Music

03 lutego, 2015

Chapter 3 ''Nowa Tajemnica''

  Zdziwiłam się tym, że pierwsze co ujrzałam to lekko błękitne ściany, jednak po chwili przypomniałam sobie wczorajszy wieczór. Po jakimś czasie zaczęłam lekko się podnosić uważając na nadal bolący nacisk w kostce. Usłyszałam skrzypienie schodów i niegłośny dźwięk pukania do drzwi, a następnie ujrzałam przyjaciela u mego boku z tacą pełną pachnących naleśników, sokiem pomarańczowym i miseczką czerwonych truskawek w czekoladzie.
-Proszę, musisz odzyskać siły.-Powiedział kładąc mi na kolana śniadanie. Lekko się uśmiechnęłam i zaczęłam konsumować posiłek zaczynając od soczystych truskawek. 
-Dziękuje. Jesteś na prawdę kochany.-Lekko pocałowałam go w prawy polik. 
-Bo jeszcze się zarumienię.-Zaśmiał się udając, że się rumieni podkradając mi jednocześnie jedną z truskawek.- Umówiłem cię na kontrolną wizytę u lekarza przed spotkaniem z dyrektorem. -Dodał, a ja spojrzałam na niego przerażona. 
-Mnie? Po co ? Przecież nic mi nie jest.-Wzięłam łyk napoju.
-Alice..Nie darowałbym sobie jeżeli coś by ci się stało. Martwię się o ciebie.-Przemówił, po czym podniósł się ze swojego miejsca i pokierował się w stronę drzwi, skąd niedawno przyszedł.
-Shan, to słodkie i miłe z twojej strony ale nie musisz się martwić, przecież nic mi nie jest i nie będzie. To tylko kostka, chwile poboli a później przestanie.- Zapewniałam go, ale jednak czułam, że on mi nie podaruje. Uśmiechnęłam się do niego nadgryzając kawałek truskawki, po czym odłożyłam ją i podniosłam się zaciskając lekko dłonie w pięść gdyż ból był niewiarygodnie silny.-Widzisz nic mi nie jest, a teraz jakbyś mógł. Chce się naszykować. -Dodałam po czym pokazałam na drzwi, a on tylko przewrócił swoimi błękitnymi oczami i wyszedł.
   Niepewnie skierowałam się w stronę szafy z zamiarem naszykowania ubrania na dzisiaj. Wzięłam do ręki zwykłe czarne jeansy, biały top i wełniany, beżowy sweterek, który kiedyś tutaj zostawiłam przez przypadek. Gdy już miałam naszykowane wszystkie swoje rzeczy zaczęłam kierować się w stronę łazienki, aby wziąć prysznic i szykować się na niemiłe spotkanie z dyrektorem naszej szkoły. Osobiście uważam, że przychodzenie w weekend na mury szkoły i ten strach przed egzaminami jest już wystarczającą karą, ależ jednak nasza szkoła ma za wysoki poziom i nawet najmniejszy wybryk jest u nas karany. Dlatego też chce jak najszybciej skończyć technikum i albo dalej kontynuować naukę na studiach, albo pójść już do jakieś pracy. Szczerze nikt nie zdaje sobie sprawy jak mnie to wszystko męczy. To tej pory w głowie przelatują mi słowa, które Zayn powiedział mi wczoraj po tym niefortunnym wydarzeniu u Dyrektora. Nie potrafię sobie wyobrazić, a nawet pomyśleć o tym, że mój ojciec mnie okłamuje. Czemu niby miałby to robić? Nie wierze Zayn'owi, ale jednak jakaś część mnie nie podziela tego samego zdania. To tak jakby mózg wiedział jaka jest prawda, a jednak mówił co innego.

