodzeniem w nieznanym kierunku. Chłopak jak na zawołanie zaśmiał się.
-Nie, zaraz będziemy.- Odpowiedział, a ja poślizgnęłam się na lodzie, lecz na szczęście mocne ramiona zdążyły mnie złapać na czas. 
-Dzięki. Nienawidzę zimy.-Powiedziałam lekko wkurzana, że o mały włos nie zostałam skompromitowana. 
-Wiem to od dawna -Zaśmiał mi się prosto w kark przez co po moim ciele przeszła fala nieprzyjemnych drgawek.
Dalej szliśmy w ciszy. Jakoś podczas drogi nikt nie chciał się odezwać. Ironia losu, prawda? 
~*~
  Stałam rozglądając się niedowierzająco. Dookoła mnie było biało przez lśniący śnieg, który i tak gdzieniegdzie topniał. Duże, stare drzewa bez liści wydawały się takie samotne i bezsilne. Woda zamarznięta wyglądała jak lodowisko, lecz gdyby się na niej stanęło na pewno pękłaby powłoka, która dzieliła lodowatą wodę.  To wszystko wyglądało pięknie, że aż z wrażenia nie potrafiłam się odezwać.
-Pięknie, prawda?-dopiero po kilku chwilach zachwytu udało mi się spojrzeć na mojego ''towarzysza''. Pokiwałam twierdząco głową i uśmiechnęłam się szeroko bo za chłopakiem na niewielkim drzewie siedziała wiewiórka, która wyglądała jakby chciała udawać Zayn'a. Nie patrząc na nic zaczęłam się z niej śmiać. To po prostu wyglądało komicznie. -Mam coś na twarzy czy coś? -zapytał przykładając ręce do twarzy i już nie wytrzymywałam gdy wiewiórka powtórzyła ten czyn.
-Jak ja cie kocham!-krzyknęłam do wiewiórki, a Zayn chyba pomyślał, że to do niego bo szeroko się uśmiechnął podnosząc jedną brew. -Nie ciebie debilu.-Powiedziałam i podeszłam do małego zwierzątka, które na chwile się cofnęło.-Chodź, nic ci nie zrobię. -Mówiłam szeptem i po chwili mała istota powędrowała na moją dłoń, a z niej na lewe ramie.
-Myślałem, że to do mnie! FOCH- Udawał obrażonego. Co?!
-Nie wiedziałam, że jesteś gejem-Uśmiechnęłam się do niego zadziornie, a on zmarszczył brwi. Westchnęłam ciężko. -F.O.C.H -Fachowe obciąganie chuja. -Pogłaskałam moje małe zwierzątko, a chłopak wyszczerzył oczy. -No co? Mogę chyba głaskać Edwarda.-Dodałam na co parsknął śmiechem. -Pff, faceci i to tego geje. Z kim ja tutaj się znalazłam.-Udałam załamaną siadając na wielkim kamieniu.
-Nie jestem gejem. -Odburknął. Zaczął się kierować w stronę zejścia do wody.
-Zaayn?-zapytałam zszokowana jego (Miejmy nadzieje, że nie ) ''głupotą''
-No co? -powiedział obojętnie.
-Zayn! -krzyknęłam podnosząc się, gdy chłopak zrobił pierwsze kroki na śliskiej powierzchni.
-Spokojnie, spokojnie królewno.-Podbiegłam do niego i zatrzymałam się przed kruchą powłoką. Wystraszona wciąż patrzyłam na niego. Wkurzało mnie to w sobie, że za każdym razem gdy zdarza się jakaś sytuacja. która jest podobna to tej zaczynam dostawać jakiejś histerii.
-Zayn wracaj.-Powiedziałam stanowczo biorąc Edward'a na drugie ramie i przytulając go do swoich włosów, oraz głowy.
-Oj, nie bój się. Wejdź.
-Zayn!-Krzyknęłam, na co on jak zwykle się zaśmiał. O nie! Wściekła odwróciłam się i zaczęłam kierować się w stronę pojazdu, aby jak najszybciej się z tego miejsca wydostać. Niech sobie robi to co chce, ale mnie w to nie miesza. Nie wierze, że ktoś w ogóle może być tak lekkomyślny jak on. Przecież w każdej chwili może się lód załamać i co? Utonie i zginie, a później będą mnie o to osądzać bo tutaj byłam. Nie dziękuje.
 Alice przyznaj. Polubiłaś go i tutaj nie chodzi o nic innego. 