 ***

-Mówiłam, że nic mi nie jest! Wiedziałam, że mam racje.-Powiedziałam dumnie prowokując chłopaka, w tym samym czasie wychodząc z gabinetu doktora. 
-Ale nie zapominaj, że masz skręconą kostkę. -Jak w zegarku wywróciłam oczami na jego ''do kryzkę''. Zaśmiałam się lekko następnie dałam mu kuksa w prawy łokieć i spojrzałam się na niego marszcząc brwi, na wyraz jaki krył się na jego twarzy. Wyglądało to tak jakby coś kombinował.-Masz skręconą kostkę.-Powtórzył dziwnym niedookreślenia głosem, a przez moje, jak dotąd rozluźnione ciało przeszedł chłodny dreszcz. Nie wiedziałam o czym w tej chwili myśli, a znam go przez całe życie i podejrzewam, że to co prawdopodobnie zaraz powie nie będzie mi się podobało.  Rozszerzyłam swoje oczy kiedy powielał się jego prowokujący uśmieszek i już miałam coś powiedzieć kiedy zbił mnie z tropu jeszcze bardziej i szybko staną naprzeciw mnie tak, że dzieliły nas tylko milimetry.- Mam plan. - Oświadczył, a ja nawet nie zdążyłam otworzyć ust, aby podzielić się swoim zdaniem na ten temat- W samochodzie opowiem ci, a teraz chodź.-Pociągnął mnie w swoją stronę. Jęknęłam z bólu, a zanim się spostrzegłam byłam już na rękach przyjaciela prowadzącego w stronę parkingu, na którym obecnie stał jego pojazd.
-Ja już nie wiem o co ci chodzi! -krzyknęłam rozbawiona całą tą sytuacją i wiedziałam, że na jego twarz skradł się półuśmiech.
  Nie wiem kiedy poczułam zimny materiał, z którego zostały zrobione skórzane fotele samochodu i zatrzaskujące się koło mnie drzwi. Na samo wspomnienie z wczorajszego wieczoru robiło mi się niedobrze i miałam ochotę zniknąć z powierzchni ziemi, chociaż na parę tysięcy lat i wrócić jak już świat całkowicie zapomni o moim istnieniu.
-''Tak i tak po paru tygodniach by zapomnieli'' Przemknęło mi przez głowę, na co zatrzepotałam swoimi rzezami oszołomiona tym, co przed chwilą usłyszałam w swoim umyśle. Dopiero po paru chwilach otrząsnęłam się gdy poczułam jak pojazd zaczął zmieniać swoje miejsce. Zwróciłam wzrok w stronę przyjaciela, który jak zwykle był skupiony na drodze.
-To jaki masz ten pomysł? hmm? -udało mi się przerwać ciszę, która zaczęła ciążyć w powietrzu przez co czułam się dziwnie i nie wiedziałam co się dzieje.
-Masz skręconą kostkę-Powtórzył, a ja już powoli stawałam się zirytowana jego obecnością.
-Możesz przejść do rzeczy? -podniosłam trochę ton wkurzona tym, że ciągle powtarza to samo. To tak,jakby chciał specjalnie mnie rozzłościć jak to czasami robi, aby tylko zrobić jakąś niespodziankę. Teraz nie miałam ochoty się z nim droczyć. W szczególności, że za parę minut dojedziemy do piekła.
  Jak na zawołanie przez moje ciało przeszła fala niekontrolowanych dreszczy, a przed oczami pojawił się obraz dyrektora, który patrzył się w moją stronę ze  złością wymalowaną na twarzy i rozczarowaniem w oczach. Czułam, że najchętniej chciałby mnie zabić.
-''Ale dlaczego? Chciałam zrobić tylko jeden niewinny żart, który i tak nie wypalił, więc o co tyle zachodu?!''-Mój umysł zaczął oddalać się, aby moja podświadomość ogarnęła mój tok myślenia. Próbowałam się jakoś rozluźnić, ale nie udało mi się tego w tej chwili zrobić.
-''Jeszcze tego brakowało''-Odpowiedziałam sobie przy czym fucknęłam cicho. Chwilę później poczułam opiekuńczą dłoń Shan'a na moim ramieniu.
-Alice? Dobrze się czujesz? Słuchałaś mnie w ogóle?-dopytywał się, a ja zdałam sobie sprawę z tego, że odpłynęłam do innego świata i niepotrzebnie się tak wkurzałam.
-''Co się ze mną dzieje? ''-Zapytałam siebie po cichu i skupiłam uwagę na przyjacielu. Posłałam mu przepraszające spojrzenie, a on tylko przewrócił oczami i zjechał na pobocze.

***

-Wiesz już co masz mówić? -usłyszałam ponownie pytanie kiedy przekraczaliśmy wielkie mury naszej szkoły. Jeszcze raz przetworzyłam w głowie plan, który przez całą drogę wspominał mi Shan. Kiwnęłam niepewnie głową. Nie jestem pewna, czy to zadziała, ale teraz nie miałam innego wyjścia. Może uda mi się wymigać od kary, albo chociaż ją złagodzić. Na szczęście Shan będzie przy mnie i pomoże mi w realizacji swojego pomysłu.- Gotowa? -zapytał niski, ochrypły głos przyjaciela,  na co po raz kolejny przytaknęłam usiłując uspokoić zszargane nerwy. Szliśmy w stronę już dobrze znaną i kiedy chciałam się wycofać zauważyliśmy coś podejrzanego.
-Ej, Shan widzisz to?-zapytałam przyglądając się całującej parze przed stołówką. Szybko popchnęłam przyjaciela tak żeby nie mogli nas widzieć. -Cii.-Szepnęłam i próbowałam podsłuchać o czym gadają.

(Ich rozmowy będą przechwytywane w cudzysłowie. Uważam, że tak będzie po prostu lepiej)