 Ten głos zaczyna mnie wkurzać. Nie znam go i mam niby go lubić? Okej, może chodzi tutaj o to, że chce już wyjaśnień? To wszystko mnie męczy, a on ciągle to przedłuża. To właśnie mnie denerwuje bo nie wiem już co się dzieje koło mnie.
 -Alice skarbie.- Usłyszałam zdyszany głos obok mnie, ale i tak nie miałam zamiaru z nim gadać. Nie będę gadać z kimś kto chce popełnić samobójstwo. Nie rozumiem go! A może nawet nie chce zrozumieć.- Skarbie stój! -Podniósł lekko ton głosu łapiąc mnie za nadgarstki w ten sposób teraz stałam naprzeciwko niego patrząc dokładnie w jego nieziemskie brązowe oczy. Nawet to nie pomagało wybić ze mnie wściekłości. Co dziwne ponieważ praktycznie nigdy nie byłam zła. Jedynie wtedy, gdy dowiedziałam się, że dziadkowie nie żyją. To mnie kompletnie zdołowało, wściekło i załamało. Obiecali, że zawsze będą przy mnie. Nie ma ich. W szczególności teraz, gdy ich najbardziej potrzebowałam.
 Próbowałam zatrzymać łzy, które jak na zawołanie przez wspomnienie o dziadkach zaczęły się zbierać w kącikach oczu. Nienawidziłam tego piekącego uczucia, a w szczególności gdy nie jestem sama. To po prostu mnie przerasta. Wszystko mnie przerasta. Moje możliwości i psychiczne, i fizyczne. Tak bardzo bym chciała, aby teraz byli tutaj ze mną, ale prawda jest taka, że już nigdy ich nie spotkam, że już nigdy nie usłyszę tego cudownego dźwięku głosu dziadka, gdy cieszy się kiedy przyjechałam. Nie spróbuje najlepszej babeczki babci, którą zawsze robiła specjalnie dla mnie. Jednak nie! Nie mogłam wypuścić, ani jednej łzy. Nie chce. Obiecałam sobie, że nie będę już więcej z tego powodu. Obiecałam sobie i im.
  Nadal czekałam, aż on zacznie coś mówić gapiąc się w te cudowne oczy. Nie wiem czemu, ale nagle się uspokoiłam tak jakby czytał mi w myślach i umiał je przestawiać. Alice... Tak głosie wiem, mam tak nie myśleć. Czekaj co? Albo to świat wariuje, albo to ja dostaje jakiś psychicznych rzeczy, że za chwile zawiozą mnie do psychiatryka.
-Skarbie.
-Nie, nie nazywaj mnie skarbem, królewną czy kim tam chcesz. Dobra ignorowałam te przezwiska czy jak to się do chuja nazywa. Próbowałam być miła ale jak widać to i tak nic nie daje. -Przerwałam mu i wzięłam wdech.- Więc kurwa powiedz w końcu o co chodzi!-Krzyknęłam już bezsilnie zaciskając dłonie w pięść kontrolując łzy w oczach.
Muszę być silna.
 Chłopak przez jakiś czas stał z grymasem na twarzy i pewnie zastanawiał się co odpowiedzieć, ale mnie nie interesuje co odpowie. Chce znać tą pieprzoną prawdę. Cokolwiek bo wszystko zaczyna mnie wkurwiać jeszcze bardziej. Ojciec wyjechał i jeszcze nie wrócił, a matka? w takim stanie nawet nie odpowie mi konkretnie na jedno pytanie. Nie chce jej dołować jeszcze bardziej. Nadal przeżywa śmierć Pani Scott.
-Alice. Uspokój się. Nie chce cię skrzywdzić. Uwierz mi. To też nie jest łatwe trzymać wszystko w sobie i ci o tym powiedzieć. Nie chce widzieć cię załamaną. -Dążył swoją wypowiedź łapiąc mnie za rękę co zignorowałam. Patrzyłam mu prosto w oczy. Widać było, że mu to utrudniało. -Dlatego też pogadałem z dyrektorem szkoły i już ją  skończyłaś, więc mamy więcej czasu. Powiedziałem też twojej mamie podając się za Shan'a, że będziesz tutaj dłużej niż przypuszczałaś.-Powiedział na jednym wdechu, a ja gapiłam się na niego. Nie rozumiałam. Jak to skończyłam szkołę? to w ogóle sprawiedliwe?