''Nie rozumiem, jak ona mogła chcieć ci zrobić krzywdę.'' Usłyszeliśmy poddenerwowany, ale też podejrzliwy głos mężczyzny, gdy tylko się od siebie oderwali. ''Może na serio nie chciała, przecież takie rzeczy się zdarzają.'' Stwierdziła kobieta, po czym złapała swojego towarzysza za lewą dłoń i splotła je ze sobą. ''A jak coś by ci się stało? Skarbie nie pozwolę żeby jakaś niedowartościowana gówniara coś ci zrobiła'' Mężczyzna ponownie wziął głos, a ja zszokowana jego słowami momentalnie spojrzałam się na Shan'a rozszerzając powieki, co on zresztą odwzajemnił. Widziałam, że jego szczęka w jednej chwili ukształtowała się w prostą kreskę, a jego oczy w stały się chłodne i pełne złości. ''Oj na pewno nie chciała.'' Po chwili ciszy odezwała się ponownie kobieta. ''A co jeżeli chciała i teraz gra niewinną by tylko ominęła ją kara? A co jeżeli planuje już następne tego typu żarty? To za porządna szkoła by uczyły się tutaj jakieś smarkule. Jeszcze chwile, a tutaj zrobi jakiś burdel i co wtedy będę miał za opinie?! ''Podniósł lekko głos.''Nie mów tak! Nie ocenia się ludzi po jednym wybryku!'' Kobieta widoczne chciała mnie obronić. Poczułam jak ręka przyjaciela zaciska się w pięść, na co jak szybko się na niego spojrzałam. ''Uspokój się'' Szepnęłam w jego stronę. ''Nie pozwolę by jakiś burak ciebie wyzywał'' Powiedział półgłosem i chciał wyjść z kryjówki, ale szybko złapałam go za rękę i przyciągnęłam w stronę ściany.'' Uspokój się. Jest zdenerwowany i dlatego tak mówi'' Odszepnęłam i nie puszczając jego dłoni wychyliłam się, gdyż szafki uniemożliwiły mi widok. ''Ona jest taka sama jak jej ojciec. Skąd mam mieć pewność, że jest dobra?'' Zapytał łagodniejszym tonem, a ja mocniej złapałam dłoń Shana. ''A jej matka wcale nie lepsza'' Rozszerzyłam oczy. O co do jasnej cholery im chodzi?! ''O co ci teraz chodzi?'' Zapytała kobieta tak jakby wiedziała, że tutaj jestem co nie jest możliwe. ''Mówiłem ci już o nich'' Zniecierpliwił się. ''To są jej rodzice ?!'' Krzyknęła zaskoczona tą informacją, a on tylko kiwną głową. ''O mój boże'' Kobieta zakryła usta jakby dowiedziała się właśnie, że jest ciężko chora i zostało jej kilka miesięcy życia. Skołowana rzuciłam pytające spojrzenie na towarzysza. Wydał się równie zszokowany całą tą sytuacją. ''Chodź już.Zaraz powinna przyjść.'' Odezwał się mężczyzna  i zaczęli się kierować w stronę gabinetu trzymając się oboje za ręce.
 Zszokowana wyszłam z ukrycia i spojrzałam się na przyjaciela.
-O co do jasnej cholery im wszystkim chodzi? Wczoraj Zayn dzisiaj dyrektor z nauczycielką, Wiesz coś może o tym? -podniosłam lekko ton głosy puszczając w tym czasie jego dłoń.
-Skąd mam to wiedzieć? Przecież jestem twoim przyjacielem, a nie ich. Widać było, że tak samo jak ja był zdziwiony całą tą sytuacją.
-Przepraszam. Jestem zmęczona całym tym zamieszaniem. Wszystko tak szybko się dzieje, a ja nie nadążam za faktami.-Powiedziałam spuszczając wzrok, lecz po chwili poczułam wielkie dłonie na moim podbródku, a po chwili miękkie usta na dotykających lekko moich . Byłam tak oszołomiona, że nie mogłam się ruszyć. Nawet lekko drgnąć.
-Em.Przepraszam. Chodźmy już.-Powiedział widocznie speszony i zaczął się kierować w tą samą stronę co przed chwilą dyrektor z nauczycielką. Potrząsnęłam niedowierzająco głową i ruszyłam w jego stronę.
-Co się dzieje?-zapytałam siebie niesłyszalnie mając nadzieje, że szybko wszystko się wyjaśni bo mam już dość tego wszystkiego.

***
-Proszę.-Usłyszałam gniewny głos dyrektora na co miałam ochotę jak najszybciej uciec i już nie wracać, ale kiedy tylko się odwróciłam i miałam zacząć biec potknęłam się o swoje kule, i runęłam z hukiem na ziemie. Gdy tylko poczułam zimną powłokę jęknęłam z bólu oraz niezadowolenia.
-O boże Alice! Nic ci nie jest?-odniosłam wrażenie, że cały świat w jednej chwili się zatrzymał, a niewyobrażalny ból w jednej chwili nasilił się. Skuliłam się pod ciśnieniem ucisku wyczekując, aż w końcu ukończą się moje męki. -Alice! Spójrz na mnie!-usłyszałam opiekuńczy, ale też spanikowany głos przyjaciela, lecz  nie mogłam nic odpowiedzieć. Siedziałam, a raczej leżałam tak oszołomiona i sparaliżowana. Wiedziałam co się koło mnie dzieje, słyszałam wszystko, ale jednak nie mogłam się ruszyć, ani nic powiedzieć. Pochwyciłam ciche uchylanie drzwi i przygrubą posturę dyrektora.
-O boże co jej się stało?!-piskliwy, wysoki głos nauczycielki obił mi się o uszy i wirował wypalając mi dziurę w czaszce. Nadal nie mogłam nic zrobić. Jedyne co to tylko skulić się jeszcze bardziej czekając jak mi przejdzie.
''Co mi właściwie się dzieje ?!'' Próbowałam przekrzyczeć kołyszące się w głowie słowa nauczycieli. Złapałam się lekko za głowę próbując wyrzucić te wszystkie otaczające mnie krzyki.
 Leżałam tak chwile, a zanim się spostrzegłam ból zniknął pozwalając mi normalnie funkcjonować.
-Em..Dzień dobry? -słowa same zaczęły płynąć z moich ust, a na policzki skradły się nieproszeni goście.
-Alice! Nic ci nie jest!-usłyszałam głos nauczycielki, który wyraźnie dał do zrozumienia, iż ulżyło jej, że nic mi nie jest. Inaczej sądziłam, ale wolałam sobie odpuścić, gdyż nie chce mieć większych kłopotów. Poczułam opiekuńcze ramiona Shan'a i po chwili stałam już na nogach. Nie puszczając jego opięć. Trochę niezręcznie się czułam przypominając sobie to co niedawno się stało przed stołówką.
-Nie, nic mi nie jest.-Zapobiegłam uciążliwym pytaniom i wymusiłam lekki uśmiech. Byłam cała osłabiona. W ogóle nie wiedziałam co się ze mną dzieje, również na to nie miałam siły odpowiedzi. Dziwnie się czułam, tak jakby ktoś właśnie mnie obserwował. Rozejrzałam się i osłupiałam. Zayn stał opierając się o szafki przyglądając się całej tej sytuacji.