-Nie rozumiem.-Powiedziałam obojętnie.
-Skończyłaś szkołę i mamy więcej czasu dla siebie i na to żebym w końcu mógł powiedzieć ci wszystko.-Powtórzył niepewnie, ale od razu widziałam jak jego oczy robią się poważne.
-To akurat zrozumiałam. A.l.e D.l.a.c.z.e.g.o? -Przeliterowałam mu żeby lepiej zrozumiał.
-Bo widziałam jak to działa na ciebie. To przez szkołę zaczęłaś mieć te napady. Pogadałem z dyrektorem i skończyłaś szkołę ze wzorową oceną.-Jaki z niego dekl.
-Kiedy miałam się o tym dowiedzieć?-wkurzył mnie.
-Nie wiem.
-Co?! -już wybuchłam swoją złością..-Parę dni temu pierwszy raz w życiu cię na oczy widziałam. Przez ciebie miałam problemy. Myślałam, że chcesz mnie zabić czy coś, a teraz mówisz mi, że zakończyłeś moją szkołę bez mojego pozwolenia i na dodatek tłumaczysz się tym, że niby nie potrafisz mi wytłumaczyć o co chodzi w tej pieprzonej sytuacji ?! Zrobiłam błąd przyjeżdżając tutaj. W ogóle słuchając cię.-Mieszałam się już we własnych słowach kierując się stanowczym krokiem w stronę auta.
- Alice tak, i tak stąd nie odjedziesz bo ja mam kluczyki, a nawet jakbyś ty je miała to tak, i tak byś nie trafiła do domu ponieważ nie znasz drogi.-Kurwa, on ma racje. Nie znam w ogóle drogi, a co dopiero gdybym sama jechała. Z wielkim niechceniem stanęłam czekając na niego czując zirytowanie, że to on wygrał. Nie patrzyłam się na niego, mimo to wiedziałam, że na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech ukazujący jego lśniące, białe zęby. Poczułam, że Edward się trzęsie, więc odpięłam trochę kurtki i pozwoliłam mu pod nią wejść. Śmiesznie to wyglądało ponieważ od razu wszedł do mojej kieszeni w bluzce, a jego główka wychodziła na zewnątrz oglądając wszystko dookoła. Dopiero kiedy chłopak mnie minął ruszyłam z miejsca. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać, więc w środku skakałam ze szczęścia, że nie rzucił jakiejś irytującej docinki. Jest strasznie bipolarny. Raz można z nim gadać, a później, aż nie ma się ochoty na niego patrzeć. Po prostu jest skomplikowany i ma wiele twarzy.
-Ale nie martw się. Ja zdołam go rozszyfrować. -Szepnęłam bardzo cicho w stronę mojego nowego przyjaciela, który słodko się do mnie uśmiechnął. On jest uroczy. -Wrócisz ze mną do domu. Prawda mały? -zapytałam już trochę głośniej, a zwierzątko pokiwało głową? Co? Spojrzałam w stronę gdzie powinien iść Zayn, ale on stał przyglądając się nam z podniesionymi brwiami. Przewróciłam oczami.
-Czyli jesteś obrażona?-usłyszałam pytanie, które od razu zignorowałam.-Oj skarbie.-Widziałam, że zaczął iść w moją stronę, ale na to także nie zwracałam uwagi. -W życiu nie spotkałem bardziej zmiennej osoby od ciebie.-Usłyszałam i już nie wytrzymałam.
-Ha!- Westchnęłam udając śmianie się.-Ja jestem zmienna? Nie wierze. Po prostu nie wierze. Ja zmienna. Nie no jak tam chcesz, ale ja nie wale humorkami tak jak ty.- Powiedziałam to co mi na język naszło. Zabrakło mi słów na niego. Ja zmienna? Niech on na siebie spojrzy! Raz jest miły, a  później mam wrażenie, że chce mnie zabić i to ja tutaj jestem bipolarna?
-O co ci chodzi?-widziałam jak jego oczy stają się koloru czerni. I to ja jestem zmienna? Chyba sobie jaja robi.
-O co mi chodzi?! Spójrz na siebie. Raz jesteś miły, że aż zaczynam cię lubić, a raz wyglądasz jakbyś miał mnie ochotę  zabić. Wiesz co? Zabierz mnie w końcu do tego domu i zniknij z mojego życia raz na zawszę. Bo na serio mam cię i tych twoich humorków dość.-Powiedziałam podnosząc ton głosu i zaczęłam teraz wściekle iść do pojazdu.
-Dobrze, jak chcesz.-Równie wściekły krzyknął, ale mnie to już nie obchodzi niech znika.
  Gdy byliśmy już przy samochodzie on wszedł pierwszy, ja czekałam aż łaskawie mi otworzy. Kiedy wykonał ową czynność weszłam do środka zamykając drzwi i zapinając pasy bezpieczeństwa.
 ~*~
-Byłem głupi, że chciałem ci pomóc. Cholernie się zmieniłaś.-Usłyszałam, gdy oddawał mi kluczyki. 
-Byłam głupia, że ci zaufałam.- Widziałam jego zszokowaną, a za razem równie złą minę, lecz nie zdążył już nic powiedzieć, ponieważ zamknęłam mu drzwi przed nosem i przekręciłam je kluczem, który tylko ja posiadam. Wyjęłam małą istotkę przepraszając ją za te krzyki i posadziłam na podłodze. Rozebrałam buty i ściągnęłam kurtkę. 
-Szczerze. Inaczej wyobrażałam sobie ten wypad, Edward.-Westchnęłam, a on popatrzył na mnie jakby współczuł mi. To słodkie, chociaż on mnie rozumie i mimo, że mam go od jakiejś godziny. Wiem, że mnie w jakiś malutki sposób kochał, prawda? -No chodź. Zobaczę czy mam jakieś orzechy. -Dodałam, a on automatycznie podniósł głowę. Zaśmiałam się pod nosem i zaczęłam szukać po szafkach. Pamiętam, że zawszę gdy tutaj przychodziliśmy dziadek uczył mnie żebym zbierała orzechy dla wiewiórek i wiem, że w którejś na pewno są. Ostatnia szafka i zauważyłam mały koszyczek. 
-Tak!-Krzyknęłam a Edward wspiął się po mojej nodze i wskoczył na blat kuchenny. Dałam mu dwie przekąski i ponownie wsadziłam drewnianą rzecz na swoje miejsce. -Smacznego mój malutki.-Pogłaskałam go po główce i poszłam usiąść na kanapie w salonie. Gdy już zajęłam swoje miejsce  położyłam laptopa na kolana i go włączyłam. Pierwsze co zrobiłam do zalogowałam się na wattpad'a. Nie byłam na nim od dwóch tygodni. Weszłam w powiadomienia i nic ciekawego nie znalazłam. Kiedy wyszłam zauważyłam, że na kopercie widnieje 5 kółek. Od razu ciekawa kliknęłam w ikonkę. Pierwsza wiadomość była od Shan'a, ale cztery następny było od nieznajomego, który się krył za nazwą ''your_bad_angel_babyxx''. Zaczęłam czytać. 
Od Your_Bad_Angel_babyxx: Musisz poznać prawdę Alice xx
Od Your_Bad_Angel_babyxx:  Musimy pogadać.
Od Your_Bad_Angel_babyxx: Mogłabyś w końcu odpisać...
I ostatnia wiadomość była z teraz. Przez chwilę myślałam, że serce wypadnie mi z klatki piersiowej. Wzięłam głęboko powietrze i wypuściłam.
Od Your_Bad_Angel_babyxx: Chciałem Ci pomóc poznać prawdę. Jeżeli to złe to przepraszam. Po prostu ja już taki jestem. Nie powinienem tak zareagować i żałuje, że czasem nie ugryzę się w język, ale Alice bądź rozsądna. Dobrze wiesz kim jestem. A jak nie to trudno. To już nie ważne. Ja pierdole, nie chciałem nigdy Cię skrzywdzić! Zrozum to kobieto, jesteś już dorosła. Ty jesteś mi najbliższą osobą i kurwa przepraszam, że jestem chujem, ale kurwa taki jest mój zjebany charakter. Ciągle próbuje go zmienić i myślałem, że przy Tobie mi się to uda, ale nie. Widać moja rola to bycie jebanym chujem. Ale nie po to, to piszę, aby się użalać nad sobą. Przed śmiercią Twoi dziadkowie poprosili mnie, abym wyjawił ci całą prawdę o twoim istnieniu i zaopiekował się tobą. Obiecałem im to, ale to cholernie trudno powiedzieć osobie, której nie chce się zranić, niż takiej osobie, której się nie zna.
 -Edward..Chyba popełniłam błąd..-Szepnęłam do zwierzątka..



Obserwatorzy