05 stycznia, 2015

Chapter 2 ''Za szybko zmieniam zdanie?''


''Czasami słowa potrafią bardziej ranić, niż uderzenie z pięści w twarz''


    Próbowałam się jakoś ogarnąć i dotrzeć jak najszybciej się da do mojego domu. Samotność otulająca mnie stawała się najgorszą rzeczą jaką kiedykolwiek mogłam dostać od losu, a przecież to śmierć moich dziadków była tą najgorszą. Czułam wtedy, że moje ciało staje się puste. W sercu odczuwałam niewyobrażalny ból kiedy słyszałam ich głosy w mojej głowie, które nie pozwalały mi się poddać. Dobrze wiedziałam, że to tylko moja wyobraźnia. Zawsze udawałam, że są obok mnie i przytulają do swojego już dawno obolałego ciała pokrytego dużą ilością zmarszczek dodających im za razem uroku jak i paru lat w górę. 
 Byli dla mnie najważniejszymi osobami w moim jakże zwyczajnym życiu, które miało wiele osób w moim wieku. Nie mogłam się skarżyć wiedząc, że inni mają o wiele gorzej ode mnie, lecz tak czy tak w sercu miałam smutek po utracie dwóch najbliższych mi osób.
 Wstałam z zimnego chodnika otrzepując się z brudnej ziemi i mokrego śniegu czując jak w kącikach oczu zaczyna mi się robić ciemno, a w głowie tliła się nieokreślona forma mgły, która w jednej chwili otuliła całe moje ciało. Czułam jak coraz to szybciej robi mi się słabo, a mózg nie odbierał żadnych obiektów dzięki, którym mogłabym w jakiś sposób zmniejszyć nacisk zmęczenia na moje ciało.      
   Spadłam ponownie na swoje już obite kolana podtrzymując się tylko i wyłącznie moimi ramionami. Próbowałam głęboko oddychać, gdy przez moje ciało przechodziła kolejny raz  panika kiedy widziałam wszystko jak przez mgłę. Myślałam, że właśnie umieram, lecz po krótkiej chwili walczenia z okropnym uczuciem ponownie widziałam wszystko w takiej samej grafice jak przed jej zmienieniem.
  Usiadłam skulona próbując opanować swoje nerwy i przechodzące przez ciało dreszcze. Było minus pięć stopni Celsjusza, a ja siedziałam skulona w odgrodzonej zaśpię śniegu zapłakana i cała mokra. Ledwie podniosłam swoją komórkę, która naglę spadła mi z kieszeni i wpisałam numer Shan'a. Dzwoniąc upewniłam się jeszcze, czy dobrze wpisałam wybrany numer.
''Tak?'' Usłyszałam zaspany głos przyjaciela, którego zapewne obudziłam.
'' Shan potrzebuje pomocy'' Powiedziałam nie zważając na jego zaspanie łamiącym się ciężkim głosem przez cichy szloch wychodzący z moich ust.
''Boże Al, co się stało?!'' Słyszałam jak jego łóżko zaczęło skrzypiec pod jego  ciężarem.
''Proszę, przyjedź po mnie.'' Odpowiedziałam czując silny ból w kostce, gdy tylko próbowałam się podnieść z lodowatej ziemi. Pisnęłam z bólu i ponownie upadłam na chodnik.
 '' O boże!  Gdzie ty jesteś? '' Usłyszałam panikę w jego głosie, na co jeszcze głośniej zaczęłam łkać.
''Nie wiem'' Nie owijałam w bawełnę. Na serio nie wiedziałam gdzie się aktualnie znajduję, a koło mnie nie ma żadnej tabliczki z nazwą ulicy, czy nawet jednej osoby, aby mogła mi pomóc.
'' Jak to nie wiesz?!'' Krzyknął jeszcze bardziej rozzłoszczony tą sytuacją. ''Widzisz coś co mogłoby mi pomóc cię znaleźć?'' Zapytał na co ja zaczęłam się rozglądać. Nic szczególnego nie widziałam co mogłoby się wyróżniać. Drzewa, które stoją co kilkanaście metrów, wiewiórki skaczące po ich koronach, Kilka opuszczonych domów.
    Boże gdzie ja się znalazłam?-pomyślałam upuszczając kolejne łzy. Spojrzałam jeszcze raz na otaczającą mnie naturę i prawię pisnęłam, gdy tylko zauważyłam ciemny las, do którego dzieliły mnie tylko jakieś 4 kilometry prostej drogi. Przełknęłam ciężko ślinę, siląc się na jakiekolwiek zdanie.
''Same opuszczone, stare domy i za jakieś kilka kilometrów  jakiś ciemny las'' Odpowiedziałam zapinając ostatni guzik w kurtce i poprawiłam ciemnoniebieski szalik, który chciał uciec mi z szyi.
 ''O Boże!'' Pisnął, a mnie przeszły ponownie dreszcze, gdy tylko zobaczyłam jak tamten chłopak kieruje się w moją stronę, ale nie był sam. Był jeszcze jeden idący za nim. ''Musisz się schować! W Holmes Chapel są tylko dwa lasy, a ty jesteś na terenie gangów. Zaraz po ciebie przyjadę!'' Mówił zdenerwowany, a ja miałam nadzieje, że na prawdę zaraz się tutaj znajdzie i mnie weźmie jak najdalej stąd.
   Jak ja się tutaj znalazłam?-pomyślałam rozłączając słuchawkę i próbowałam wstać co stało się niekorzystne ponieważ ból się nasilił.
  Powietrze utknęło mi w płucach, gdy tajemniczy chłopak znalazł się przy mnie. Spojrzałam na niego niepewnie, a on się uśmiechnął podając mi dłoń zapewne żeby pomóc mi wstać, lecz ja odmówiłam kiwnięciem głowy.
-Jak nie to nie.- Powiedział i tym razem przykucnął, a ja czułam, że zaraz zawali się cały mój świat.-Nie bój się mnie, nic ci nie zrobię.- Dodał na co jego przyjaciel zaczął się śmiać. Nie zważając na ból oddaliła się kawałek do tyłu, by zmniejszyć odległość pomiędzy mną, a nimi. -Alice to jest Joe. Zaśmiał się.
-Czego chcecie?- wysiliłam się na wymuszony uśmiech.
-Oj kochanie, bez nerwów, to chyba nie przypadek, że znalazłaś się na naszym terytorium.-Podszedł bliżej, a jego towarzysz z zaciekawieniem oglądał całe "show" jakie odstawiał ciemnooki chłopak.
-Nie wiem co ja tu robię, zostawcie mnie, zaraz będzie tu mój przyjaciel.-  Warknęłam w jego stronę, na co on posłał mi tylko rozbawione spojrzenie.
-Chętnie się z nim zapoznam.- Powiedział z przerażająco seksowną chrypką w głosie. O czym ja myślę?!
-Gdybym była częściowo sprawna...- Pokazałam na moją kostkę.- To dawno leżałbyś pode mną na ziemi!-krzyknęłam w jego stronę, odpychając go rękami, jednak złapał moje nadgarstki, tak że już wcale nie mogłam się ruszyć i przybliżył swoją twarz, patrząc się w moje oczy, a później na usta.
- Cóż kochanie, to całkiem kusząca propozycja.- Oblizał wargę i już miał mnie pocałować, jednak jego kolega w końcu przemówił:
-Um.. Zayn...-Powiedział niepewnie.
- Czego kurwa?-zapytał zirytowany i odwrócił się w jego stronę, a ja powtórzyłam tą samą czynność i ujrzałam Shan'a, biegnącego w naszą stronę.
Zayn - tak zwany ciemnooki chłopak, wstał i podszedł do stojącego tuż przed nim Shan'a.
-Odpierdol się od niej.-Warknął mój przyjaciel, a ja w tej chwili modliłam się tylko o to by przeżył. Poprawka. Byśmy MY przeżyli.
-Tak? Bo co?- Zayn napiął swoje ciało i popchnął mojego przyjaciela. Musiałam coś zrobić, nie mogłam patrzeć na to bezczynnie. Rozejrzałam się wokół siebie, czy znajdę coś co zwróciłoby ich uwagę na mnie.
Obok mnie leżała szyszka, więc nie czekając dłużej chwyciłam ją i rzuciłam w plecy Zayn'a, który jak na zawołanie odwrócił się w moją stronę, czego bardzo pożałowałam.
Spojrzał na mnie. Jego oczy były ciemne, mogłam w nich dostrzec zirytowanie, oraz złość. Co to może oznaczać?
- Okej.-Odparł. - Zabierz ją stąd.
Byłam w szoku. To wszystko z jego strony? Cóż, bynajmniej gładko poszło i nikt nie ucierpiał.
Shan nie czekając dłużej podszedł do mnie i wziął mnie na ręce, a ja objęłam jego szyję.
-Niedługo się widzimy, moja piękna Alice.- Powiedział z szyderczym uśmiechem na ustach, zapalając papierosa i znikając wraz z jego przyjacielem w lesie.
   Chłopak posadził mnie delikatnie na przednie siedzenie zamykając za mną drzwi swojego źrebnego  kabriolet'a po czym pogrążywszy  go usiadł przed kierownicą i odpalił silnik. Wiedziałam, że zaraz zaczną się pytania, na które nie chce dawać odpowiedzi. Przetarłam zaspane i zmęczone oczy po tym ułożyłam się wygodniej na miękkim fotelu.
-Co ty tutaj do licha robiłaś?- przyjaciel widocznie wkurzony wyjeżdżał właśnie z ulicy. Nawet na mnie nie spojrzał. był skupiony na drodze. Może to i lepiej?
-Zgubiłam się. Było ciemno, a ja to tej pory nie znam drogi powrotnej, a w szczególności o tej porze. -Odparłam bez zastanowienia i zauważyłam, że przyjaciel spogląda w moją stronę kątem oka. Uśmiechnęłam się sama do siebie nie wiedząc czemu.
-No dobrze, jutro mi powiesz, a teraz powiedz mi jak się czujesz? -troska w jego głosie sprawiła, że poczułam się lepiej. Przez cały dzień każdy był dla mnie niemiły i w podobnie, więc troszczący przyjaciel jest jak lekarstwo na ból w sercu.
-Jestem zmęczona i kostka mnie boli. Dzisiaj był najgorszy dzień odkąd dziadkowie zmarli. Ej, wiesz, że ten  chyba Zayn  mnie zna?-odparłam, ale po chwili pożałowałam ponieważ Shan zdezorientował się i wpadł w poślizg. Kilka sekund wirowaliśmy tak po drodze, a kiedy w końcu udało mu się zapanować nad kierownicą zjechał na bok.
-Jak to on cie zna?-zapytał widocznie poddenerwowany. Szczerze zdziwiło mnie to, że tak zareagował.
''Widocznie się wystraszył'' Pomyślałam i zmusiłam się na lekki uśmiech w kierunku przyjaciela.
-Właśnie nie wiem. Ja go w ogóle nie znam. Shan..Boje się-Odpowiedziałam i od razu poczułam mocne ramiona chłopaka na co tylko wtuliłam się bardziej.
-Może lepiej będzie, gdy zostaniesz u mnie na noc. Nie zostawię cię samej w domu. Nie mogę.-Przytaknęłam mu, a on uwolnił mnie ze swojego uścisku i odpalił ponownie akumulator. Gdy w końcu udało się i samochód ruszył kierowaliśmy się w stronę jego mieszkania.


   Hejka wiem, że długo czekaliście aż dodam w końcu... No i udało mi się coś tam wyskubać x)
Co myślicie o tym?  Kawałek rozdziału pomogła mi napisać Zouwix3 z bloga [klik] za co bardzo dziękuje x3 Przepraszam za jakiekolwiek błędy.. Ahh. XD Wiem trochę krótki ale.. Do następnego! ;))) 

01 stycznia, 2015

Chapter 1 ''Przerażenie miałam wypisane na Twarzy''

''Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy.''

-Alice Hope. W końcu raczyłaś przyjść-usłyszałam rozchodzący się po holu głos nauczycielki. Jej struny głosowe wydawały chłodny odgłos, a lekka chrypka, która zawsze była, znikła dając przerażający efekt. 
-Przepraszam. To nigdy się nie powtórzy-odparłam i zaczęłam kierować się w ślad za panią Nightlie. W jednej chwili przerażenie ogarnęło moim ciałem, a oddech uwiązł w moim gardle. W głowie szalała mi wielka fala myśli, gdy w końcu dodarłam pod wielkie drzwi dyrektora naszej szkoły. 
-Idź sama-powiedziała ostrym tonem i odeszła. Złapałam ciężko powietrze w płucach, aby po chwili wolno je wypuścić łapiąc się na odwagę, by zapukać w jasno-brązowe drzwi zrobione z stuletniego dębu. Lekko opuszkami palców dotknęłam powłoki, która dzieliła mnie od piekła, żeby dźwięk odpił się echem przez cały hol. Jak usłyszałam cichym ostrym głosem słowo ''proszę'', czułam jak na moim ciele pojawia się gęsia skórka. Pchnęłam ciężkie drzwi połykając gorzką gorycz, która w jednej chwili zaczęła mnie palić w ustach. Twarz pana Brokeneye prawie w ogóle nie wyrażała żadnych emocji, oprócz gniewu. Rozkazał mi gestem głowy żebym usiadła w fotelu na przeciwko. Zrobiłam posłusznie to co mi rozkazał. Skuliłam się na miękkim posłaniu, które otulało w jednej chwili moją półnagą skórę. Długo nie trwała ta przyjemność. W jednej sekundzie wstał i oparł dłonie o blat swojego wielkiego biurka, a ja czułam, jak serce podchodzi mi do przełyku. 
-Dobra. Nie rozumie dlaczego to zrobiłaś? Zawiodłem się na Tobie panno Hope-Zszargany głos dotarł do moich uszu i okrążał w kółko moją czaszkę. Próbowałam wyrzucić go z moich myśli, ale nawet to w tej chwili nie udało mi się zrobić. Ból głowy spowodowany przez nacisk związany z presją i strachem nasilał się stokrotnie, gdy tylko spoglądałam w chłodne źrenice dyrektora.
-Przepraszam-próbowałam zmniejszyć nacisk na moje struny głosowe, aby nie załamały się w środku zdania. Wiedziałam, że każde nieprzemyślane słowo może skomplikować moją opinie w szkole.-Dobrą, a nawet wzorową. 
''W co się wpakowałam'' Pomyślałam bawiąc się swoimi dłońmi, które w jednej chwili ogarnęła fala zimnych i nieprzyjemnych dreszczy.
-Na prawdę tego nie chciałam. Sama nie wiem jak...Dlaczego to zrobiłam-upuściłam jedną samotną łzę, ale po chwili szybko ją starłam. 
'' Nie powinnaś kłamać ''  tajemniczy głos w mojej głowie, który zamiast mnie uspokoić jeszcze bardziej mnie zestresować, a przecież nie mogłam teraz wydać Shan'a. On i tak już ma duże kłopoty. 
-Wiesz dobrze, że ten twój niewinny żart mógł kogoś zabić?-jego głos stał się ostry i obojętny mojej osobie.-Powinienem Cię zawiesić, ale zaraz zaczynają się egzaminy semestralne i nie mam prawa tego zrobić. Nie bierz tego za ulgę. Jeszcze jutro przyjdziesz do mnie w samo południe i powiem, jak się odpracujesz. Przełknęłam ciężko ślinę kiwając powoli głową na znak, że rozumiem. Otworzyłam usta, by coś powiedzieć, ale jednak on mnie uprzedził i gestem ręki pokazał mi żeby wyszła. Tak też uczyniłam rzucając szybkie bezgłośne ''do widzenia''.
  Wyszłam z wielkiego budynku i dałam upust swoim łzom. Sama w nicości. Było strasznie ciemno jak na tą godzinę, a na drodze nie było, ani jednej latarni, która mogłaby rozświetlić mi drogę do domu. Z każdą kolejną sekundą było coraz gorzej. Nie miałam siły dalej iść, a robiło się coraz ciemniej.
 Dźwięki nocy, które jak echem rozmnażały się w mojej głowie w jednej sekundzie znikły, aby nasilić się jeszcze bardziej.

 ''Czy jestem przerażona?'' Spytałam siebie. ''A może to tylko zły sen?'' Odparłam, ale po chwili zapytałam ponownie. ''A może to tylko moja głupia wyobraźnia, a to wszystko co widzę to tylko iluzja?''
-To nie jest iluzja-usłyszałam nieznany mi dotąd chłodny, męski głos. Odwróciłam się powoli próbując przełknąć wielką kule, która w jednej chwili utknęła mi w gardle blokując dostęp powietrza do płuc.

 Przede mną pojawił się wysoki szatyn z włosami postawionymi na żel, a w jego wręcz czekoladowych tęczówkach jaśniały się chłodne iskry nienawiści i złości.

-Hm. Coś się stało? -zapytałam, siląc się na normalny ton głosu  z nadzieją, że nie usłyszy w nim przerażenia, które owładnęło moim ciałem. Miałam wrażenie, że moje serce za moment wyleci z klatki piersiowej, a mózg mnie zawiedzie i po raz pierwszy w życiu przestanie działać.
-Czy zawsze musi się coś stać?-jego głos nadal był chłodny, jak i ostry, ale można było usłyszeć w nim też nutkę rozbawienia przez co na mojej twarzy pojawiły się nieśmiałe rumieńce, które zawsze bezkarnie wkradały się na moją buzie kiedy rozmawiałam z prawie każdym chłopakiem. Zmusiłam się na jeden wymuszony uśmiech chcąc zakryć moją małą wpadkę.

   Chciałam najszybciej stamtąd uciec,  najdalej jak się da, ale mimo wielkich chęci nie mogłam tego zrobić. To tak jakby ciało zawładnęło moim mózgiem i odmówiło posłuszeństwa.
   Czułam się jakby jakaś magia znalazła mój czuły punkt i wykorzystywała przeciwko mnie. Chociaż to niedorzeczne. Była jeszcze jedna opcja. Strach sparaliżował mój tok myślenia i nie pozwolił mi na choćby jeden malutki  ruch.
 ''Chyba to jest najbardziej realne.'' Pomyślałam, siląc się żeby zrobić jeden malutki krok, albo ruszyć się stąd i uciec jak najdalej mnie nogi poniosą.
-Czyli jak nic się nie stało, to ja już pójdę-odwróciłam się co było trudne patrząc na blokadę. która przed chwilą owładnęła mnie i nie pozwalała mi się ruszyć. Chciałam jak najszybciej stamtąd zniknąć  i znaleźć w ciepłym domku przytulona do miękkiego kocyka, czy otulona gorącą falą pomiędzy przyjemnymi prawie, że przezroczystymi, białymi kawałkami piany, a później położyć się zrelaksowana do mojego wygodnego, choć za dużego jak dla mnie łóżka z laptopem lub z jakąś ciekawą książką. Jednak jego oschły śmiech zmusił mnie żebym na niego spojrzała i wróciła z krainy marzeń do reali.
-Nigdzie nie pójdziesz Alice Hope. Wiem o tobie, więcej niż sądzisz-stał nadal oparty o korę drzewa patrząc się na mnie z rozbawieniem widocznym na twarzy.
-Skąd wiesz jak mam na imię i nazwisko?-zapytałam próbując powstrzymać łzy, które w jednej chwili zgromadziły się w kącikach moich oczu, po chwili zapewne zaczęły błyszczeć jak zimny wiatr wtargnął prosto na moją twarz dając wrażenie jakbym własnie go obraziła, a on próbowałby mi oddać.
-Mówiłem, że wiem o tobie wszystko-jego twarz po raz pierwszy odkąd go 'poznałam' ozdobił szeroki śnieżno-biały uśmieszek, który przyprawił mi dzisiaj kolejną fale dreszczy. Dopiero teraz przy świetle księżyca padającego na jego sylwetkę w pełni mogłam zobaczyć, jak wygląda.

 Ciemno-niebieskie, a wręcz czarne jeansy z pół centymetrową dziurą na lewej nodze, które idealnie ukształcały jego chude nogi. Stopy ozdobiły białe Vansy. Raczej już szare. Miał na sobie biały T-Shirt, który idealnie grał z jego umięśnioną klatą. Na to założył czarną skórzaną kurtkę. Z pod ubrań częściowo wychodziły ciemne tatuaże, które zapewne miał na całym umięśnionym ciele.

-Kim ty jesteś?- zapytałam spokojna co mnie zdziwiło ponieważ moje ciało nie pracowało prawidłowo. Myślałam, że mój głos załamie się prędzej, czy później.
-Dowiesz się w swoim czasie-skrzywiłam się gdy tylko usłyszałam jego ton głosu. Od razu tego pożałowałam bo po raz drugi przy nim pojawiły się dwie wielkie plamy na moich policzkach.
-To, że wiesz jak mam na imię nie znaczy, że wiesz o mnie wszystko-wygarnęłam chłopakowi i miałam zamiar ruszyć w stronę swojego domu myśląc jedynie o ciepłej kąpieli, lecz jego śmiech zmusił mnie po raz kolejny żebym na niego spojrzała.

-Alice Hope. Masz 17 lat. Urodziłaś się w Bradford w Anglii, ale twoi rodzice zabrali cię tutaj, gdy miałaś zaledwie 12 lat. Twoja mam pracuje jako sekretarka w biurze wielkiej firmy, a tata wczoraj wyjechał w delegacje do Francji. Pracuje jako Agent dla tajnej korporacji, ale tobie mówi, że pracuje jako architekt.
-Babcia z dziadkiem nie żyją od ponad roku, ale tak na prawdę zostali zabici przez twojego ojca bo miał różne długi. Nie masz rodzeństwa. Nie jesteś również prymuską, ale dobrze się uczysz. Coś jeszcze chcesz wiedzieć?-skończył opowiadać , a ja nie mogłam uwierzyć w żadne jego słowo.
Kim on jest?! Krzyknęłam w myślach przerażona co może stać się później. Moje ciało zaczęły oplatać zimne drgawki, a po policzkach zaczęły kolejno lecieć  gorzkie łzy.
-Czego chcesz?!-krzyknęłam jak najgłośniej udało mi się uzyskać górny dźwięk. Kolejne łzy spływające po już czerwonych, podrażnionych policzkach zaczęły się nasilać dając upust moim wszystkim emocją. Czułam suchość w ustach tak jakbym przez tydzień szła bez przerw przez niekończącą się pustynie. Wiedziałam, że w tej sytuacji ucieczka już nic nie da. Jeżeli wie o mnie tyle rzeczy na pewno wie gdzie mnie znaleźć, lecz ja nadal nie wiedziałam kim on jest.
-Nie denerwuj się kotku. Dowiesz się tego w swoim czasie-powiedział z nutką rozbawienia i zostawił mnie samą z burzą myśli, nad którymi nie potrafię zapanować w tej ciemności.


    Hej kochani! Dziękuje wam za te 10 komentarzy! Dla mnie to..Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę miała tyle komentarzy przy prologu! ^^ 
Ten rozdział pragnęłabym zadedykować Gabrysi Dobranowskiej ♥ i oczywiście 
Wioli(Ty wiesz o tym skarbie♥) bez której nie dałabym rady i która pomagała mi w pisaniu;)))
Jeżeli możecie i macie chęć wejdźcie też na jej bloga Link
To chyba wszystko z mojej strony :)))

30 grudnia, 2014

Prologue~prolog

"Życie pisze różne scenariusze, a my możemy tylko zmienić ich bieg."
    Właśnie kierowałam się do budynku z cegły. Jedni nazywają ją szkołą, a jeszcze inni niezbędnym ciężarem. Spojrzałam na bezchmurne niebo i zdziwiłam się tak jasnym blaskiem jak na tą godzinę. Jest 19:00. Dlaczego idę tak późno do szkoły i jeszcze to w sobotę?
    Moja nauczycielka od Matematyki wymyśliła sobie, że za kare będę siedzieć w weekend w przeciętnej ''kozie". Czemu? Wróćmy do poniedziałku...Ja z moim przyjacielem Shan'em chcieliśmy zrobić niewinny żart naszej wychowawczyni i ja przykleiłam teczkę z jej dokumentami. Shan poluzował obracane krzesełko pani Nightlie. Kiedy jednak nauczycielka zaczęła się zbliżać do klasy Shan zdążył uciec. Lecz ja nie miałam tyle szczęścia co on. Rękaw mojego ulubionego swetra przykleił się razem z torbą wychowawczyni, a ja nie mogłam się wyplątać i nie udało mi się uciec..
   Ciekawi mnie co myśli o mnie dyrektor i nauczyciele. Nigdy wcześniej nie miałam kary, ani w ogóle problemów w szkole. Zawsze byłam wzorową uczennicą.Trochę zaczyna mnie męczyć to, że każdy sądzi, że jestem taka grzeczna i nie tylko, a ja właśnie nie chce żeby każdy brał mnie za łatwą "zdobycz" Tylko dlatego, że uczono mnie żebym była miła.Teraz nawet horrorów się boje i zawsze wracam przed 22 pm.


Hejka! Pragnę was powitać z nowym opowiadaniem! ;* Mam nadzieje, że wam się spodoba;**
Wiec...Opowiadanie czas zacząć! 

Obserwatorzy